Cyrk z testem przedsiębiorcy. Skarbówka znalazła frajera do skrojenia

Fiskus wcale nie zamierza zrezygnować ze przetestowania samozatrudnionych. Widmo gruntownego prześwietlenia przedsiębiorców przez skarbówkę wciąż krąży po ciemnych korytarzach siedziby Ministerstwa Finansów przy Świętokrzyskiej w Warszawie. W grę wchodzą dodatkowe pieniądze dla budżetu, a w podwójnym roku wyborczym każda złotówka jest warta dwa złote.

Szydło wyszło z worka na Radzie Dialogu Społecznego, gdzie wiceminister finansów Leszek Skiba zapytany przez przedsiębiorców o plany przeprowadzenia testu, potwierdził, że sprawa wciąż jest aktualna, a prace nad nowelizacją ustawy są kontynuowane. Jak zwykle, chodzi o to, by udupić frajera przedsiębiorcę.

– Wszelkie zmiany w tym zakresie będą się odbywały w porozumieniu z ministerstwami Finansów oraz Przedsiębiorczości i Technologii, a także partnerami społecznymi zasiadającymi w Radzie Dialogu Społecznego – zastrzegł Leszek Skiba w rozmowie z „Rzeczpospolitą, która opisała sprawę.

Oczywiście, a jakżeby inaczej! Sęk w tym, że resort przedsiębiorczości przekonuje, że żadnego testu nie będzie.

Jak zauważa „Rzeczpospolita”, przedsiębiorcy przycisnęli przedstawiciela fiskusa dokładnie w tym samym momencie, gdy minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz przekonywała w mediach, że do przeprowadzenia testu nie dojdzie. Kto więc mówi prawdę?

Test przedsiębiorcy przyniesie miliony albo miliardy

Co za komedia! Przedsiębiorcom wcale do śmiechu nie jest. Doskonale zdają sobie sprawę, że gdy za ich testowanie zabierze się skarbówka, to ostrożne rządowe szacunki, że z miliona mikrofirm test obleje jedynie 80 tys. z nich, będzie można między bajki włożyć. Taki test to przecież doskonały pretekst, by do miliona firm, które zostaną prześwietlone dopisać przynajmniej kilka zer, które w postaci peelenów wpłyną do państwowej kasy.

W „Rzeczposplitej” Przemysław Pruszyński, ekspert Konfederacji Lewiatan wskazuje, że inspektorzy służb podatkowych mogą dojść do wniosku, że przedsiębiorca powinien zostać uznany za pracownika.

– Wtedy firma, na rzecz której on pracuje, będzie musiała uregulować podatki i ZUS wraz z odsetkami za pięć lat wstecz – ostrzega.

Przedsiębiorcy boją się, że skarbówka znalazła doskonały sposób na poprawienie sobie i budżetowi statystyk. W ten sposób do sześciu zer w liczbie samozatrudnionych, którzy zostaną wzięci pod lupę, łatwo będzie można dopisać nie trzy, a może cztery albo nawet pięć kolejnych zer, zwłaszcza że przecież nie chodzi wyłącznie o test przedsiębiorcy.

Zastrzyk dodatkowych kilku miliardów to jest już coś! Zwłaszcza że wszystkiego, co zaplanowali rządzący i tak nie da się zrealizować, prawda? Najlepszy przykład to polska elektrownia jądrowa, o której w weekend pisał na łamach Bizblog.pl Piotr Maciążek.

Obawy przedsiębiorców podzielają też eksperci.

– To nie jest reforma, a próbą znalezienia dodatkowych wpływów podatkowych potrzebnych na sfinansowanie piątki Morawieckiego ­– wskazuje dr Aleksander w Łaszek rozmowie z Money.pl.

Chcesz uniknąć PPK? Zły pomysł!

W tym wszystkim może być jeszcze jedno dno, o którym na razie nikt głośno nie wspomina. Sporo firm, głównie dużych, zatrudniających po kilkuset dobrze specjalistów, ale nie tylko, zachęca do przechodzenia na samozatrudnienie i umowę o dzieło z jeszcze jednego powodu, który bezpośrednio wynika z decyzji rządzących.

Chodzi o pracownicze plany kapitałowe. Do redakcji Bizblog.pl dochodzą głosy i niezadowolonych pracodawców, utyskujących na wzrost kosztów pracy, i pracowników, którzy coraz częściej są „zachęcani” do przechodzenia na firmę. Dlaczego?

Do PPK na mocy przepisów, które już weszły w życie, zostaną włączeni Polacy w wieku od 19 do 55 lat, 11 mln osób, wszyscy, za których pracodawcy odprowadzają składki na ubezpieczenie społeczne w ramach umowy o pracę oraz umowy zlecenia.

PPK nie obejmują za to osób zatrudnionych na podstawie umowy o dzieło oraz samozatrudnionych. Stąd w firmach od 250 pracowników wzwyż, które jako pierwsze zaczną w lipcu odprowadzać składki na PPK, od kilku miesięcy można zaobserwować wzmożone „zainteresowanie” formami zatrudnienia. W ciągu kilku miesięcy likwidowano etaty, nowo przyjmowanym nie oferowano umów o pracę, a dzieło albo przejście na firmę, pracowników, którzy osiągnęli wiek emerytalny, zachęcano do wystąpienia o przyznanie świadczenia i przejście na umowę o dzieło lub firmę…

W tym kontekście test przedsiębiorcy można też uznać za ważny argument ze strony rządzących, który przekona pracodawców, by jednak nie szukali ucieczki od PPK, podpisując z nowymi pracownikami umowy b2b.