Hirsch: Trump i Uber w jednym czasie? To idealny moment na krach

Krachy na giełdach zwykle zdarzają się w październiku, ale maje też są pod względem nagłych przecen szczególne. Jest nawet takie rynkowe powiedzenie, żeby w maju wszystko sprzedać i uciekać z rynku: „sell in May and go away”.

Maj roku 2019 może być naprawdę wyjątkowy. Mamy oto zbieg dwóch niezwykle ważnych i niezwykle niefortunnych dla inwestorów okoliczności. Każda z nich stanowi osobny problem i każda byłaby wystarczającym powodem do tego aby czujność wzmóc i być gotowym do ucieczki. A skoro obydwie występują jednocześnie, to robi się naprawdę intrygująco.

Pierwsza okoliczność to wojny handlowe Trumpa, a druga – fatalny debiut giełdowy Ubera.

Podniesienie taryf celnych na towary z Chin o wartości 200 miliardów USD rocznie, to realizacja czarnego scenariusza, którego rynek finansowy obawiał się w ubiegłym roku, ale też przestał się bać w tym roku. Giełdy od początku roku tak ładnie rosły właśnie głównie dlatego, że inwestorzy doszli do wniosku, że Trump z Chinami się dogada i wszystko będzie dobrze.

Brak porozumienia i eskalacja konfliktu stanowią bardzo niemiłą niespodziankę. A to nie koniec, bo amerykańska administracja daje Chinom do zrozumienia, że jeśli w ciągu trzech, czterech tygodni nie ulegną i nie zgodzą się na propozycje z Waszyngtonu, wtedy cła zostaną nałożone na kolejne towary o wartości ponad 300 miliardów USD rocznie. Wtedy będzie to oznaczać, że cały chiński eksport do Stanów Zjednoczonych jest obłożony cłem w wysokości aż 25 procent.

To jeszcze nie koniec, ponieważ Amerykanie jednocześnie wyraźnie zasugerowali, że jeszcze w maju można spodziewać się decyzji w sprawie ceł na samochody z Unii Europejskiej. A Komisja Europejska zapowiedziała, że chce się dogadać, ale jak się nie uda, to zastosuje kroki odwetowe. To samo zresztą planują Chiny.

Mamy eskalację na całego.

Na wycofanie się Trumpa w stronę łagodniejszej retoryki nie ma co liczyć, bo wszystko wskazuje na to, że on naprawdę wierzy w to, że po pierwsze amerykański deficyt handlowy robi Stanom krzywdę , a po drugie, że można go ograniczyć cłami.

Wprawdzie wojna handlowa trwa już ponad rok, a amerykański deficyt nie maleje, co sugeruje, że nie tędy droga, ale jak ktoś w coś wierzy mocno, to dane nie są w stanie zepchnąć go z raz obranej ścieżki.

Oczywiście zaostrzenie stosunków handlowych między USA, Chinami i Europą może prowadzić do zwiększonej niepewności w firmach, wstrzymywania decyzji o nowych inwestycjach (bo nikt nie wie jakie cła będą za rok albo 5 lat), a w konsekwencji cięcia zatrudnienia. Mówiąc w skrócie do recesji. To wystarczający powód do tego, aby giełdy przeżyły załamanie.

A do tego jeszcze ten nieszczęsny Uber…

Historia jego debiutu zdecydowanie wykracza poza kategorię ciekawostki. Możliwe, że zniszczeniu ulega właśnie model, który świetnie funkcjonował przez ostatnie dziesięć lat. Pozwalał on inwestorom pompować w startupy dowolne kwoty bez względu na to, jakie wyniki i perspektywy ma przed sobą dane przedsięwzięcia. Wszystko dlatego, że obowiązywało przekonanie, że w czasie debiutu giełdowego i tak będzie można zainwestowane pieniądze odzyskać i jeszcze na tym zarobić.

