Tim i Donald. Bromance kwitnie, ale to szef Apple wyciska ten dziwny związek jak cytrynę

Trudno wyobrazić sobie szefa wielkiej prywatnej korporacji, który byłby bardziej z innej bajki niż Donald Trump. To jednak właśnie Tim Cook, człowiek w typie dyskretnego księgowego, donator kampanii wyborczej Hillary Clinton, progresywista, a nawet zdeklarowany gej to obecnie największy żyrant izolacjonistycznej polityki gospodarczej aroganckiego, obliczalnego i często radykalnie konserwatywnego prezydenta USA.

W czwartek Donald Trump w towarzystwie Tima Cooka zwiedził fabrykę Apple w Austin. Prezydent ogłosił na Twitterze, że otworzył duży zakład produkcyjny w Teksasie, który ściągnie z powrotem do USA wysokopłatne miejsca pracy.

Bizblog.pl poleca:

Komunikat trochę z gatunku starego dowcipu o tym, że na Placu Czerwonym rozdają samochody (dla młodszych widzów: nie rozdają, tylko kradną i nie samochody, tylko rowery).

Dlaczego? Fabryka w Austin już od 2013 roku produkuje MacBooka Pro, a teraz jedynie na linie produkcyjne trafiła nowa generacja tego modelu laptopa. Mało tego, fabryka w Austin wcale nie należy do Apple, lecz do firmy Flex, czyli jednego z kontaktorów giganta z Cupertino, który przecież nie para się samodzielną produkcją swoich urządzeń.

Nowa fabryka?

Apple faktycznie właśnie rozpoczął w Austin nową inwestycję, ale nie w zakład produkcyjny, lecz w kompleks biurowy dla swoich pracowników.

Skąd tak absurdalny komunikat Trumpa o otwieraniu fabryki, a właściwie montowni, która na pełnych obrotach działa od sześciu lat? Nie, to nie żaden lapsus, choć tych prezydentowi USA zdarzają się setki. O, przykład pierwszy z brzegu – Donald Trump w marcu nazwał Tima Cooka… Timem Apple.

Donald Trump jak powietrza potrzebuje potwierdzenia słuszności swojej radykalnej polityki gospodarczej, której przejawami są wojna handlowa z Chinami, pełzający konflikt z Unią Europejską, straszenie karnymi cłami amerykańskich firm, które produkują poza USA, czy zdławienie imigracji zarobkowej, nawet w przypadku wysokiej klasy specjalistów.

Prezydent USA chce także za wszelką cenę pokazać, że zarządzone przez niego cięcie podatku korporacyjnego w 2017 roku naprawdę zaowocowało wzrostem krajowych inwestycji amerykańskich firm.

Na to wchodzi Tim Cook, niekoniecznie cały na biało, ale jego komunikat jest dokładnie taki, jakiego oczekuje Donald Trump.

Make America Great Again

Krótka konferencja prasowa w fabryce w Austin. Trump przemawia do dziennikarzy w obecności Tima Cooka, córki-doradczyni Ivanki Trump i sekretarza skarbu Stevena Mnuchina. Bez mrugnięcia okiem wymusza na prezesie Apple hołd lenny i typowo trumpowe zapewnienie, że amerykańska gospodarka jest teraz najsilniejsza na świecie.

Tim mówił, że zaczyna tę ogromną inwestycję w Teksasie. Ale powiedział mi też coś o amerykańskiej gospodarce, bo on jeździ po całym świecie. Co byś powiedział o amerykańskiej gospodarce w porównaniu do wszystkich innych? – zwrócił się do Tima Cooka. Wywołany do tablicy jak w szkole podstawowej prezes Apple wydukał:

Myślę, że mamy teraz najsilniejszą gospodarkę na świecie.

W komunikacie prasowym na temat nowego kampusu Apple w Austin spółka napisała, że w latach 2018-2023 przyniesie amerykańskiej gospodarce 230 miliardów dolarów i zatrudni w całym kraju 20 tys. osób. To miód na serce Trumpa, który właśnie tak widzi czynienie Ameryki ponownie wielką.

