Ustawa antyodorowa. Ludzie trafili do szpitala z zatruciem, ale urzędnicy uznali, że zmyślają

Diagnoza lekarska: zatrucie chemikaliami. Ocena katowickiego WIOŚ: nie było zagrożenia. Podtruci toksycznymi wyziewami z firmy recyklingowej ze Śląska mieszkańcy właśnie dowiedzieli się, że chyba im się wydawało. Takie podejście urzędników podważa sens ustawy antyodorowej, którą wkrótce ma zająć się Sejm.

Po otrzymaniu pisma z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach podtruci w połowie lipca żrącym powietrzem mieszkańcy przecierają oczy ze zdumienia.

Bizblog.pl poleca:

Wychodzi na to, że nie tylko im, ale także lekarzom, którzy ich badali, musiało się wydawać, że doszło do podtrucia. Oficjalnie bowiem nie było żadnego niebezpiecznego stężenia. Trujący odór musiał być taką zapachową fatamorganą.

Wynik zero procent

Hanna Osiejuk, która datę 17 lipca 2019 r. zapamięta na długo. Gdy raptem po dwóch wdechach straciła przytomność, sprawę zgłosiła do odpowiednich urzędów i służb. Bo to też nie pierwszy raz, kiedy z siedziby firmy BM Recykling w Siemianowicach Śląskich wydobywa się niebezpieczny odór kładący ludzi pokotem. 

Teraz ona oraz wielu innych nie może uwierzyć w odpowiedź, jaką otrzymali. Wynika z niej, że musieli w tym dniu ulec zbiorowej halucynacji. Straż pożarna oficjalnie informuje, że było wtedy zerowe stężenie w powietrzu takich substancji jak: amoniak, cyjanowodór, dwutlenek siarki, dwutlenek węgla, dwutlenek azotu, chlor, metan, czy propan.

Pal licho, że pożarnicy stwierdzają to po tym, jak dojazd na miejsce zdarzenia zajął im ponad dwie godziny, chociaż ich komendę od miejsca zdarzenia dzieli raptem pięć minut jazdy samochodem. 

Potruci w połowie lipca właśnie dowiedzieli się, że w tym czasie na terenie BM Recykling prowadzona była kontrola Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Katowicach. Ten podpiera się wynikiem badań straży pożarnej i przekazuje, że “PSP nie stwierdziła w tym dniu zagrożenia życia i zdrowia”.

Po lekturze stanowiska katowickiego WIOŚ potruci musieli doznać sporego dysonansu poznawczego. No bo z jednej strony mają na piśmie od poważnego urzędu, podpierającego się do tego zawsze godną zaufania strażą pożarną, że nie było ani żadnego stężenia niebezpiecznych substancji w powietrzu, ani zagrożenia dla ich zdrowia. Z drugiej wtedy byli wszak hospitalizowani. I wszyscy, jak jeden mąż, usłyszeli od lekarzy taką samą diagnozę: zatrucie chemikaliami.

Pismo pisane na szybko

Hanna Osiejuk po otrzymaniu takiego pisma postanowiła nie dać za wygraną. Było nie było, chodzi o jej zdrowie i życie, nawet jak katowiccy urzędnicy uważają inaczej.

Wczoraj zrobiłam taką awanturę, że dyrektor WIOŚ w Katowicach do mnie dzwonił, przyznał, że pismo pisane na chybcika, a PSP niestety takie fakty ustaliła, jak przyjechali po kilku godzinach. No to już nic nie stwierdzili i ponoć musieli coś napisać

– relacjonuje zdenerwowana siemianowiczanka.

Kobieta nie potrafi zrozumieć, jak ktoś mógł w ogóle wpaść na pomysł wysłania takiego pisma do osoby podtrutej chemikaliami.

Trzeba w takim razie trzymać kciuki za więcej czasu dla pracowników katowickiego WIOŚ. Być może wtedy jednak niebezpieczną działalność BM Recykling jakoś dojrzą i w końcu zareagują. 

Skoro to zbiorowa halucynacja, to po co ustawa?

Z informacji, jakie nam przekazał Aleksander Brzózka, rzecznik Ministerstwa Środowiska, wynika, że projekt ustawy antyodorowej ma trafić do Sejmu najpóźniej po wakacjach. Przypomnijmy: ponad rok temu minister środowiska otrzymał zbiór postulatów obywatelskich dotyczących niezbędnych zmian w prawie środowiskowym, które nazwano petycją antyodorową. 

Samorządowcy apelowali o utworzenie centralnego rejestru pojazdów online, monitorującego w czasie rzeczywistym trasę przejazdu, czy wprowadzenie obowiązkowej rejestracji kierowców i pojazdów używanych do transportu odpadów z wymogiem instalacji lokalizatora GPS. 

Petycja antyodorowa miała stać się fundamentem dla projektu ustawy. Ale może to wszystko daremny trud? Skoro wychodzi na to, że trujący odór ludziom się wydaje, to chyba nie ma sensu regulować tego przepisami. Albo może wreszcie wszyscy podejdą do sprawy na poważnie i przestaną konstruować zdawkowe pisma, tylko pochylą się naprawdę nad problemem.