Wojna handlowa z Chinami to za mało. Trump wycelował działa w Unię Europejską

Prezydent USA tak bardzo w drodze po reelekcje chce udowodnić, że dba o interesy Amerykanów, że blisko jest wywołania kolejnej wojny handlowe. Po trwających już miesiące sporach z Pekinem przyszedł czas na atak na Brukselę. Ale Unia Europejska, jak Chiny, może oddać i wtedy możemy zobaczyć, że król USA jest nagi.

Donald Trump nie ma wyjścia. Żeby powtarzane do znudzenia przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich w USA „America first!“ nabrało mocy, musi działać.

Niby miał raz na zawsze unormować sytuację Koreą Północną. Kim Dzong Um do wspólnych zdjęć się uśmiecha, prawie tak samo energicznie jak Trump potrząsa dłonią przy uścisku, ale jednocześnie robi swoje. W czwartek koreańskie władze potwierdziły wystrzelenie pocisku balistycznego Pukguksong-3. To już w sumie 11. taka próba Koreańczyków w tym roku.

Nie ma też zapowiadanej odwilży w stosunkach z Iranem, który wydaje się coraz śmielej, z Putinem pod rękę, grać Trumpowi na nosie. Na nikim już nie robią wrażenia wrzutki na Twitterze, zapowiadające wysłanie do Zatoki Perskiej kolejnych lotniskowców. 

Międzynarodowego splendoru Trumpowi z pewnością nie przysporza takie wpadki, jak ta z Grenlandią. Teraz z kolei czarne chmury nagania rozpoczęta przez Demokratów procedura impeachmentu. Ma za nią stać rzekome nakłanianie przez amerykańskiego prezydenta do czynnego włącznie się w prezydencką kampanię zza oceanem prezydenta Ukrainy.

Trump zna się na biznesie, więc skupia się na handlu

Skala niepowodzeń na międzynarodowej arenie może prezydenta USA przytłaczać. A tu za chwilę na licznych wiecach będzie się trzeba przechwalać, jak w mijającej kadencji budowało się amerykańską potęgę. No chyba, że przykładów jednak ciut brak. Wtedy trzeba kombinować. A wiadomo, że jak człowiek pod ścianą, to sięga po najpewniejsze rezerwy. A Trump to przede wszystkim biznesmen.

Bardzo dobrze widać to z pozycji Polski, która jak tylko zsunięto płótno z Okrągłego Stołu rozpoczęła do USA umizgi i trwają one do teraz. Tyle że obecnie padają one na wyjątkowo podatny grunt. Donald Trump doskonale wie, jak wykorzystać takie zaloty. Dobitnie dał temu wyraz odwołując ostatnią wizytę w naszym kraju. Niby przez huragan. Ale obserwatorzy są zgodni: wcześniej już dostał zapewnienie od polskiego prezydenta sfinansowania pobytu żołnierzy w USA w Polsce i wycofania się z podatku cyfrowego. Coraz bliżej też do zakupu myśliwców F35.

A skoro wszystko załatwione, to po co przyjeżdżać? Że druga wojna światowa i ważne dla Polaków emocje? Litości, trzeba rzucić na stół znane łakocie w postaci ruchu bezwizowego i wszyscy będą zadowoleni. Bo Donald Trump ma znacznie większe kłopoty niż samopoczucie Polaków. Warszawa to tylko próbka jego ambicji. Te widać gołym okiem najpierw w sporze z Chinami, a teraz z Brukselą. 

Chiny proszą o trochę czasu

Już za chwilę, 15 października, zaczną obowiązywać nowe stawki celne, nałożone przez amerykańską administrację na towary z Państwa Środka. Do tej pory na dobra o wartości 250 miliardów dolarów nakładane były cła w wysokości 25 proc. Nowa stawka to 30 proc. Trump przy okazji pokazał wszem i wobec gołębie serce i wprowadzenie podwyższonych stawek przełożył w czasie. Miał go o to poprosić wicepremier Chin ze względu na obchody związane z 70. rocznicą powstania Chińskiej Republiki Ludowej.

