Czy jest granica tego szaleństwa? Akcje Tesli lecą w kosmos, a Elon Musk zarabia na swojej wpadce

W internetowym sklepie z firmowym merchem Tesli pojawił się „Cybertruck Bulletproof Tee”, czyli T-shirt z nadrukiem rozbitej „kuloodpornej” szyby prototypu pickupa. Elon Musk swoją komiczną wpadkę z listopadowej prezentacji nie tylko obrócił w żart, ale nawet na tym zarabia. Trudno, żeby nie był w dobrym humorze, gdy jego spółka potrafi w jeden dzień zyskać 10 proc. wartości giełdowej.

Fot. shop.tesla.com

Kurs akcji Tesli skoczył w poniedziałek z 478 do niemal 525 dolarów, czyli dokładnie o 9,77 proc. Od czerwca zeszłego roku, gdy giełda wyceniała Teslę na niecałe 177 dolarów, wartość rynkowa spółki praktycznie się potroiła.

Szaleństwo giełdowe wokół Tesli zaczęło się na początku grudnia i nic nie wskazuje na to, by ten rajd spółki miał się zakończyć. Gdy wydaje się, że spółka już pobiła rekord i niechybnie nastąpi korekta, wartość jej akcji wykonuje gwałtowny skok na kolejny pułap.

We wtorek akcje Tesli kontynuują lot wznoszący – w szczytowym momencie ich cena sięgała 547 dol. Wtorkowe notowania zakończyły się na niecałych 538 dol., co dało kapitalizację spółki na poziomie 97 mld dol.

Aby giełdowa wartość Tesli przebiła granicę 100 mld dol., cena jej akcji musi dojść do 554,78 dol.

Dalszy wzrost wartości Tesli będzie oznaczał bardzo wymierne korzyści dla samego Elona Muska, który w umowie z 2018 roku ma zapisane idące w setki milionów dolarów nagrody za osiągnięcie przez spółkę określonych celów finansowych. Łącznie do ugrania ma nawet… 56 mld dol.

Jeśli wycena Tesli osiągnie 100 mld dol. i utrzyma co najmniej taką średnią przez kolejne pół roku (także w ujęciu miesięcznym), Elon Musk dostanie pierwszą z dwunastu nagród. Na jego konto powędruje wtedy 346 mln dol. Kolejne nagrody będą wypłacane po przekroczeniu następnych 50-miliardowych progów, jeśli chodzi o wartość giełdową Tesli – 150 mld dol., 200 mld dol., i tak dalej. Muszą być też jednak spełnione inne warunki.

Warto podkreślić, że Musk nie otrzymuje od spółki żadnego tradycyjnego wynagrodzenia czy bonusów.

Powodów szalonego wzrostu wartości Tesli jest co najmniej kilka. Według analityków obecnie najsilniej oddziałują doniesienia z Chin, gdzie Elon Musk gładko uruchomił produkcję samochodów, uzyskując wszelkie możliwe zgody i zwolnienia podatkowe. Sukces na chińskim rynku Modelu 3, a potem także Modelu Y, wydaje się murowany.

Nie mniej istotnym powodem wzrostu wartości spółki jest jednak zamykanie krótkich pozycji na giełdzie przez spekulantów, którzy grali na spadek wartości Tesli i już uznali swoją porażkę.

Elon Musk dopina też deale, o jakich mogliby jedynie pomarzyć zwykli producenci samochodów. Jak pisaliśmy w piątek, koncern Fiat Chrysler będzie płacić Tesli 150-200 mln euro co kwartał aż do 2023 roku, de facto kupując prawa Tesli do emisji CO2 na rynku europejskim. To pozwoli FCA spełnić unijne normy.

Jeszcze całkiem niedawno analitycy oceniali, że cena akcji Tesli ustabilizuje się gdzieś między 200 a 300 dol. Potem swoje prognozy przenieśli powyżej tej drugiej granicy, ale gdy akcje spółki ruszyły w górę, zaczęli gwałtownie podnieść własne docelowe wyceny.

Colin Rusch, znany analityk amerykańskiej firmy inwestycyjnej Oppenheimer właśnie przebił wszystkich i docelową wycenę akcji Tesli podniósł z 385 aż do 612 dolarów. Jak to uzasadnił? W programie telewizyjnym CNBC ocenił, że Tesla doszła właśnie do takiego etapu, że stanowi zagrożenie dla istnienia tradycyjnych producentów samochodów.