Polskiego ambasadora wzięło na szczerość w sprawie Turowa. Zaraz straci stanowisko

Mirosław Jasiński nie będzie już ambasadorem Polski w Czechach. Rząd jest wściekły, że o kopalni Turów powiedział kilka słów za dużo. Teraz m.in. minister aktywów państwowych Jacek Sasin zarzuca mu powielanie obcej narracji szkodzącej interesom Polski. Przecieram oczy ze zdumienia, bo przecież ambasador wcale nie minął się z prawdą.

Albo to eksces ambasadora, albo rozgrywki w rządzie, albo jakieś szachy 4D – tak wszczęcie procedury odwoławczej wobec Mirosława Jasińskiego, ambasadora RP w Pradze, komentuje Jakub Wiech z serwisu energetyka24.com i trudno się z nim nie zgodzić. Członków rządu oburzyły i doprowadziły do wrzenia słowa Jasińskiego wypowiedziane w wywiadzie dla Deutsche Welle. Co takiego powiedział, że za chwilę straci swoje stanowisko? 

Ten problem powinien był być rozwiązany nawet nie na poziomie prezesów, a dyrektorów technicznych kopalni. Każda poważna firma ma przecież oddział zajmujący się naprawianiem szkód. Nazywamy to odpowiedzialnym biznesem. To był brak empatii, brak zrozumienia i brak chęci podjęcia dialogu – i to w pierwszym rzędzie z polskiej strony – stwierdził ambasador, wskazując, że wina za obecne zamieszanie leży po stronie właściciela kopalni Turów, czyli PGE. 

Potem jeszcze mówi o arogancji dyrekcji kopalni, szefostwa PGE, a także ministerstwa i premiera.

Turów: powielanie obcej narracji na szkodę Polski

Wskazywanie wprost na winę Polski w awanturze z Czechami o kopalnię Turów nie może nikomu przejść płazem. I Jasińskiemu też ta sztuka się nie udała, za co za chwilę straci stanowisko. Bo też zarzuty kierowane w jego stronę są bardzo poważne. 

Bizblog.pl poleca

Od osoby, która reprezentuje Polskę za granicą, należy oczekiwać, że wypowiadając się, w tak kluczowych sprawach, jak Turów, najpierw pozyska wiedzę i pozna fakty. Bezrefleksyjne powielanie obcej narracji szkodzi interesom Polski – nie patyczkuje się wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Wszczęcie procedury odwoławczej względem Jasińskiego jest też oczywiste dla rzecznika rządu Piotra Müllera. Nie ma zgody na skrajnie nieodpowiedzialne wypowiedzi w sprawie kopalni w Turowie. Każdy polski dyplomata ma obowiązek dbać o polskie interesy – argumentuje na Twitterze.

Polsko-czeska dyplomacja nie ma szczęścia

Dziwi mnie ta cała sytuacja i też zastanawiam się, o co tu chodzi. Może o faktycznie rządowe tarcia i walkę między poszczególnymi grupami interesów, których ma być już więcej niż tylko dwie (Morawiecki vs Ziobro). A może po prostu szef PiS i jednocześnie cały czas wicepremier Jarosław Kaczyński swoim zwolennikom zaleca ciągłą wierność zasadzie: ani krok w tył? Nie może być innego wytłumaczenia na tę bardzo nerwową reakcję na słowa ambasadora Jasińskiego, który po prostu powiedział prawdę. Nic więcej. 

O tym, jak polska dyplomacja traktowała w ostatnich latach Czechów, wspomina m.in. były premier i były szef NBP Marek Belka, który przypomniał, że od grudnia 2017 r. do września 2018 r. Polska w Pradze w ogóle nie miała ambasadora. Potem specjalna komisja Ministerstwa Spraw Zagranicznych ustaliła, że ambasador RP w Czechach Barbara Ćwioro stosowała mobbing i dyskryminację wobec swoich pracowników. Od września 2020 r. do listopada 2021 r. stanowisko ambasadora Polski w Czechach ponownie było nieobsadzone. A teraz Mirosław Jasiński ma pilnie wracać do Warszawy. 

