Masz wybór: pójść do gabinetu lub połączyć się zdalnie z lekarzem. Co wybierasz?

Wybuch pandemii COVID-19 spowodował największy w historii boom na telemedycynę. Jak wynika z danych zebranych przez szwedzką firmę Kry, zainteresowanie usługami, z których jeszcze niedawno korzystaliśmy bez przekonania, tylko do czerwca bieżącego roku wzrosło o rekordowe 115 proc.

Gdy kiedyś z wiceministrem Januszem Cieszyńskim zastanawialiśmy się, ile czasu zajmie proces informatyzacji i upowszechnienia narzędzi e-zdrowia, szacowaliśmy, że będzie to trwało minimum dwa lata. W obecnej sytuacji stało się to standardem. Dosłownie z dnia na dzień mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której odwracała się relacja liczby osób przyjmowanych w gabinecie do liczby osób obsłużonych w trybie teleporady. Nagle weszliśmy w rzeczywistość, która jest zupełnie odmienna

– mówił w wywiadzie dla Polityki Zdrowotnej ówczesny prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Adam Niedzielski.

Dziś Niedzielski sam kieruje resortem, a nasza służba zdrowia stoi na skraju załamania. Budujemy tymczasowy szpital na Stadionie Narodowym, a specjalistów brakuje w całej Polsce. Receptą na przynajmniej częściowe odciążenie systemu jest telemedycyna. Już dziś w czasie pandemii, monitorowanie stanu zdrowia pacjenta i konsultacje lekarskie w formie zdalnej są naszą codziennością, dzięki której jesteśmy w stanie ograniczać roznoszenie wirusa.

Bizblog.pl poleca

Wydaje mi się, że telemedycyna w dobie COVID-19 jest zwycięzcą i to raczej spodziewanym. Mam nadzieję, że to wszystko, co uda się sprawdzić w czasie epidemii, będziemy dalej optymalizować i w przyszłości będzie to codzienny element naszej pracy

mówił prof. Mateusz Tajstra z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM w Katowicach

Kto może skorzystać z teleporady?

Teleporady zapewne na stałe zagoszczą w polskim systemie zdrowia, ponieważ świetnie sprawdzają się w kontekście stabilnych pacjentów. Jednocześnie nie wszystkie tradycyjne konsultacje będą mogły zostać zastąpione w ten sposób. W przypadku części badań to właśnie ich fizykalny aspekt gwarantuje skuteczność. Lekarze będą jednak w stanie wyłapać, czy stan chorego jest na tyle poważny, że należy zobaczyć go bezpośrednio.

Trzeba odróżnić dwie rzeczy: konsultację medyczną od badania pacjenta. Oczywiście podczas niektórych konsultacji lekarz bada pacjenta, aby upewnić się odnośnie diagnozy i zaproponować właściwy plan leczenia, ale nie jest to konieczne. Lekarz może bowiem podczas konsultacji dopiero skierować pacjenta na określone badania – co często się dzieje – a po otrzymaniu wyników postawić diagnozę. Bo podczas konsultacji lekarz przede wszystkim zbiera od pacjenta wywiad, aby jak najwięcej dowiedzieć się na temat dolegliwości i jej charakteru. A to można z powodzeniem wykonać zdalnie – praktycznie niezależnie od specjalizacji medycznej.

– wylicza Anna Lew-Stachowicz, prezes firmy Telemedika.net zajmującej się zdalną obsługą pacjentów.

Polska infrastruktura przynajmniej w części jest już gotowa na telemedycynę. Działa u nas system e-recepta, dzięki czemu przepisane leki kupimy w każdej aptece w Polsce – wystarczy podać farmaceucie swój PESEL i PIN do recepty, który dostajemy przez SMS. Lekarz może również wystawić zwolnienie dla zagranicznego pracodawcy w ramach Unii Europejskiej, podobnie jak na opiekę nad dzieckiem lub członkiem rodziny.

