Pogotowie strajkowe szykuje się w Tauronie. Związkowców już nudzi gra w kotka i myszkę z rządem

Na przyjeżdżającego dzisiaj do Katowic Artura Sobonia, wiceministra aktywów państwowych, odpowiedzialnego za restrukturyzację polskiej energetyki i górnictwa, może czekać przykra niespodzianka. Nie dość, że górniczy związkowcy idą w kierunku coraz ostrzejszych negocjacji, to dodatkowo ich koledzy z Tauronu zawiązują pogotowie strajkowe.

Na godz. 12 w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach zaplanowano rozpoczęcie negocjacji rządu z górniczymi związkowcami w sprawie umowy społecznej, która ma być swego rodzaju drogowskazem dla restrukturyzacji górnictwa. 

Bizblog.pl poleca

Związkowcy przedstawili ostatnio swój plan (zakładający nie tylko jednorazowe odprawy dla górników, ale też zdecydowane większe środki na transformację całego Górnego Śląska i Zagłębie Dąbrowskie) i zapewnili, że na zbytnie ustępstwa z ich strony nie ma co liczyć. Dodatkowo prowadzącego ze strony rządu te rozmowy Artura Sobonia czeka dzisiaj jeszcze jedna przykra niespodzianka: związkowcy z Tauronu mają dość grania w kotka i myszkę i będą chcieli dzisiaj zawiązać pogotowie strajkowe. 

Tauron z pogotowiem strajkowym?

Przedstawiciele zawiązanego już kilka miesięcy temu Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w Grupie Tauron mają już po dziurki w nosie dalszego zbywania przez rząd. Podobnie nie mogą wytrzymać coraz częściej powtarzanej przez członków zarządu spółki tezy, jakoby jedyną receptą dla Tauronu na przyszłość było wydzielenie aktywów węglowych. Dlatego podczas dzisiejszego posiedzenia pod głosowanie poddane będą co najmniej dwa wnioski.

„Sam złoże jeden. W sprawie zakazu wypowiadania się dla przedstawicieli zarządu spółki jakoby jedynym sposobem na transformację było wydzielanie węgla. To przecież zaproszenie do przyszłego rozczłonkowania całej Grupy Tauron, na co nigdy nie będzie naszej zgody” – mówi w rozmowie z Bizblog.pl Bogdan Tkocz, wiceprzewodniczący Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w Grupie Tauron.

Drugi wniosek ma dotyczyć zawiązania pogotowia strajkowego, żeby jednoznacznie pokazać rządowi, że związkowcy z Taurona nie godzą się na proponowane pożegnanie z węglem. 

Chcą nas omamić średnikami w zamian na zgodę na transformację rodem z lat 90. ubiegłego stulecia. A efekt będzie ten sam: energię będziemy w jeszcze większym stopniu niż teraz importować, a od nas nie będzie zależeć nic

– przekonuje Bogdan Tkocz.

To celowa zagrywka rządu. Zaczęło się od resortu energii

Związkowcy z Tauronu uważają, że rząd od początku gra znaczonymi kartami. Ich zdaniem zaczęło się od likwidacji Ministerstwa Energii, co uważają za celowe i błędne zagranie. A teraz, przekonują, robi się wszystko, żeby zabić krajową produkcję energii i postawić na import. 

Nie możemy pozwolić na zaoranie Górnego Śląska. Ostatnio jechałem przez Rudę Śląską i nie umiem sobie wyobrazić, że na miejscu tych wszystkich kopalni stoją pustostany. I nie będzie ani żadnej energii ani miejsc pracy. Czeka nas po prostu bieda – uważa Bogdan Tkocz. 

Związkowcy nie potrafią też zrozumieć, dlaczego do tej pory rząd nie zlecił żadnej analizy takim instytucjom jak Akademia Górnicz-Hutnicza, czy Główny Instytut Górnictwa. Przywołują przy tej okazji słowa Joanny Kulczyckiej z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk, która jednoznacznie twierdzi, że kto ma surowce, ten ma wpływ na gospodarkę. 

U nas z kolei wydzielania aktywów węglowych jest w ostatnim czasie odmieniane przez wszystkie przypadki. Szkoda, że przy okazji nikt nie pyta, co ma się dziać dalej z tymi aktywami. Kto będzie nimi zarządzał? Jak będą finansowane? Potem na takie pytania może być już za późno, a my staniemy się całkowicie zależni energetycznie od zagranicy – przewiduje wiceprzewodniczący Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w Grupie Tauron. 

A w PGG to niech się oszczędzać nauczą

Podczas dzisiejszego posiedzenia Komitetu Protestacyjno-Strajkowego najpewniej padną też ostre słowa w kierunku Polskiej Grupy Górniczej. W Grupie Tauron nijak nie potrafią pojąć, dlaczego spółka, która poprzedni rok zakończyła z prawie 2 mld zł straty wcześniej, godziła się na podwyżki górniczych uposażeń. Przypomnijmy, że niespełna rok temu, w lutym, górnicy wynegocjowali 6-procentowe podwyżki. Podwyższało to pensje o ok. 300-400 zł brutto, co oznaczało roczny koszt dla spółki w granicach 270 mln zł. 

I mamy teraz efekt takiej, a nie innej polityki: PGG leży na dnie

– uważa Bogdan Tkocz.