Jakie znowu 212 mld zł? Wartość rządowej tarczy antykryzysowej to kreatywna księgowość

212 mld zł to według Mateusza Morawieckiego szacunkowa wartość „Tarczy Antykryzysowej”, która ma ochronić polską gospodarkę przed skutkami pandemii koronawirusa. Kwota jest naprawdę ogromna i dzisiejszy komunikat premiera pewnie (przynajmniej chwilowo) podziała uspokajająco na trzęsącą się w posadach polską gospodarkę. Niestety to głównie wirtualne pieniądze, których rząd na nic nie wyda.

Fot. KPRM

Każdy przywódca państwa uwielbia wielkie liczby, bo rzucanie publicznie niebotycznymi miliardami, jakie zamierza się na coś wydać, jest jedną z głównych metod prowadzenia polityki informacyjnej. Niedoścignionym mistrzem w tej dziedzinie jest Donald Trump, ale Mateusz Morawiecki też jest doświadczonym zawodnikiem.

Bizblog.pl poleca

Koronawirusowy cios w polską gospodarkę – w szczególności w tysiące firm i ich pracowników – to nie czas na takie złośliwości. Wiem. To jednak jeszcze gorszy czas na robienie politycznego PR-u i obiecywanie pomocy finansowej, która jest bardzo mocno na wyrost.

50 mld euro na ratowanie gospodarki? Hiszpanie dają cztery razy więcej, Włosi – siedem. Francuzi i Niemcy… ponad dziesięć

Z wielkiej rynny…

Wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy na „gospodarczą bazookę” polskiego rządu, a temperaturę podgrzało przesunięcie o dzień rady gabinetowej z powodu zakażenia koronawirusem jednego z ministrów. Gdy już poznaliśmy plany rządu, okazało się, że dopiero mają przybrać formę aktu prawnego, a na szczegóły musimy poczekać. Wiemy już, że pomoc dla firm będzie ograniczona i nie pomoże tu rzucanie kwotami rzędu 212 mld zł.

Ogłoszona przez premiera kwota 212 mld zł, która stanowi aż 10 proc. PKB Polski, poszła w eter i już wywołała spory entuzjazm, ale gdy przyjrzymy się bliżej tym zapowiedziom, stanie się jasne, że rząd z budżetu nie wpompuje w gospodarkę nawet jednej trzeciej tej kwoty.

Dopytywany na Twitterze o realny koszt budżetu w związku z „Tarczą Antykryzysową” wiceminister finansów Leszek Skiba przyznał, że będzie to 67,5 mld zł. Po chwili skorygował tę informację i podał, że będzie to „tylko” 61,3 mld zł. To już około 3 proc. PKB. Łączne wydatki sektora finansów publicznych mają wynieść 66 mld zł.

To tylko nieco więcej od wydatków rządu na sztandarowe projekty socjalne czasów przedkryzysowych: 500+ na każde dziecko i tak zwanych czternastych emerytur.

Co z tymi miliardami?

Co z pozostałymi blisko 150 miliardami? Jak wyjaśnił Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, na blisko połowę tej kwoty złoży się odłożenie składek ZUS i PIT, wartość gwarantowanych przez państwo kredytów dla firm, a także… kapitał PFR oraz leasing Agencji Rozwoju Przemysłu.

Kolejne 70 mld zł to zmniejszenie rezerwy obowiązkowej NBP oraz skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym.

Pomoc banku centralnego jest oczywiście kluczowa w planie ratunkowym każdego rządu, ale warto mieć świadomość, że zasadniczo nie będą to środki, jakie realnie zasilą polską gospodarkę, a tym bardziej przedsiębiorstwa. Na przykład firmy dostaną poręczone przez państwo kredyty, ale pieniądze te będą musiały oddać.

Pochwały z pewnością należą się za zapowiedź pomocy rządu dla pracowników, firm, które najmocniej ucierpiały na kryzysie w tym – co trzeba podkreślić – dla pracowników na umowach cywilnoprawnych.

Wielkim rozczarowaniem jest jednak kompletna cisza na temat zwolnienia najciężej ugodzonym kryzysem firm z podatków, a nawet odroczenia tych płatności. Wiadomo tylko, że będzie przesunięcie terminu składania deklaracji PIT do końca czerwca, ale nie ma informacji, czy termin na składanie deklaracji CIT, który wypada 31 marca, też zostanie przesunięty.

Ani słowa nie ma też o zawieszeniu mechanizmu split payment, który bardzo mocno ogranicza płynność firm. Podzielona płatność blokuje bowiem wykazane na fakturach kwoty podatku na rachunkach bankowych, do których realnie nie mają dostępu.

ZUS nie odpuści składek, nawet gdy rząd zamknął ci firmę

Wiemy też, że nie będzie mowy o zwolnieniu firm z obowiązku odprowadzenia składek ZUS – nawet tych, którym rząd nakazał zawieszenie działalności, wprowadzając stan zagrożenia epidemicznego.

Firmy te nie mogą działać, ale składki na ZUS muszą płacić, jakby nigdy nic. O ile urzędnicy ZUS się na to zgodzą, składki mogą odroczyć do czerwca, ale wtedy będą musiały zapłacić je podwójnie. Czy ZUS założył, że do czerwca nie tylko staną z powrotem na nogi, ale także skumulują kapitał na zaspokojenie wszystkich standardowych płatności?

Jest jeszcze jeden palący problem, którego rząd na razie – uwaga, będzie nowomowa – nie zaadresował. To czynsze za lokale użytkowe, które w przypadku wielu zamkniętych firm są największym stałym kosztem prowadzenia działalności. Jaskrawym przykładem jest tu większość sklepów w galeriach handlowych – z mocy ustawy musiały z dnia na dzień zamknąć biznes, odcinając się od przychodów, ale bardzo wysoki czynsz jest im cały czas naliczany.

ZUS zawiesza składki od firm na trzy miesiące. I tak trzeba będzie je zapłacić, więc co to za pomoc?