Piotr Maciążek: Jak zaorać dużą spółkę? Prezes Tauronu mógłby napisać podręcznik

Spółka Tauron to dziś gotowy materiał na biznesowy poradnik o tym, jak nie zarządzać dużą spółką. Przerażony zarząd przygnieciony nierentownymi aktywami węglowymi i długami próbuje przemalować czarnego giganta na zielony kolor. Podobno takie działanie ma mu pomóc.

Fot. Piotr Drabik/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

Kontrolowana przez skarb państwa wielka czwórka PGE, Tauronu, Enei i Energi to przedsiębiorstwa kluczowe dla całej gospodarki ze względu na dominującą pozycję krajowych producentów energii. Sektor znajduje się obecnie w głębokim kryzysie, ponieważ jest źle zarządzany i bardzo uzależniony od węgla (to paliwo, w które coraz mocniej uderza unijna polityka klimatyczna). Najpoważniejszym obecnie wyzwaniem jest jednak uregulowanie dramatycznej sytuacji Tauronu, który chwiejąc się na nogach, powoli stacza się w kierunku statusu spółki śmieciowej.

Wskaźnik pokrycia długu netto wynikiem EBIDTA (w uproszczeniu zobowiązań spółki ogółem w odniesieniu do środków pieniężnych) informuje o zdolnościach przedsiębiorstwa do spłaty swojego zadłużenia. Zasada jest prosta – im jest niższy tym lepiej. Wartości 3-4 są uważane za normę, a wyższe sugerują, że firma może mieć poważne problemy ze stabilnością jeśli sytuacja gospodarcza pogorszy się.

Wspomniany współczynnik dla branży energetycznej w czwartym kwartale 2018 r. był wysoki i wynosił 4,7. Jednak w przypadku Tauronu było to aż 7,05! Jest to więc ostatni moment, by uchronić tę firmę przed katastrofą.

Węgiel zabija Tauron

Poza konkretnymi decyzjami menedżerskimi, często warunkowanymi polityką, a nie opłacalnością biznesową, głównym powodem dramatycznej sytuacji Tauronu jest węgiel.

Podczas ostatniej konferencji prasowej prezes Filip Grzegorczyk nie bez kozery poinformował, że w portfelu zarządzanej przez niego spółki znajduje się tylko 10 proc. nisko- i zeroemisyjnych źródeł energii. Menedżer podkreślił, że czas na zmiany w tym zakresie.

Nieprzypadkowo Energa posiadała w czwartym kwartale 2018 r. wskaźnik pokrycia długu netto wynikiem EBIDTA na poziomie 3,97. Jest to bowiem spółka, w której aż 38 proc, mocy zainstalowanej to odnawialne źródła energii.

Kłopoty Tauronu są więc bezpośrednio związane z olbrzymim nasyceniem węglowymi aktywami w jego portfelu.

Jak zastąpić czarne zielonym

Prezes Filip Grzegorczyk stanął przed koniecznością podjęcia szybkich działań (czy rzeczywistych to się jeszcze okaże) w obliczu dramatycznej sytuacji spółki. Wykreowano w tym zakresie komunikacyjny majstersztyk, który pokazuje, że jakieś kompetencje w firmie jeszcze pozostały (czy menedżerskie to już inna sprawa).

Jak poinformował „Puls Biznesu”, rada nadzorcza Tauronu zatwierdziła uzupełnienie strategii spółki. Do 2030 r. aż jedna trzecia mocy wytwórczych ma być nisko- bądź zeroemisyjna.

Z kolei „Dziennik Gazeta Prawna” podał informację, że Tauron potwierdził sprzedaż kopalni Janina. Środki ma przeznaczyć na budowę farmy wiatrowej i fotowoltaiki.

Pod przykrywką zielonego trwa więc demontowanie czarnego. Jest to ruch mocno spóźniony, ale też bardzo logiczny. Pierwsza aukcja OZE przeprowadzona w Polsce w ubiegłym roku pokazała, że farmy wiatrowe mogą produkować energię elektryczną o połowę taniej od nowych elektrowni węglowych. Inwestorzy zgodzili się na sprzedaż energii ze swoich wiatraków po 158-217 zł/MWh. W tym samym czasie nowoczesne bloki opalane naszym skarbem narodowym produkowały prąd za nieco mniej niż 350 zł/MWh.

Skoro rozwinąłem swoją myśl dotyczącą zmian w strategii Tauronu w zakresie logiki, to pozostaje mi się jeszcze odnieść do kwestii tego, że są one mocno spóźnione. Dlatego muszę podkreślić, że w normalnych realiach biznesowych nową strategię w Tauronie realizowałby już inny zarząd, a poprzedni musiałby się podać do dymisji za narażenie firmy na tak potężne straty finansowe. Jednak wraz tzw. polonizacją, a więc de facto nacjonalizacją branży energetycznej, prawidła rynkowe przestały w niej obowiązywać.

Szczere nawrócenie prezesa Grzegorczyka

Jak podaje „Puls Biznesu”, przedstawiając nowe elementy strategii Tauronu, prezes Filip Grzegorczyk miał stwierdzić, że: przyszłość grupy będzie dobra, jeśli podąży za trendami globalnymi i unijnymi.

„Można je lubić lub nie, ale są obiektywnym faktem. Konwencjonalne wytwarzanie węglowe będzie, o ile będzie dla niego wsparcie, i to wsparcie określa horyzont tego wytwarzania. Segment wydobywczy będzie dostosowany do perspektyw sektora konwencjonalnego.

Jestem w stanie podpisać się pod tym zdaniem. Warto zadać sobie jednak pytanie, czy obecny szef Tauronu będzie o nim pamiętał, gdy sektor energetyczny znów będzie zmuszony posłużyć politykom za skarbonkę? Być może będzie ze względu na rekordowe zadłużenie firmy i ograniczone pole działania.

Niestety śmiem przypuszczać, że koszty ratowania polskiego górnictwa, angażowania się w budowę polskiej elektrowni atomowej czy produkowania narodowego samochodu elektrycznego nie są głównym powodem tego, że Grzegorczyk zaczął się wreszcie racjonalnie zachowywać. Z tego samego powodu przypuszczam, że przykład Tauronu niczego nie nauczy menedżerów PGE, Enei czy Energi.

Czy pacjent przeżyje?

Czy zmiany w strategii Tauronu uratują spółkę? Jeśli zostaną wdrożone, to krótkoterminowo mogą pomóc. Nieuniknione wydaje się jednak wydzielenie z koncernu dwóch spółek: zdrowej z czystymi aktywami i śmieciowej, w której powoli będzie konać węgiel. Taką drogą poszli Niemcy w przypadku RWE i Innogy. Czy ten model jest do powielenia w Polsce? Czas pokaże.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.