Ostry zwrot w stronę patologii. Gwiazdy TikToka będą prać się w klatkach

Za każdym razem, gdy czytam o sposobach zarabiania na popularności, wydaje mi się, że oto właśnie doszliśmy do ściany. Że więcej z tego absurdu, jakim jest celebrytyzm już zwyczajnie nie wyciągniemy. I właśnie wtedy wjeżdża taki news jak ten: gwiazdy TikToka dostają własną federację do obijania sobie twarzy w klatkach ku uciesze internetowej gawiedzi.

fot: youtube/Tik Tok Fame MMA 5 go Stycznia 2020

Przyznam, że kiedy natknąłem się na nazwę TikTok MMA, przez chwile miałem jeszcze nadzieję, że chodzi o chwytliwą, bo już wypróbowaną, nazwę i organizatorzy chcą tylko przyciągnąć widzów przed ekran.

W rzeczywistości moglibyśmy przecież dostać coś, co w jakikolwiek sposób klei pojęcia sztuk walki i TikToka. Mogę sobie z łatwością wyobrazić, jak podrygujący na co dzień w rytm muzyki użytkownicy tej platformy, po lekkim przeszkoleniu wychodzą na ring i demonstrują capoeirę. Miałoby to sens, chociaż ciężko mi ocenić, na ile Polacy byliby tym zainteresowani. A z punktu widzenia organizatorów – czy byliby skłonni wyłożyć kilku chrobrych na obejrzenia gali w trakcie, której nie leje się krew.

TikTok i MMA

Niestety. O tym, że wszystko ma się odbyć całkowicie na poważnie świadczy filmik promocyjny. Pierwsza gala została zaplanowana na 5 stycznia 2020 r.

TikTok idzie w ten sposób drogą wytyczoną przez Fame MMA. Federacja powołana raptem półtora roku temu już teraz przynosi organizatorom ogromne zyski. Jacek Gadzinowski, ekspert od marketingu internetowego, ujawnił niedawno, że jedna gala może przynieść na czysto nawet 2 do 2,5 mln zł (większość tej kwoty pochodzi z pay-per-view). A takie imprezy można przecież organizować co kilka miesięcy.

Bizblog.pl poleca:

Fame MMA zbudowało swoją pozycję poprzez wypchnięcie na afisz celebrytów w ścisłym tego słowa znaczeniu (czyli osób znanych z tego, że są znane). Wśród pierwszych „wojowników” mieliśmy tancerza erotycznego Dawida Ozdobę. Oprócz nich pojawili się też patostreamerzy. W najbliższym czasie do walki ma stanąć Lord Kruszwil.

Oba te pomysły łączy jedno. Bierzemy rozpoznawalnych ludzi i wrzucamy je w role, w których do tej pory nie byli. Ten format znamy co od dawna – praktykowały go przecież telewizje, nakłaniające celebrytów do tańczenia na wizji.

Co innego jednak beztroski taniec, a co innego okładanie się po twarzy. W tym drugim wypadku nieumiejętne kopnięcie czy uderzenie może sprawić, że największą krzywdę robi sobie osoba wyprowadzająca cios.

Dlaczego TikTok?

Ze wszystkich platform społecznościowych TikTok ma najbardziej pod górkę. Z jednej strony jego gwiazdy w Polsce cieszą się większym zainteresowaniem niż te z Instagrama, z drugiej – trudno to zmonetyzować. Marki robią z pomocą TikTokerów coraz więcej kampanii, ale wiele firm wciąż podchodzi do TikToka sceptycznie.

Sytuacja jest nieco paradoksalna. Użytkownicy platformy niby przekonują do siebie sponsorów, a kampanie wykupują tam banki, a nawet jedno ministerstwo. W tym samym czasie TikTok został zakazany w kilku azjatyckich krajach. Powód? Wizerunek tego medium jako raju dla pedofili.

Dla popularnych TikTokerów regularnie odbywające się gale mogą być więc szansą na szybki zarobek i przełożenie środowiskowej sławy na pieniądze. Bez względu na to, w jakim kierunku pójdzie platforma, i czy uda jej się zrzucić z siebie wizerunkowy balast.

Konkurencja dla MMA?

