Rząd straszy, że jeśli nie wydzieli aktywów węglowych, to grozi nam plajta spółek i import energii

Dotarliśmy do prezentacji przedstawionej podczas zespołu trójstronnego z wiceministrem aktywów państwowych Arturem Soboniem. Rząd tłumaczy w niej, dlaczego musi powołać do życia Narodową Agencję Bezpieczeństwa Energetycznego i co się stanie, jak tego nie zrobi.

Na zdjęciu: Jacek Sasin i Artur Soboń.

Rząd odkrył wreszcie karty przed związkowcami z energetyki i górnictwa i pokazał, jak widzi w następnych latach transformację energetyczną. Nakreślił też scenariusz, w którym Polska jednak węgla od siebie nie wygania i tak naprawdę nic się nie zmienia. To miało rozwiać wątpliwości i pokazać, że pewne działania są niezbędne.

Bizblog.pl poleca

Jak jednak słyszmy od związkowców, ta prezentacja ich zupełnie nie przekonała. Tym samym rośnie ich lista pretensji do premiera Mateusza Morawieckiego (o czym związkowcy piszą w specjalnym liście do szefa rządu) i też zagęszcza się atmosfera wokół całej transformacji.

Transformacja energetyczna, czyli nadchodzi NABE

Rząd zapowiedział, że proces transformacji energetycznej chce zacząć od konsultacji społecznych. Po nich gabinet Morawieckiego ma przyjąć oficjalnie specjalny program. Następnym krokiem ma być reorganizacja wewnętrzna spółek węglowych. Potem należałoby rozpocząć proces due diligence, a następnie je wycenić. Ostatnim krokiem wtedy ma być nabycie przez Skarb Państwa udziałów w tych spółkach. 

Kolejnym etapem będzie zintegrowanie aktywów węglowych w spółce działającej na zasadach kodeksu spółek handlowych – ze 100 proc. udziałem Skarbu Państwa. Tym właśnie ma być Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego. Czym ma się zajmować? Przede wszystkim wydobyciem węgla brunatnego, ale też sprzedażą terenów po odstawionych jednostkach – z przeznaczeniem na inną działalność niż dotychczas. NABE ma też kupować węgiel od krajowych wydobywców, czyli PGG, Tauronu Wydobycie i Bogdanki. Źródłami dochodu spółki mają być w pierwszej kolejności: sprzedaż energii elektrycznej i przychody z rynku mocy. 

Transformacja energetyczna krok po kroku.

Nie ma ucieczki przed wydzieleniem aktywów węglowych

Podczas zespołu trójstronnego z przedstawicielami resortu aktywów państwowych rząd jednoznacznie przedstawił argumenty za jak najszybszym odłączeniem węglowej kuli u nogi od państwowych spółek. Do takich działań, jak usłyszeli związkowcy, Warszawę ma przymuszać przede wszystkim polityka klimatycznym UE, w tym nowy cel klimatyczny, który zakłada redukcję emisji CO2 do 2030 r. na poziomie 55 proc. względem tej z 1990 r. 

Jedną z poważniejszych wypadkowych tego zielonego skrętu Brukseli jest – jak wynika z rządowej prezentacji – wzrost cen uprawnień do emisji CO2. W prognozach, opartych na Polityce Energetycznej Polski 2040, mówi się o stałym wzroście tych cen aż do lat 2031-2032, kiedy mają ustabilizować się na poziomie w okolicach 60,4 euro. Niestety, w trakcie tej prezentacji nikt nie zająknął się o wcześniejszych wyliczeniach Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami, który przewiduje, że ceny uprawnień do emisji CO2 już w tym roku mogą poszybować w okolice 50 euro. A za 10 lat mają być już na poziomie nawet 72 euro.

Kolejnym argumentem rządu za wydzielaniem aktywów węglowych z państwowych spółek jest wyższy koszt produkcji niż cen energii elektrycznej oraz rosnące koszty ubezpieczenia węglowych spółek. To wszystko powoduje, że mniej więcej od drugiego kwartału 2019 r. Polska ma najwyższe w UE ceny hurtowe energii elektrycznej. Za nami są m.in. Czesi, Niemcy, ale też Włosi, Hiszpanie i Francuzi. I taka sytuacja trwa do dzisiaj. Nawet PEP2040 przewiduje, że ceny energii w Polsce będą prawie cały czas rosły – aż do 2035 r.

Transformacja energetyczna ma pozwolić uniknąć podwyżek cen energii. Ale nie teraz.

A co jakby jednak nic nie robić?

Ostatnią częścią prezentacji przygotowanej przez Ministerstwo Aktywów Państwowych było przedstawienie sytuacji i związanej z nią konsekwencji, kiedy rząd nie podejmuje żądnych działań zmierzających do modyfikacji miksu energetycznego, dzisiaj uzależnionego w ok. 70 proc. od węgla. Tak, żeby reprezentanci strony społecznej wiedzieli, czym tego typu zaniechanie „pachnie”. Tym samym resort aktywów węglowych przekonuje, że brak wydzielenia aktywów węglowych wiąże się przede wszystkim z dalszym wzrostem cen energii elektrycznej, brakiem nowych źródeł gazowych, a także z ograniczeniem zdolności inwestycyjnych państwowych spółek wydobywczych. 

Rząd straszy też przejęciem rynku produkcji energii ze źródeł emisyjnych przez zagraniczne podmioty i uzależnieniem Polski od importu energii elektrycznej, czyli czymś, z czym zwłaszcza związkowcy górniczy walczą od lat. W końcu, jak przekonuje prezentacja Ministerstwa Aktywów Węglowych – brak stosownych działań względem transformacji energetycznej będzie zwiększało ryzyko niewypłacalności spółek lub wymuszonej restrukturyzacji majątkowej.

Czy transformacja energetyczna pozwoli ujarzmić ceny emisji CO2?

Związkowcy coraz bardziej kręcą nosem

Prezentacja resortu aktywów państwowych nie zachwyciła jednak związkowców. Zwłaszcza ci ze spółek energetycznych mają sporo uwag. Akcentują, że przecież jest już ustalone o wygaszaniu pierwszych elektrowni węglowych już w 2025 r. Tymczasem nikt ani słowem nie wspomina, co się stanie z zatrudnionymi tam ludźmi. Zdaniem związkowców pakiety dobrowolnych odejść i jednorazowe odprawy niczego nie załatwiają. Boją się, że tym samym za parę lat a może szybciej polscy pracownicy będą świadczyć usługi dla firm z Niemiec, Danii i innych krajów. 

Energetycy nie potrafią też zrozumieć, dlaczego rząd uparcie nie dopuszcza ich do rozmów z górnikami, które być może właśnie zbliżają się do końca. Ich zdaniem negocjowana od miesięcy umowa społeczna w niczym transformacji energetycznej nie pomoże, a raczej przeszkodzi. Jak słyszymy, atmosfera na tyle jest napięta, że całkiem poważnie rozważany jest scenariusz, w którym związkowcy licznie odwiedzą Warszawę i już na miejscu bardzo głośno wyrażą swoje pretensje.