Wojenka o kopalnię Turów może nas kosztować nawet 400 mln zł. Negocjacje ruszają w czwartek

Zgodnie z zapowiedzią rząd w Pradze przesłał do Warszawy projekt umowy dotyczącej dalszego funkcjonowania kopalni Turów. Od jej podpisania zależy wycofanie czeskiej skargi z Trybunału Sprawiedliwości UE.

Czeski minister środowiska Richard Brabec poinformował, że jego rząd przesłał Polsce projekt umowy międzyrządowej, której ramy miały być ustalone dwa tygodnie temu. Czesi mają cały czas takie samo stanowisko: jeżeli w tej formie dokument będzie podpisany, to wycofają skargę do TSUE. Negocjacje mają zacząć się w czwartek.

Bizblog.pl poleca

Jesteśmy przygotowani do trudnych rozmów

–zakłada Richard Brabec.

Turów: cena za czeski spokój to 50 mln euro

Po miesiącach bagatelizowania przez Polskę czeskich argumentów dotyczących Turowa, nasi południowi sąsiedzi na początku tego roku złożyli skargę do TSUE. 21 maja trybunał wydał nakaz wstrzymania wydobycia i dopiero to skłoniło premiera Mateusza Morawieckiego do podjęcia rozmów z szefem rządu Czech.

Ustalono, że zobowiązania inwestycyjne, które mają chronić środowisko przed polską odkrywką (a przede wszystkim mają być receptą na dalszą utratę nowy pitnej po stronie Czech) będą wycenione na ok. 45 mln euro. Polacy jeszcze starali się zakrzywiać rzeczywistość i twierdzili, że to będą nakłady dzielone po równo na Polskę i Czechy.

Teraz wychodzi, że jest jednak całkiem inaczej. Przede wszystkim zobowiązania nasi południowi sąsiedzi wyliczyli na więcej, bo na 50 mln euro, czyli ponad 226 mln zł. Inna sprawa, że tyle mają kosztować zadania inwestycje, do których ma się zobligować Polska i za nie w całości zapłaci. To nie wszystko.

Czesi chcą też udostępnienia wszystkich informacji od Polaków na temat oddziaływania Turowa na pobliskie środowisko. Mamy również zgodzić się na wizyty czeskich inspektorów. Jeżeli nie przystaniemy na te warunki – nasi południowi sąsiedzi swojej skargi z TSUE nie wycofają.

Odszkodowanie za milion koron?

Po stronie czeskiej nie brakuje jednak głosów mówiących, że przedstawione Polakom warunki są zbyt łagodne. Prawniczka Petra Urbanova z Fundacji Frank Bold uważa, że jeżeli wypracowane porozumienie ma spowodować wycofanie przez Czechy skargi z TSUE, to ta umowa musi chronić ludzi i przyrodę.

Jedynym sposobem skutecznego egzekwowania wyroków są sankcje finansowe

– przekonuje Urbanova.

Takim zabezpieczeniem miałoby być odszkodowanie w wysokości 1 mld koron czeskich (blisko 178 mln zł). Razem z nakładami inwestycyjnymi obciążenia finansowe Polski wyniosłyby wtedy ponad 400 mln zł. Petra Urbanova uważa, że opinia publiczna nie wie, co może znaleźć się w czesko-polski porozumieniu. Na razie, jej zdaniem, jedyną ochroną jest TSUE. Dlatego wycofanie skargi musi być przez naszych południowych sąsiadów bardzo dobrze przemyślane.

Niemcy przypatrują się wszystkiemu z boku

Do postępowania przeciwko Polsce w sprawie Turowa dołączyła już Komisja Europejska. Było też realne zagrożenie, że podobnie postąpią Niemcy. Ale już wiadomo, że tak się nie stanie. Jak donosi Sächsische Zeitung niemiecki rząd koniec końców nie zdecydował się na taki krok. Bo polityka sąsiedzka i względy dyplomatyczne. Berlin chce też przyglądać się, co wyjdzie z negocjacji między Warszawą i Pragą.

Greenpeace skarży przedłużenie koncesji dla Turowa

To jednak nie wszystko, co dzieje się wokół Turowa. Greenpeace Polska informuje, że złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie na decyzję ministra klimatu i środowiska – Michała Kurtyki, przedłużającą koncesję dla kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów do 2044 r. i domaga się wstrzymania jej wykonalności. 

Szef resortu odpowiedzialnego za klimat powinien skupić się na działaniach dążących do odchodzenia Polski od węgla najpóźniej do 2030 r.

– przekonuje Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska.

Zdaniem aktywistów tylko w takim scenariuszu region Turowa będzie mógł liczyć na środki w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.