Nowe cła mają być karą za stare grzechy, czyli nieuczciwe dotacje na rodzimy rynku i wymuszanie od zagranicznych firm transferów technologicznych. Ale obserwując wymachiwania handlową szabelką w stronę Pekinu trudno nie oskarżać amerykańskiego prezydenta o krótkowzroczność. Trump zachowuje się tak, jakby wszyscy mieli mu zejść z drogi. Tymczasem Pekin ma swoje instrumenty odwetowe. Przecież jeszcze w marcu Chiński Bank Centralny miał amerykańskie papiery dłużne o wartości 1 biliona 120 miliardów dolarów. To w sumie 28 proc. długu USA, który w wojnie handlowej może stać się bronią masowego rażenia.

Unia Europejska chłopcem do bicia?

Amerykańskie cła nie złamały Chińczyków. Owszem wojna handlowa spowodowała, że PKB w Chinach w II kwartale 2019 r. skurczyło się do najniższych poziomów od 30 lat i wyniosło „tylko” 6,2 proc. Ale ekonomiści w Pekinie jakoś włosów z głów sobie nie rwą. Tutejsza gospodarka to dalej największy młyn dla światowego PKB. 

W Chinach wiedzą też, że wejście w amerykańskie buty światowego hegemona musi kosztować. Na efekty trzeba poczekać. To podobnie jak w przypadku afrykańskiej ekspansji Chin, które traktują Czarny Ląd nie jak UE i USA – wyłącznie jako targ – ale starają się zarazić tamtejszych polityków swoją wizją świata. I teraz być może na nikim taka polityka nie robi wrażenia, ale już za 10-20 lat może być inaczej. 

Skoro zatem Pekin aż tak bardzo amerykańskimi cłami się nie przejmuje, to trzeba znaleźć innego wroga. Takiego, który struchleje ze strachu i Amerykanom pokaże, że ich kraj znowu jest potęgą, której trzeba się bać. Tak Donald Trump zaczął wojnę handlową z Unią Europejską. Tylko że Bruksela nie zamierza pozostać dłużna USA.

WTO daje zielone światło

W wojnie handlowej z Brukselą Donald Trump szybko znalazł sojusznika. Światowa Organizacja Handlu (WTO) zaaprobowała plany nałożenia taryf celnych na towary unijne o wartości 7,5 mld dolarów. To było bardzo ważne dla amerykańskiego prezydenta, który rzecz jasna za pośrednictwem Twittera stwierdził, że „ta sprawa trwająca od lat, miłe zwycięstwo!”. A cała ta UE „od wielu lat bardzo źle traktuje Stany Zjednoczone w zakresie handlu ze względu na cła, bariery w handlu i inne”.

Jakie europejskie towary znalazły się na liście przygotowanej przez Waszyngton? Helikoptery, główne komponenty samolotów, owoce morza i towary luksusowe, w tym francuskie wino, szkocka i irlandzka whisky oraz ser z całego kontynentu. Ale USA zaraz zaznaczyły, że w dowolnym momencie zmienią stawki albo dopiszą do listy towarów kolejne. Brukselo, zrozum wreszcie – jesteś zależna do Waszyngtonu. Im prędzej to skumasz, tym lepiej dla wszystkich. Inaczej będzie tylko źle.

Ale Stary Kontynent przynajmniej na razie wydaje się odporny na tego typu argumenty. Francuski minister finansów Bruno Le Maire już zapowiedział, że w Europie trwają przygotowania, aby zareagować na poczynania Trumpa też sankcjami. Szef niemieckich finansów dodaje, że Bruksela nie będzie bezczynna. 

Dlatego będziemy reagować na nową sytuację w sposób zdecydowany, ale przemyślany – zapowiedział Olaf Scholz. 

Nie ma wątpliwości, że nałożenie ceł na europejskie towary przez Trumpa przyniesie wiele szkód. Szkockie Stowarzyszenie Whisky i hiszpańscy winiarze biją na alarm. Wojny handlowej z USA nie chcą też niemieccy inżynierowie. Michel Nalet, rzecznik francuskiej grupy Lactalis, największej na świecie firmy mleczarskie, mówi wprost, że zrobią wszystko, co się da, żeby te taryfy celne przełożyć w czasie. Najdalej jak się tylko da.