Odwołany z powodu szczerości 

– konkluduje Marek Belka.

Polski makaron naciągamy na czeskie uszy od lat

Mirosław Jasiński nie żałuje wypowiedzianych słów, które mają go sporo kosztować. I trudno się dziwić. Wszak powiedział prawdę, co w gronie osób zaznajomionych z tematem jest oczywistą oczywistością. Nie jest bowiem tak, że Praga zaskoczyła Warszawę swoimi pretensjami o kopalnię Turów i zanim empatyczni Polacy zaczęli kreślić odpowiedź, to niecierpliwi Czesi polecieli na skargę do TSUE i się zaczęło.

O zamieszaniu wokół kopalni Turów piszę już od lat, przeprowadziłem na ten temat pewnie już setki rozmów. I nikt znający dobrze sprawę nie może mieć nawet cienia wątpliwości, że można było tej awantury bez problemu uniknąć. Wszak dyrekcja kopalni i szefostwo PGE o pretensjach Czechów wiedzą od lat. Bodaj w 2019 r. nawet zorganizowali spotkanie z mieszkańcami czeskiej wsi Uhelna w tej sprawie. Wysłuchali wtedy żalów Czechów o wypłukiwaniu wody przez polską odkrywkę i obiecali wybudowanie zielonego wału ochronnego. Nikt wtedy TSUE nie straszył. W PGE wiedzieli, że coś jest na rzeczy i chcieli szybko Czechów udobruchać. Ale pech: nasi południowi sąsiedzi nie dali się na to złapać. 

Czeskie ministerstwo środowisko stała i stoi na stanowisku, że wał ziemny jest częścią proponowanych środków kompensacyjnych w ramach polskiego procesu OOŚ (ocena oddziaływania na środowisko). Wychodzi jednak na to, że poza deklaracjami na spotkaniu z mieszkańcami Uhelnej, PGE niewiele w tej sprawie zrobiła. Wrocławski RDOŚ o niczym bowiem nie wie.

W decyzji tej (środowiskowych uwarunkowaniach kopalni Turów – red.) nałożono na inwestora szereg warunków i ograniczeń, które musi spełnić i dotrzymać, aby mógł kontynuować działalność. Wśród tych warunków nie ma obowiązku wykonania takiego wału – słyszymy od Katarzyny Łapińskiej, zastępcy Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu.

Czechy: Polska wycofuje ambasadora za prawdę

Czesi czekali na wypełnienie obietnic PGE bardzo długo. Jeszcze w drugiej połowie 2020 r. na różnych poziomach starali się dotrzeć do przedstawicieli polskiego rządu i sprawę dokładnie obgadać. Ale Polska tej sprawy nie traktowała poważnie. Bywało, że na spotkanie z czeskimi ministrami wysyłaliśmy szeregowych posłów. Praga nie miała więc nawet prawa sądzić, że sprawę kopalni Turów Polska traktuje poważnie.

W końcu, po miesiącach oczekiwania jakiejś poważniejszej reakcji ze strony Warszawy Czesi zdecydowali się na skargę do TSUE. Potem od przedstawicieli polskiego rządu słyszeliśmy, że to zagrywka polityczna, spowodowana wyborami parlamentarnymi w Czechach, jakie odbyły się w październiku 2021 r. O tym, że to bardziej konsekwencjach przede wszystkim dyplomatycznych uników – nikt w Polsce nie wspominał. Teraz na głos stwierdził to ambasador Mirosław Jasiński. Czesi widzą i oceniają to jednoznacznie.

Polski rząd wycofuje swojego ambasadora z Czech za próbę szczerej wypowiedzi i przyznania się do istoty problemu w sporze o kopalnię Turów. Mirosław Jasiński jest odważnym człowiekiem, dysydentem, który miał własne doświadczenia w poprzednim reżimie w Polsce – mówi Mikulas Peksa, wiceszef Czeskiej Partii Piratów.