A rendering of the new apple campus in Austin.
Nowy kampus Apple w Austin w Teksasie. Źródło: Apple

Oczywiście to nie pierwsza taka sytuacja, bo Tim Cook niemal od początku prezydentury Donalda Trumpa bardzo dba o to, by główny lokator Białego Domu traktował go nie tylko jako sojusznika, ale też jako przyjaciela. Obaj panowie regularnie spotykają się, podobno nie tylko oficjalnie.

Tim dzwoni, dlatego jest dobrym menedżerem

Trump w sierpniu pochwalił się na Twitterze, że był na kolacji z Cookiem i zapowiedział w jego imieniu zainwestowanie przez Apple ogromnych sum pieniędzy w USA.

Trump lubi też podkreślać, że często rozmawia z Cookiem przez telefon.

Tim Cook dzwoni do Donalda Trumpa bezpośrednio. Właśnie dlatego jest świetnym menedżerem, że dzwoni do mnie, a inni nie

– stwierdził Donald Trump.

Kim są ci inni? Raczej nie chodziło o Jeffa Bezosa, szefa Amazona, którego Trump uważa za swojego osobistego wroga. Bezosowi ma za złe głównie to, że należący do niego „Washington Post” ostro krytykuje jego poczynania, na co prezydent odpowiada niezbyt merytorycznymi inwektywami w rodzaju fake news media czy dishonest press. Robił to zresztą także podczas konferencji prasowej w Austin, w obecności Tima Cooka.

Tim Cook mógłby się wydawać idealnym kandydatem na drugiego Jeffa Bezosa i w roli osobistego wroga Donalda Trumpa byłby chyba wiarygodny. Wystarczającym powodem do wybuchu ataków Trumpa na Cooka mógłby być fakt, że szef Apple przeznaczył ćwierć miliona dolarów na kampanię wyborczą Crooked Hillary.

Tim Cook to jednak niezwykle inteligentny facet, który wie, że doskonałe stosunki z Donaldem Trumpem są kwestią fundamentalną dla powodzenia biznesowego prowadzonej przez siebie firmy. Sprytnie wykorzystał narcyzm Donalda Trumpa i od samego początku prezydentury dostarcza mu pochlebstw, na które prezydent reaguje chyba autentyczną sympatią.

Wojna handlowa z Chinami, Apple pod kloszem

Po co to wszystko Cookowi, czy nie ryzykuje stratami wizerunkowymi Apple przez wciąganie spółki w politykę? Apple przecież przez lata tego bardzo zręcznie unikało, nie dając się w nią wciągnąć, jak Facebook czy Google. Nie miało też łatki beneficjenta rządowych kontraktów jak Microsoft czy bezdusznych kapitalistów jak Amazon.

Przychylność Donalda Trumpa jest dla Apple nie do przecenienia. Żadna inna amerykańska firma nie jest w takim stopniu uzależniona od produkcji w Chinach, a wojna handlowa Waszyngtonu i Pekinu mogłaby jej dramatycznie zaszkodzić.

Wiele wskazuje na to, że Tim Apple osobiście przekonał Trumpa, by przy okazji kolejnej porcji ceł, które już w grudniu mają być nałożone na produkowane w Chinach towary, wprowadzić wyjątek dla Apple. Takie cła znacznie podwyższyłyby koszty produkcji iPhone’ów.

Sam Donald Trump powiedział na konferencji w fabryce w Austin, że amerykańskie Apple nie może mieć przecież gorzej niż konkurenci. Musimy traktować Apple w podobny sposób jak Samsunga – stwierdził Trump.

Tim Cook spotyka się więc z Donaldem Trumpem, któremu słodzi, ile trzeba, a interes kręci się doskonale. Wojna handlowa z Chinami trwa w najlepsze, ale dla Apple to business as usual. Tylko od początku roku kurs akcji Apple wzrósł aż o dwie trzecie, a giełdowa wartość spółki osiągnęła niebotyczne, rekordowe 1,17 biliona dolarów.

Źródło: Google