Tanie linie przejechały się na szczepieniach. Pierwsza z nich już ucieka z Polski

Miało być pięknie. W głowach szefów linii lotniczych Polacy stęsknieni za podróżami za granicę pchają się na pokłady samolotów, a głównym problemem jest to, by znaleźć pilotów, którzy mogliby tam ich zawieźć. Ale tak nie jest. Odbicie popytu na latanie jest dużo niższe niż oczekiwali przewoźnicy.

Tradycyjne linie balansują dzisiaj na krawędzi, reanimowani pieniędzmi ze świnek skarbonek Francji, Niemiec, Belgii czy Szwajcarii. Ich modele biznesowe zostały pogruchotane przez COVID-19. Klienci biznesowi przestali latać, a wysokie ceny biletów odstraszają zwykłych turystów. Co innego tanie linie. Te miały w błyskawicznym tempie opanować rynek po pandemii.

Lowcosty mają ogromne apetyty. Ryanair odbiera pierwsze dostawy z 210 zamówionych Boeingów 737 Max i szuka 2 tys. pilotów. Zamówienia na nowe maszyny składał też Wizzair i EasyJet. Odbicie rynku ma jednak, ku ich rozczarowaniu, iście ślimaczy przebieg. „Gazeta Wyborcza” pisze, że samolot tej ostatniej linii nie został wpuszczony w polską przestrzeń powietrzną. Powodem są nieuregulowane rachunki wobec Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Źródło: IATA

Zdaniem Adriana Furgalskiego z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, EasyJet stać na spłatę długu, ale linia nie chce tego robić. Niepokoi ją, że pasażerów jest mniej niż oczekiwano. Gwoździem do trumny mogła okazać się pogarszająca się sytuacja epidemiczna w Europie na czele z Wielką Brytanią, która jest przecież głównym rynkiem lowcostu.

Bizblog.pl poleca

EasyJet zwinął się z naszego kraju

Za chwilę może się również okazać, że ograniczenia w podróżowaniu zostaną wprowadzone już w sierpniu. Sezon na zarabianie okaże się wtedy wyjątkowo krótki. Jeszcze przed końcem lata kraje unijne mogłyby zaostrzyć zasady przekraczania granic, co mocno ograniczy międzynarodową mobilność turystów.

Co z resztą? Ryanair i Wizzair pootwierały dużo nowych kierunków. Obie linie miały jednak przed pandemią duże zapasy gotówki. Irlandczycy wykazali w ubiegłym roku 850 mln euro straty, ale ich oszczędności szacowane były na 5 mld euro. Jest więc z czego wydawać. I jak widać niczego nie zmienia tu fakt, że, jak twierdzi Michael szef lowcostu Michael O’Leary nie ma szans, by w tym roku jego firma wyszła ponad kreskę.

Trudno przewidzieć jak szybko do dobrej formy wrócą tanie linie, Europejska Organizacja ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej ma za to teorię, ile zajmie to całej branży. A zajmie całe lata.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu powrót do czasów sprzed pandemii nastąpi w 2024 r. Bardziej realistyczne podejście zakłada, że stanie się to rok później. Eurocontrol nie wyklucza jednak, że pasażerowie wrócą do normalnego latania dopiero… w 2029 r.

Źródło: IATA

Szczepienia położą linie lotnicze?

A teraz najlepsze. Powyższe prognozy bazują m.in. na tempie akcji szczepień. Optymistyczna mówi o tym, że liczba zaszczepionych już w to lato pozwoli na zniesienie ograniczeń. Większych szans na to nie widać.

W Polsce pozwoliło ukłuć się raptem 43 proc. społeczeństwa. W całej Unii Europejskiej ten odsetek wynosi nieco ponad połowę. Pojawienie się wariantu Delta powoduje jednak, że państwa UE wprowadzają restrykcje nie patrząc na sukces (bądź brak) programu szczepień.

A, że restrykcje covidowe mocno wpływają na ruch lotniczy możemy przekonać się śledząc sondaż dla IATA. 85 proc. ankietowanych stwierdziło, że nie wsiądzie na pokład samolotu jeżeli po kołowaniu zostaną zabrani na kwarantannę. Po opanowaniu epidemii 44 proc. respondentów zamierza natomiast odczekać z latanie pół roku albo i dłużej.

Źródło: IATA

Dobrych wieści nie ma też IATA. Pod koniec ubiegłego roku szacowała, że europejskie linie stracą w tym roku 11 mld dol. W kwietniu zrewidowała te prognozy, podnosząc straty do 22 mld. dol. Na latanie w takich warunkach stać tylko bogatych. A tych zostało już tylko dwóch.

Poza Ryanairem i Wizzairem cała branża pogrąża się w coraz głębszym kryzysie.