W przypadku Ubera cena na debiucie była nie tylko niższa od tej z oferty publicznej, ale co ważniejsze i groźniejsze, także niższa od tych, które inwestorzy płacili w niektórych prywatnych rundach finansowania 2 czy 3 lata temu. To wszystko pewnie jeszcze da się uratować, jeśli ci, którzy czekali na zysk z akcji Ubera przez parę lat zacisną zęby i postanowią poczekać jeszcze trochę (chociaż tak właściwie nie wiadomo jak długo).

A jeśli nie będą mieć tyle cierpliwości i zaczną uciekać z nietrafionej inwestycji, wtedy Uber może spadać coraz niżej. Dokładnie tak, jak to się działo w poniedziałek, kiedy w drugim dniu notowań zleciał o 11 procent. A wtedy inwestorzy zobaczą, że model nie działa. Trzeba będzie wziąć to pod uwagę, przeszacować ryzyko, bardziej uważać. W efekcie nagle może się okazać, że startupy mają trudniej. A jeśli Dolina Krzemowa działa jako benchmark dla reszty świata, to za jakiś czas trudniej mogą mieć podobne firmy w Londynie, Berlinie, a nawet Warszawie.

Kurs akcji Ubera po pierwszym dniu notowań.

Skoro mogą mieć trudniej, to już dzisiaj są mniej warte niż parę miesięcy temu.

Wszak o Uberze mówiło się na początku roku, że zadebiutuje z wyceną w okolicach 120 mld USD. Tymczasem jego wartość dziś jest bliżej 70 miliardów dolarów. To naprawdę duża różnica.

Nie można też wykluczyć, że przy okazji przecenie ulegną spółki technologiczne, które są już notowane na giełdach i które zaczęły już zarabiać. Korekta wycen firm, które dopiero są na drodze do osiągnięcia zysku może na rynku wywołać podobną korektę wśród firm zyskownych, skoro należą one do tego samego sektora technologicznego.

Wystarczy, że parę dużych funduszy postanowi nieco ograniczyć swoją obecność w tym sektorze ze względu na wzrost ryzyka. A sektor tech na rynkach amerykańskich spuchł w ostatnich latach tak bardzo, że nie da się dziś z niego spuścić trochę powietrza nie wywołując turbulencji na całej giełdzie.

Tak więc nie można wykluczyć, że w tym samym czasie Trump i jego cła wywołają katastrofę w wycenach spółek „tradycyjnych”, produkcyjnych, a Uber i urealnienie jego wyceny wywołają podobną katastrofę wśród spółek technologicznych. Jedno i drugie mamy dziś tak naprawdę na wyciągnięcie ręki.

Możliwy jest jeszcze jeden efekt tych katastrof.

Nie dotyczy giełdy, a przez to jest może nawet ważniejszy z punktu widzenia przeciętnego obywatela. Chodzi o inflację.

Wprowadzenie za pomocą niekończących się kroków odwetowych ogólnoświatowego systemu wysokich ceł będzie oznaczać wzrost kosztów, a więc możliwe, że także wzrost cen. Z kolei załamanie się systemu wspierania głęboko nierentownych startupów może oznaczać, że taki Uber będzie musiał podnieść ceny swoich usług. Gdy zniknie wsparcie kapitałowe, wszystko, co oferują nowe wspaniałe przedsiębiorstw,a chcące zmieniać świat, będzie musiało kosztować użytkownika więcej.

Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że na pewno tak się stanie.

Giełdowy świat w ostatnich latach miał okazje się zawalić co najmniej kilka razy z powodów, o których dziś już raczej nie pamiętamy, ale wtedy były to powody bardzo ważne. A jednak się nie zawalił. Teraz też wystarczy chociażby jedna zaskakująca zmiana stanowiska ze strony Trumpa i perspektywa katastrofy zamieni się w euforię.

Wystarczy, że Uber odrobi straty z pierwszych dni notowań, a cały model finansowania funkcjonujący w Dolinie Krzemowej jednak przetrwa.

Najbliższe dni dadzą nam wskazówki co do tego, w którą stronę to wszystko zmierza. Tak więc niezależnie od końcowego efektu, tak jak wspomniałem na początku, tegoroczny maj naprawdę może być wyjątkowy. 

Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik „Dziennika Gazety Prawnej” i Tok FM.