Biedronka nie przejęła się krytyką resortu zdrowia. Druga partia testów na przeciwciała już w piątek

Dodatkowa partia testów na przeciwciała przeciwko COVID-19 zostanie rzucona do sklepów sieci Biedronka w piątek 19 marca. Gigant polskiego rynku detalicznego nie przejął się krytyką Ministerstwa Zdrowia, które oceniło, że „dyskonty to nie są miejsca, gdzie powinni przychodzić ludzie chorzy po testy”.

Oferta testów Primacovid szwajcarskiej firmy Prima Lab spotkała się z dużym zainteresowaniem kupujących. Sieć podjęła więc decyzję o ponownej sprzedaży tych testów, które, przypomnijmy, służą do wykrywania u badanej osoby przeciwciał IgG i IgM przeciwko SARS-CoV-2” – ogłosiła sieć w czwartek.

Bizblog.pl poleca

Faktycznie zainteresowanie było olbrzymie. Jak sprawdzili nasi koledzy z działu Tech, w wielu sklepach testów zabrakło już przed ósmą rano w poniedziałek. Żadną przeszkodą nie była cena 49,99 zł za pojedynczy test, czyli nawet dwa i pół raza wyższa niż w przypadku porównywalnych testów dostępnych w Niemczech.

„To spełniający wysokie standardy produkt, którego producentem jest certyfikowane szwajcarskie laboratorium. Zapewne także to sprawiło, że zdecydowana większość sklepów naszej sieci błyskawicznie sprzedała cały wolumen Primacovid” – ocenił Piotr Konopko, dyrektor handlowy w sieci Biedronka.

Widząc zainteresowanie kupujących i biorąc pod uwagę sytuację pandemiczną, doszliśmy do wniosku, że kolejna transza testów powinna jeszcze w tym tygodniu znaleźć się w placówkach naszej sieci

– dodał.

Ryzyko ognisk covida w dyskontach

Wprowadzenie testów na przeciwciała do sprzedaży spotkało się z krytyką wielu ekspertów, a nawet Ministerstwa Zdrowia. Obawy dotyczyły głównie niewystarczającej akcji informacyjnej sieci i ryzyka, że wielu jej klientów nie zrozumie, że to nie są testy wykrywające ewentualne aktywne zakażenia.

„Pojawiły się testy na przeciwciała w dyskontach. Apeluję o rozwagę, ostrożność. Dyskont to nie miejsce, gdzie powinni iść ludzie chorzy. Przez brak jasnego wskazania przez dyskonty, do czego służą te testy, do sklepów masowo ruszają ludzie” – powiedział we wtorek Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Ostrzegł, że jeśli w sklepach pojawią się ludzie chorzy, którzy nie będą polegać na testach PCR, to będziemy mieli ogniska zakażeń w dyskontach. „To też apel do kierujących tymi dyskontami, by podeszli do tego z rozwagą” – dodał przedstawiciel resortu Adama Niedzielskiego.

Głos farmaceuty

Biedronka nie zrezygnowała jednak ze sprzedaży testów w swoich sklepów, choć uczyniła pewien ukłon w stronę Ministerstwa Zdrowia, dołączając do swojego komunikatu wypowiedź farmaceuty tłumaczącego, czym jest, a czym nie jest Primacovid.

„Testy serologiczne takie jak Primacovid należą do tzw. diagnostyki pośredniej. Umożliwiają więc rozpoznawanie przebytego już zakażenia u osób z bezobjawowym lub z łagodnym przebiegiem infekcji” – powiedział Łukasz Pietrzak, farmaceuta, ekspert portalu medycznego leki.pl.

Można je też wykonywać u pacjentów z powikłaniami choroby, u których nie przeprowadzono badań genetycznych i tych osób, które mogły mieć kontakt z zakażonymi SARS-CoV-2, ale nie spełniają kryteriów wykonania badań genetycznych RT-PCR

– podkreślił ekspert Biedronki.

Łukasz Pietrzak dodał, że ważne jest, by w razie wątpliwości co do wyników, zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu, który dokona ich dokładnej interpretacji.

Biuro prasowe sieci dodało od siebie jeszcze wyjaśnienie, że test nie wykrywa i nie sprawdza działania żadnej ze szczepionek przeciw Covid-19.

Jak pisaliśmy w zeszły piątek, na akcję Biedronki szybko zareagował Lidl, decydując się na wprowadzenie testów na przeciwciała do swojej oferty. Wcześniej sieć nie miała takich planów, ale zmieniła zdanie po niespodziewanym ruchu większego konkurenta.