Dlaczego połączenie TikToka i MMA budzi we mnie taką konsternację? Samo MMA robi w Polsce karierę jako połączenie większości sztuk walk, jakie przychodzą wam do głowy. Popularność walk w klatkach w Polsce zaczęła się od promocji pojedynków, w których brali udział znani polscy sportowcy. Polska federacja KSW zepchnęła w cień swoją światową odpowiedniczkę UFC m.in. dlatego, że zamiast pojedynków prawdziwych gwiazd tej dyscypliny dała widzom takie postacie jak Paweł Nastula, Szymon Kołecki czy Mariusz Pudzianowski.

Okazało się, że wyprowadzanie do walk znanych, a przede wszystkim, polskich sportowców, robi wokół gal większy szum niż ściąganie do nas dużych zagranicznych nazwisk. Bo taki Pudzian, szczególnie na początku, walczyć za bardzo może i nie umiał, ale za to był nasz – swojski. A do tego oglądanie jego niezgrabnych ruchów wywoływało lekki ubaw.

Z czasem zawodnicy zaczynali się wyrabiać, a walki coraz bardziej przypominały profesjonalny sport (a przynajmniej większość z nich). Pokazując konkurencji, jak wypromować się za pomocą celebrytów, KSW zaczęła podcinać gałąź, na której siedzi. Jej naśladowcy odwrócili proporcje – walka stała się tylko dodatkiem do wojowników. A to może powoli, acz skutecznie, zacząć marginalizować sportowców. Nieźle podsumował to na Twitterze dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski:

Za chwilę ci, którzy naprawdę trenują przez całe życie i dla których to sport przegrają rywalizację o widza z 12-letnią Sylwią, która będzie ciągnęła za kucyki koleżankę z klasy. Na własne życzenie.

Nie promujcie tej patologii!

Odpowiadając na pierwszy komentarz, jaki pojawi się pod tekstem: tak, warto o tym pisać. Nawet jeżeli nie interesuje was to bezpośrednio, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem zainteresuje wasze dzieci. Ktoś właśnie robi szeroki zamach, sięgając po ich portfele, i jeżeli mu się uda, będzie na tym wyciągał miliony złotych rocznie.

Tekst nie jest przy promocją TikTok MMA. Ten twór promuje się sam, bo popularni TikTokerzy przebijają dzisiaj gwiazdy Instagrama czy tym bardziej Snapchata. Mają setki tysięcy, a nawet miliony obserwujących. Według musitok.pl dwie najpopularniejsze użytkowniczki – Jeleniewska i Kinga Sawczuk – mają odpowiednio 5,7 i 4,6 mln obserwujących. I choć ich nazwiska w kontekście gali się nie przewijają, to organizatorzy i tak mają spośród kogo wybierać. Setna w rankingu Nikola Rumińska ma ponad 200 tys, fanów. Na liczbach tego rzędu można już spokojnie budować marketing.

Pozostaje pytanie – czy to w ogóle ma szanse powodzenia? O ile patostreamerzy w naturalny sposób kojarzą się z przemocą, o tyle połączenie z nią dziewczyny, która tańczy przed lustrem do Ariany Grande albo Billie Eilish już takie oczywiste nie jest.

Nasuwają się pytania czy to wypali, czy ma sens? Oczywiście, że ma. Do FAME MMA by mnie nie wzięli. Nie jestem youtuberką, czy fejmem na instagramie. Jestem tiktokerką, która jednak ma swoje grono obserwujących liczące obecnie 137,8 tysięcy. Nie pisze tego bo się chwalę. Piszę to z wdzięczności, bo to dzięki Wam dostałam tę szansę wzięcia w tym udziału – tłumaczy Milena Banasik (jedna z pierwszy zapowiedzianych uczestniczek), cytowana przez stronę DDOB (pisownia oryginalna – przyp. red.)

I w ten sposób TikTokerzy z niewinnych nastolatków nagrywających klipy w rytm muzyki stają się niepostrzeżenie kolejnymi patostreamerami. O tyle dobrze, że tutaj wszystko odbywa się przynajmniej pod płaszczykiem widowiska sportowego (bo sportem tego nazwać nie można) i za obopólną zgodą.