Sąd Najwyższy wyznaczył termin posiedzenia ws. frankowiczów. Oby znów nie zrobił Polaków w konia

Frankowicze mogą już odliczać czas do końca wakacji, a mają na co czekać. Sąd Najwyższy poinformował, kiedy w końcu zajmie się ich sprawą, posiedzenie zostało wyznaczone na 2 września na 10.00. Ciekawe, czy sędziowie rzeczywiście coś orzekną?

Wszystko miało wyjaśnić się w maju, gdy pełny skład Izby Cywilnej miał odpowiedzieć na sześć pytań dotyczących frankowiczów i raz na zawsze rozwiązać ten problem, pokazując sądom powszechnym, co powinny robić w kredytami walutowymi. Ale figa! Nie dość, że to posiedzenie i tak było wielokrotnie przekładane, to w maju, kiedy w końcu do niego doszło, sędziowie znów się wymigali i nic nie powiedzieli.

Poprosili za to o opinię Komisję Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski, Rzecznika Finansowego, Rzecznika Praw Obywatelskich, a także Rzecznika Praw Dziecka. I choć wszystkie te podmioty dostały 30 dni na przygotowanie swojego stanowiska, SN nie wyznaczył wiosną nowego terminu posiedzenia.

Ale w końcu jest. I to nawet nie taki odległy. Wiadomo było, że w wakacje nic się nie wydarzy, a 2 września oznacza brak zwłoki.

Bizblog.pl poleca

Sędziowie walczą z PiS, obrywają frankowicze 

Ale czy to znaczy, że wtedy naprawdę w końcu poznamy opinię najważniejszych sędziów w Polsce na temat kredytów frankowych? Niekoniecznie. Zaledwie tydzień temu sama I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska przyznała w mediach, że sędziowie mogą się migać przed wydaniem orzeczenia.

Powód jest raczej polityczny niż merytoryczny: tzw. starzy sędziowie nie chcą orzekać z tymi powołanymi do SN na zasadach określnych przez PiS, zdaniem wielu, nielegalnie. Wspólne orzeczenie legitymizowałoby nowych sędziów.

Ale prezes Manowska, której wybór na to stanowisko też jest podważany, wygrażała w mediach, że ma sposób na „starych sędziów” i i tak zmusi ich do wydania frankowego orzeczenia. Czyżby to zmobilizowało sędziów, by jednak w końcu się z tym uporać? Pewnie nigdy się nie dowiemy.

Ale jednocześnie zwołanie posiedzenia na 2 września też wcale nie musi oznaczać, że nie dojdzie do jakiegoś kolejnego wybiegu i orzeczenie wcale nie zapadnie.

A jak już zapadnie?

Nie liczyłabym za zawalenie się systemu bankowego

Jeszcze pół roku temu mówiło się o tym, że SN może być bardzo prokonsumencki – taką linię prezentuje orzecznictwo TSUE. Banki siały panikę, że jeśli SN przychyli się do interesów kredytobiorców, w skrajnym przypadku może dość do katastrofy w polskiej bankowości, a więc i w całej gospodarce.

To oczywiście było straszenie, moim zdaniem przede wszystkim właśnie sędziów SN. Ale coś czuję, że trochę się udało.

Dziś chyba nikt nie zakłada, że SN podejmie jakieś odważne decyzje. Co najwyżej będzie szukał środka, żeby każda ze stron coś dostała i była zadowolona. Ten środek powinien być jednak tak skonstruowany, by wywierać na bankach presję na zawieranie ugód z kredytobiorcami. Korzystnych ugód1

Taki wariant jest właściwie optymistyczny dla banków, więc one na 2 września czekają zapewne z nadzieją.