„Jesienią urządzimy wam piekło!” Sztandarowa inwestycja PiS coraz bardziej wkurza Polaków

Budowa CPK ma coraz więcej przeciwników i to w regionach, które do tej pory murem stały za Zjednoczoną Prawicą. 29 lipca w Izbicy koło Krasnegostawu rozpocznie się blokada krajowej „siedemnastki”. Organizatorzy zapowiadają, że jeśli nadal będą ignorowani, to jesienią dojdzie do eskalacji protestów.

Budowa CPK ma wkrótce przyspieszyć. Mieszkańcy miejscowości, które mają zostać przeorane przez buldożery równające teren pod lotnisko i linie kolejowe CPK znów wyjdą na ulicę. Na manifestacji, która zablokuje drogę krajową numer siedemnaście pojawią się protestujący z kilku powiatów. Padają zapowiedzi, że jeżeli rządzący nie wezmą ich skarg pod uwagę, na jesieni zgotują im piekło.

Protesty przeciwko CPK przybierają na sile. Odkąd rozmowy na temat Centralnego Portu Komunikacyjnego objęły nie tylko lotnisko, ale także prowadzące do niego szprychy kolejowe, coraz więcej Polaków zdaje sobie sprawę, że dyskusja nie dotyczy wyłącznie Baranowa, Wiskitek i kilku sąsiednich wsi.

Budowa linii kolejowych wiąże się z przymusowym przesiedleniem dziesiątek tysięcy osób. Przypomnijmy, że spółka CPK zamierza od zera położyć setki kilometrów nowych tras. Niektóre z nich będą łączyć lotnisko z takimi miastami jak Grudziądz, Płock czy Łódź. Inne mają być przedłużeniem istniejących połączeń. Tak jak linia, która ma zacząć się między Lublinem i Chełmem, a potem biegnąc na południe skomunikować kolejowo Zamość i Tomaszów Lubelski.

Fot. CPK

Na papierze wygląda to wszystko atrakcyjnie. Mieszkańcy tego ostatniego rejonu patrzą jednak na postęp prac z niepokojem. W piątek 29 lipca szykują w miejscowości Izbica kolejny już protest przeciwko planowanej budowie. W rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” jeden z protestujących, Arkadiusz Danielak, mówi wprost o grabieży, jaką rząd chce zafundować przesiedlanym. W jego okolicy pod nóż pójdzie 60 gospodarstw.

Lubelszczyzna i Podkarpacie nie chcą CPK

Mieszkańcy w akcie desperacji chcą po południu zablokować drogę krajową numer 17. Dla rządzących to problem, bo CPK staje się powoli sprawą łączącą najdalsze zakątki kraju. Protesty rozlały się z kilku wiosek położonych między Łodzią i Warszawą i trafiły nawet do Izbicy, którą od Baranowa dzieli około 300 km. To kolejne zgromadzenie w tej okolicy. Poprzednie miało miejsce raptem tydzień temu i zebrało kilkuset uczestników.

Byliśmy i teraz jeszcze też będziemy grzeczni, ale jeśli nic się nie zmieni, jesienią ruszymy z kolejną ofensywą i wtedy będzie już naprawdę ostro – dodaje Danielak

Okazuje się więc, że determinacja wywłaszczanych nie zmalała pomimo tego, że wcześniejsze manifestacje nie odniosły żadnego skutku. Co tak mocno irytuje manifestujących? Odpowiedź można zamknąć właściwie w dwóch słowach: arogancja i odszkodowania.

Pierwszy problem to pośpiech i brak właściwie przeprowadzonych konsultacji. CPK powtarza błędy z Baranowa. Tam spółka w niektórych wsiach pozostawiała mieszkańców całkowicie bez informacji. Reszta nie byłą w stanie wymóc na budowniczych lotniska udzielenia odpowiedzi na podstawowe pytania.

Zróbmy zresztą mały eksperyment i porównajmy te dwie wypowiedzi:

Do tej pory nie opracowano sprawiedliwego mechanizmu, który zapewniałby odpowiednią ochronę dla osób wysiedlanych, zwracając im koszty wywłaszczenia nieruchomości, utraconych korzyści w sposób pozwalający na rozpoczęcie godnego życia w innym miejscu. Mieszkańcy mają ogromne poczucie krzywdy – opowiedziała czasopismu „Mazowsze Serce Polski” Agata Trzop-Szczypiorska, wójt gminy Baranów

oraz:

Wiesz, jak wyglądały u nas te ich konsultacje? Pokazali kilka tras, po czym okazało się, że w grę wchodzi tylko najgorszy dla mieszkańców przebieg przez środek wsi. Dziwisz się, że ludzi krew zalała? – usłyszał od znajomego z Bełżca na Roztoczu Arek Braumberger

Są utrzymane w niepokojąco podobnym tonie, prawda? Spółka CPK po raz kolejny zdążyła zantagonizować mieszkańców jeszcze długo przed wbiciem pierwszej łopaty.

Drugim problemem staje się powoli wysokość odszkodowań. Pełnomocnik rządu ds. CPK próbuje przeprowadzić przez parlament ustawę, dzięki której Skarb Państwa może zaoszczędzić na procesie wywłaszczeń grube miliardy złotych.

Bunt wywłaszczonych

Dowodzi, że mieszkańcy otrzymają sprawiedliwe odszkodowania, a nowe prawo ma tylko zapobiec dorabianiu się właścicieli ziem na państwowej inwestycji. Dotychczasowe doświadczenia osób, które poprosiły o wycenę swoich nieruchomości nie napawają jednak przeciwników CPK zbytnim optymizmem. Jedna z mieszkanek gminy Baranów, która zgłosiła się do Programu Dobrowolnych Nabyć otrzymała operat szacunkowy za sześć hektarów ziemi i budynki na… 880 tys. zł.

Ustawie wywłaszczeniowej nie pomogły też wyliczenia Mirosława Ochojskiego, prawnika Kancelarii i Fundacji Inlegis. Ekspert na podstawie konkretnego przykładu policzył, że wywłaszczany według nowego prawa może dostać o ponad milion złotych mniej niż dostałby na mocy obecnie stosowanej metody odtworzeniowej i prawie dwa miliony złotych mniej niż wynikałoby z wyceny przyjmowanej przez Bank Światowy.

Stosowana przez CPK narracja godnościowa do takich ludzi nie trafia. Wywłaszczani widzą, że CPK potrafi zaproponować niecałe 10 zł za metr kwadratowy ziemi, podczas gdy w sąsiednich miejscowościach właściciele żądają już 150 zł. Pieniądze z odszkodowań nie tylko nie pozwolą na odbudowę gospodarstwa, ale w niektórych przypadkach mogą okazać się zbyt małe, by w ogóle znaleźć sobie dach nad głową.

I tego słowami o Niemcach, którzy nie chcą CPK, raczej nie uda się przykryć. Protesty będą wybuchały jeden po drugim. Niech tylko rolnicy uporają się ze żniwami.