Rząd robi nowy lockdown, a co z pomocą dla firm? Szykuje się żart na miarę nowych obostrzeń

Zamknięte kluby, dyskoteki i inne lokale, w których można tańczyć, a lokale gastronomiczne, hotele, kina teatry działające tylko na 30 proc. Rząd ogłosił wprowadzenie zaskakująco surowych obostrzeń, które w praktyce odczują przede wszystkim przedsiębiorcy. Restrykcje wchodzą już za tydzień, a wiele z tych firm, których będą dotyczyć, do dzisiaj nie otrzymały rekompensat za zamknięcie ich w maju i w czerwcu. Teraz pomoc ma trafić tylko do tych firm, które zostaną całkowicie zamknięte. Reszta musi sobie radzić.

Zaostrzenie limitu dostępności miejsc do 50 proc. w lokalach gastronomicznych, hotelach czy kinach obowiązuje już od 1 grudnia, a od 15 grudnia pułap ten zostanie obniżony do 30 proc. W teorii limit nie obejmuje osób zaszczepionych, ale jest to martwy przepis, bo przedsiębiorcy nie mają prawa nikogo pytać, czy jest zaszczepiony. Przekroczenie limitu zajętych miejsc może się skończyć kłopotami z sanepidem i surowymi karami za łamanie obostrzeń.

Spadek obrotów

Państwo ma obowiązek zrekompensować zamkniętej firmie utratę przychodów. Nie można komuś po prostu zamknąć biznesu i pozostawić samemu sobie z problemem regulowania kosztów stałych

– mówi nam rzecznik przedsiębiorców Adam Abramowicz.

Przypominam, że rząd w dalszym ciągu nie wypłacił zaległych rekompensat kilku branżom za ostatnie dwa miesiące poprzednio wprowadzonych obostrzeń. W świetle obciążenia ich teraz dodatkowymi kosztami weryfikacji paszportów covidowych i prawdopodobnym spadkiem obrotów grozi bankructwem wielu firmom – komentuje dla Bizblog.pl Abramowicz.

Bizblog.pl poleca

Nie reagując na narastającą czwartą falę epidemii, ignorując miesiącami rekomendacje Rady Medycznej przy premierze i ulegając ruchom antyszczepionkowym, rząd doprowadził do takiej eskalacji sytuacji epidemicznej, że musiał sięgnąć po zamykanie i ograniczanie działalności firm. O ile w czasie poprzednich fal nie szczędził firmom różnych środków w ramach rekompensaty strat wynikających z restrykcji, to teraz o żadnych „tarczach” nie ma mowy.

Przepraszam, dzień po konferencji kierownictwa resortu zdrowia na temat ograniczenia działalności firm, zdawkową zapowiedź pomocy padła ze strony wiceminister rozwoju Anny Semeniuk. Przygotowujemy pakiet osłonowy dla klubów tanecznych, dyskotek i tych wszystkich miejsc, które od 15 grudnia będą w pełnym lockdownie – powiedziała w Polskim Radiu szefowa Rady Polskiej Agencji Kosmicznej. Pomoc ta ma kosztować kilkadziesiąt milionów złotych.

Zaznaczmy, że dyskoteki i kluby niby będą zamknięte, ale tak jakby nie do końca, bo rząd postanowił zrobić wyjątek 31 grudnia i 1 stycznia. Najwyraźniej założono, że w czasie zabaw sylwestrowych nie będzie dochodziło to transmisji koronawirusa. Wprawdzie w dyskotekach i klubach będzie obowiązywał arbitralny limit 100 osób (oczywiście z nieweryfikowalnym wyjątkiem dla zaszczepionych), ale jego egzekwowanie w sylwestrową noc zapewne będzie całkowitą fikcją.

Może zwolnienie z ZUS-u?

Tak czy inaczej, właściciele dyskotek i klubów dostaną jakąś pomoc, ale co z przedsiębiorcami, którym rząd narzucił limit 30 proc. dostępnych miejsc? Czy mogą chociaż liczyć na minimum w postaci zwolnienia ze składek ZUS? Zaraz po konferencji ministra Adama Niedzielskiego zadaliśmy takie pytanie rzecznikowi rządu Piotrowi Müllerowi, Ministerstwu Rozwoju i innym przedstawicielom rządu, ale nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi.

Co ciekawe, nie wszyscy przedsiębiorcy, których obejmują obostrzenia, domagają się pieniędzy z kolejnej tarczy. Marek Łuczyński, prezes Polskiej Izby Hotelarzy w rozmowie z Bizblogiem przekonuje, że dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby hotele mogły działać normalnie. Jesteśmy przeciwni wprowadzaniu kolejnej tarczy antykryzysowej, nie chcemy dalszego nakręcania inflacji i chcemy po prostu normalnie działać – mówi.

Wprowadzenie nowych obostrzeń to dramatyczna decyzja dla branży, która ledwo zaczęła wychodzić na prostą, a dotykają ją kolejne obostrzenia – ocenia Łuczyński. Hotelarze nie mają najmniejszej podstawy prawnej do weryfikowania paszportów covidowych, dlatego te obostrzenia są całkowitą fikcją. Nie wyobrażam sobie tworzenia przez hotelarzy skomplikowanych regulaminów, za pomocą których mieliby dzielić swoich klientów na zaszczepionych i niezaszczepionych – dodaje.

A gdzie wiosenna tarcza?

Rzecznik przedsiębiorców Adam Abramowicz od czerwca apeluje do rządu o rekompensatę za ostatnie miesiące lockdownu dla firm, ale bez skutku. Kolejny list do premiera napisał na początku grudnia, ale także przeszedł on bez echa.

Ostatnie przedłużenie tarczy antykryzysowej, którego rząd dokonał w kwietniu z dużym opóźnieniem, objęło tylko marzec i kwiecień. To oznacza, że przedsiębiorcy, których biznesy były zamrożone albo dopiero powoli odmrażane w maju, w czerwcu musieli zapłacić składki ZUS za maj i nie dostali ani postojowego, ani żadnej innej formy pomocy za ten miesiąc.

Rząd nakazujący usługodawcom weryfikację szczepień przy zmniejszonych limitach dla niezaszczepionych przerzuca na przedsiębiorców odpowiedzialność za prowadzenie polityki zdrowotnej państwa – mówi rzecznik MŚP. Robi to, nie zapewniając podstawy prawnej do takich działań – dodaje.