Zdalną poradę może pokryć ubezpieczyciel – jeśli ma podpisany kontrakt z NFZ

Wówczas usługi z zakresu telemedycyny świadczone są “na fundusz”, w przeciwnym wypadku pacjent musi zapłacić z własnych środków. Dziś działalność większości rejonowych ośrodków zdrowia bazuje na poradach telefonicznych – świadczą więc usługi z zakresu telemedycyny, których koszt pokrywa NFZ, tak samo, jakby była to zwykła wizyta w gabinecie lekarskim. Zdarza się również, że prywatni ubezpieczyciele pokrywają koszty porad telemedycznych, ale to zależy od podpisanej z ubezpieczycielem umowy i pacjent najczęściej musi przedstawić fakturę, która jest dowodem poniesionych kosztów

– wyjaśnia Anna Lew-Stachowicz,

Polacy przekonali się do telemedycyny.

Prawie 97 proc. ankietowanych w badaniu Upper Finance z sierpnia tego roku przyznało, że nowe technologie są przydatne i wyraziło gotowość do korzystania z nich w przyszłości. Z danych Mondial Assistance wynika zaś, że w pierwszych pięciu miesiącach 2020 roku odbyło się 172 proc. więcej zdalnych konsultacji lekarskich dla klientów ubezpieczeniowych i bankowych w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W miesiącach wiosennych miesiącach takich usług realizowano nawet cztery czy pięciokrotnie więcej.

Badanie, które przeprowadzono dla Centrum Badawczo-Rozwojowego Biostat w dniach 17-20 kwietnia, tylko potwierdziło ten trend. 43,8 proc. Polaków stwierdziło wówczas, że „w ciągu ostatnich siedmiu dni skorzystało ze zdalnej pomocy medycznej”,co uczyniło z konsultacji telefonicznych i online najczęściej wybieraną formę świadczenia usług zdrowotnych. Dla porównania badanie Biostat wykonane w 2017 roku wskazywało, że w tym czasie jedynie 6,8 proc. ankietowanych „choć raz, kiedykolwiek skorzystało z usług telemedycznych.”

Wyniki te można również po części tłumaczyć tym, że teleporada nie różni się tak bardzo od wizyty w zwykłym gabinecie lekarskim.

Niezależnie od formy udzielania porady przez lekarza spoczywa na nim zawsze taka sama odpowiedzialność i żadne technikalia nie mają tu znaczenia. Teleporada nie różni się bowiem od konsultacji w gabinecie lekarskim, wobec czego lekarz ponosi taką samą odpowiedzialność, jak w przypadku, kiedy pacjent jest fizycznie obok medyka

– opisuje Anna Lew-Stachowicz.

Rynek telemedycyny będzie rósł w tempie kilkunastu procent

W 2019 roku wielkość globalnego rynku telemedycyny oszacowano na 41,4 mld dolarów. Według danych opublikowanych przez Grand View Research oczekuje się, że do 2027 r. będzie on rosnąć z prędkością 15,1 proc rdr.  Szybszego wzrostu  spodziewa się firma badawcza Global Market Insights. Według jej analityków do 2026 r. utrzyma się on na poziomie 19.3 proc. rdr.

W świecie opanowanym przez koronawirusa możliwość zmniejszenia liczby hospitalizacji i wizyt w punktach przyjęć jest wartością nie do przeceniania. Warto jednak dbać o jej harmonijny rozwój – z poszanowaniem danych pacjenta, które są szczególnie wrażliwą informacją.

Problemem nie jest kwestia zbierania i udostępniania danych. Tym instytuty medyczne zajmują się od lat. Problemem jest przetworzenie tych danych – a więc dostęp do sztucznej inteligencji i umiejętne jej wykorzystanie, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski. To tutaj medycyna potrzebuje największego wsparcia.

– podsumowuje Anna Lew-Stachowicz,