Nie uwierzycie, co rząd ukrył w największym tunelu w Polsce. Oto delikatna i cholernie niewygodna prawda

Mam wrażenie, że tunel pod stolicą, łączący, jak nad wyraz słusznie zauważył premier Morawiecki, wschód z zachodem Polski, to dla rządu metafora zbyt ciężkiego kalibru, by odwlekać ją w czasie. Tym bardziej że nad ziemią piętrzą się same problemy – pisze Adam Sieńko. (Fot. GDDKiA/Krzysztof Nalewajko)

Rząd z pompą otworzył w poniedziałek tunel Południowej Obwodnicy Warszawy. Ku chwale całego narodu będzie teraz mógł w nim schować swoje kompleksy względem Unii Europejskiej.

Jak na polskie warunki cała operacja otwarcia obecnie najdłuższego tunelu w kraju odbyła się bardzo sprawnie. Na początku grudnia dokumentacja trafiła do Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. A z INB prosto na biurko wojewody mazowieckiego. Konstanty Radziwiłł podpisał zgodę w ekspresowym tempie, nic sobie nie robiąc z nadmiaru pracy związanego z przygotowywaniem świąt, jaki spoczywa obecnie na barkach większości Polaków.

Inna sprawa, że wojewoda Radziwiłł do swojej sprawności nieraz nas już przyzwyczajał, na przykład szybko i skutecznie, torpedując próby rozszerzenia strefy płatnego parkowania w Warszawie.

Trzeba jednak przyznać, że wyjątkowa była też sytuacja. Mam wrażenie, że tunel pod stolicą, łączący, jak nad wyraz słusznie zauważył premier Morawiecki, wschód z zachodem Polski, to dla rządu metafora zbyt ciężkiego kalibru, by odwlekać ją w czasie. Tym bardziej że nad ziemią piętrzą się problemy.

Bizblog.pl poleca

Od stycznia 2022 r. w życie wchodzi Nowy Ład

W ciemno możemy zakładać, że rok zacznie się od potężnej awantury na linii fiskus-przedsiębiorcy. Potem mniej więcej na początku lutego, gdy skończymy dojadać zapasy z Wigilii, w twarz uderzy nas z liścia wysoka inflacja. Kto wie, może wybuchnie zapowiadana wojna na Wschodzie, a już prawie na pewno czeka nas wojna na Zachodzie, a konkretnie z Zachodem. O środki europejskie, które nam się należą, bo leżymy w Europie, nawet jeżeli nie podzielamy europejskich wartości.

Zresztą jeżeli Unia nie potrafi nas znieść, kiedy jesteśmy najgorsi, to cholernie nie zasługuje na nas, kiedy będziemy najlepsi. A tacy będziemy na pewno. Ot, choćby w trakcie Igrzysk Europejskich, które PiS chce wkręcić w brzuch Krakowa. Była stolica Polski trochę się stawia, bo w zamian rząd obiecał jej remont kilku dróg, ale czasu na negocjacje jest sporo, a premier Morawiecki nieraz już udowodnił, że w zakulisowe pertraktacje potrafi jak mało kto.

Przy okazji otwarcia tunelu prawie całkowicie zignorował na przykład fakt, że spora część pieniędzy, która poszła na jego budowę pochodziła ze środków unijnych. Eurokraci musieli wpaść w ciężki stupor, gdy zobaczyli, że państwo polskie świetnie sobie radzi bez niemiecko-francuskich euro. W sensie radzi sobie z nimi, ale nie musi o tym mówić. Może sobie pozwolić na schowanie do magazynów niebieskich flag i gwiazdek układanych w kółka.

Dawniej byłoby jasne, że większość z tych środków pochodziła ze środków europejskich. Dziś z dumą mogę powiedzieć, że większość, dwie trzecie mniej więcej z tych środków pochodzi z budżetu państwa polskiego. Z naprawionego budżetu państwa polskiego

– perorował Morawiecki

Przy okazji bardzo prawdziwy okazał się wyborczy slogan: wystarczy nie przeszkadzać. Wojciech Orliński przypomniał, że poprzedni prezydenci – Lech Kaczyński i Kazimierz Marcinkiewicz (ten drugi w zasadzie był zarządcą komisarycznym), próbowali za wszelką cenę zablokować budowę obwodnicy, starając się ją przenieść hen daleko od rogatek miasta. Na szczęście ludzie dobrej woli w końcu się znaleźli.

W 2013 r. Donald Tusk ogłosił, że obwodnica powstanie

Przetarg rozstrzygnięto za czasów Ewy Kopacz. Te historyczne zaszłości nie powinny przeszkadzać w należytym uhonorowaniu jednej z dwóch najwybitniejszych postaci w historii Polski. Jana Pawła II warto byłoby zostawić w spokoju, bo warszawski krajobraz jest tak gęsty od jego patronatów, że kierowcy mogliby się pogubić, skąd i gdzie właściwie jadą. Za to Lech Kaczyński wydaje się postacią dość niewykorzystaną, nawet mimo ochrzczenia jego imieniem trasy ekspresowej S19.

Najważniejsze w tym wszystkim ukryło się jednak gdzieś w połowie przemowy Morawieckiego. Szef polskiego rządu zauważył, że po oddaniu reszty obwodnicy będzie można przejechać z Lublina do Lizbony, nie zjeżdżając z tras szybkiego ruchu. Wyśmienite. Chociaż nie jestem pewny, czy autor tych słów rozumie wartość płynącą ze stworzenia autostrady na Zachód tak samo, jak wielu polskich przedsiębiorców w przeddzień wprowadzenia Polskiego Ładu.