Źli Polacy dręczą biednych Czechów mieszkających przy granicy. Tak nas widzą teraz w Europie

Jeżeli chodzi o kopalnię Turów, to polski rząd ma prawo czuć się coraz bardziej osamotniony. Nie dość, że Czesi okazali się zdecydowanie bardziej uparci niż nam się to wydawało, to w dodatku Praga może liczyć na przychylność Komisji Europejskiej. Warszawę za to wszyscy omijają szerokim łukiem.

Ciągle nie ma porozumienia międzyrządowego Polski i Czech w sprawie dalszego funkcjonowania kopalni Turów. Polsce niby się nie spieszy, bo kar finansowych nałożonych przez TSUE (nasi południowi sąsiedzi wnosili nawet o 5 mln euro dziennie) jakoś się nie boimy i najchętniej z tym całym Turowem poczekalibyśmy do października, kiedy zaplanowano w Czechach wybory parlamentarne. I wtedy, jak sugerują przedstawiciele polskiego rządu, temperatura sporu miałaby szansę mocno zmaleć.

Ale o takim rozwiązaniu i przeciąganiu tego konfliktu o kolejne miesiące – ze szkodą przede wszystkim dla przygranicznych mieszkańców – w żadnym wypadku nie chcą słyszeć Czesi. Tak samo jak się uparli przy tym, żeby KE była stroną w tej sprawie. I właśnie w tym celu niedawno odwiedził ich wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans

Na rozwiązanie kryzysu w obszarze klimatu i bioróżnorodności pozostało niewiele czasu, a czeska prezydencja w UE w 2022 r. odgrywa kluczową rolę w negocjowaniu nowych unijnych środków do walki z kryzysem

– stwierdził w trakcie tej wizyty Timmermans.

Bizblog.pl poleca

Turów: Czesi skarżą się Timmermansowi na Polskę

Wiceprzewodniczący KE odwiedził naszych południowych sąsiadów, żeby przybliżyć im pakiet klimatyczny „Fit for 55” i Zielony Ład. Przy okazji Frans Timmermans wpadł do Ostrawy, bo chciał naocznie przekonać się jak region morawsko-śląski radzi sobie z odejściem od węgla. W tym celu zorganizowano spotkania z przedstawicielami różnych organizacji pozarządowych, a także ruchów ekologicznych. Nie zabrakło również mieszkańców z Uhelnej, miejscowości, z której polska kopalnia Turów ma wypłukiwać wodę pitną.

Poprosiłem pana Timmermansa o aktywny udział w toczących się negocjacjach między Czechami a Polską dotyczących przyszłości kopalni Turów

– zdradził Milan Starec z Uhelnej.

Czesi nakłaniali wiceszefa KE, żeby instytucje europejskiej jeszcze bardziej docisnęły Polskę do ściany za Turów. I że KE „skutecznie ochroni terytorium Czech przed dalszymi szkodami dla środowiska i zdrowia ludzkiego”.

Z nowego bloku energetycznego nie ma żadnego dymu

Milan Starec odniósł się też do awarii nowego bloku energetycznego w elektrowni Turów, który kosztem w sumie 4 mld zł uruchomiono w połowie maja, ale już 19 czerwca zdecydowano o jego wyłączeniu. Nieoficjalnie mówi się o błędach konstrukcyjnych, które mają nie wybaczać gorszej jakości węgla z Turowa.

Od trzech tygodni z nowego bloku nie wydobywa się żaden dym. Do tej pory PGE twierdziła, że ​​jest to planowy remont

– przekonuje Starec.

Jak donosi wrocławska „Gazeta Wyborcza”, blok od początku działał w trybie awaryjnym. A to dlatego, że cały układ źle skonstruowano. Nie wiadomo też, co z tą sprawą będzie się działo dalej, bo PGE, właściciel elektrowni Turów, milczy jak zaklęta.