A może Szwedzi mieli rację w sprawie koronawirusa? Przecież nie zabija się muchy młotkiem

„To model darwinistyczny, czyli słabi, starsi odpadają. My o nich dbamy” – stwierdził z wyższością minister Łukasz Szumowski podczas majowej konferencji prasowej, gdy zapytałem go, czy nie żałuje, że nie poszliśmy śladami Szwedów w walce z koronawirusem. Dziś już ministrem nie jest, za to twórca „modelu szwedzkiego” nie tylko ma się świetnie, ale wręcz jest w swoim kraju taką gwiazdą, że ludzie tatuują sobie jego podobiznę.

Fot. Maria Eklind/Flickr (CC BY-SA 2.0)

Gdy pod koniec lutego SARS-CoV-2 uderzył w północne Włochy z siłą małej atomówki, stało się jasne, że koronawirus nie jest jakąś tam chińską ciekawostką. Idąc w ślady Włochów, niemal cała Europa postanowiła zareagować wprowadzaniem ścisłej kwarantanny. Wyłamali się Brytyjczycy, stawiając na osiągnięcie odporności stadnej, ale gdy przypadki COVID-19 zaczęły rosnąć, wycofali się z tego pomysłu z podkulonym ogonem.

Wtedy oczy całej Europy, a może nawet świata zwróciły się w kierunku Szwecji, która także postanowiła nie zamrażać gospodarki i nie zamykać szkół, ale początkowo pozostawała w cieniu Wielkiej Brytanii z jej ekscentrycznym premierem.

Jeszcze kilka miesięcy temu 64-letni epidemiolog Anders Tegnell nie miał prawa przypuszczać, że wkrótce stanie się powszechnie rozpoznawalną postacią w Szwecji i za granicą. W ciągu kilku tygodni ten niepozorny urzędnik trafił na pierwsze strony gazet w krajach na całym świecie, a jego wypowiedzi były słowo po słowie analizowane przez publicystów, ekspertów i całą masę świeżo upieczonych autorytetów w dziedzinie chorób zakaźnych.

Bizblog.pl poleca

Zachęcamy, nie nakazujemy. Lockdownu nie wprowadzimy

Anders Tegnell jako główny epidemiolog Szwecji odradził rządowi Stefana Löfvena wprowadzenie ścisłego lockdownu, z przymusowym zamykaniem biur, sklepów, siłowni, kin, lokali gastronomicznych czy placówek oświatowych. Premier, całkowicie ufając swojemu głównemu doradcy w dziedzinie epidemiologii, zalecił Szwedom stosowanie zasad dystansu społecznego i zachęcał do pracy zdalnej. Wiele firm postanowiło posłuchać tej rady, ale przymusu żadnego nie było nawet w okresie największego przyrostu nowych zakażeń.

Początkowo wydawało się, że szwedzka strategia nie ma większego wpływu na tempo rozprzestrzeniania się wirusa, bo liczba nowych przypadków na milion mieszkańców była zbliżona do tego, co działo się w innych krajach, głównie nordyckich. Krytycy Tegnella zaczęli triumfować w czerwcu, gdy krzywa zakażeń w Szwecji zaczęła szybko rosnąć, podczas gdy w krajach objętych powszechną kwarantanną szybko opadała.

Wyciąganie daleko idących wniosków z wycinkowych danych w przypadku żywych i nieprzewidywalnych zjawisk w rodzaju trwającej epidemii jest jednak mało rozsądne. Ludzie, którzy zaczęli wyzywać Tegnella nawet od morderców, wkrótce przycichli, ponieważ liczba nowych przypadków koronawirusa gwałtownie spadła z początkiem lipca. Dzisiaj, gdy w większości krajów pojawiła się druga fala epidemii, w Szwecji COVID-19 wydaje się w trwałym odwrocie.

Model szwedzki: patrzeć szerzej, działać na dłuższą metę

Anders Tegnell chyba w żadnym momencie nie utracił wiary w sens swojego marszu pod prąd, ale dziś wydaje się absolutnie przekonany, że lockdown to niewłaściwa strategia.

To jak używanie młotka do zabicia muchy

– powiedział „Financial Timesowi”.

Trzeba wierzyć w długoterminowe efekty swojej pracy i nie podawać ich w wątpliwość zbyt wcześnie – dodał.

To właśnie spojrzenie na długoterminowe skutki walki z epidemią jest fundamentem szwedzkiego modelu. Tegnell uparł się, że nie można patrzeć jedynie na liczbę zgonów spowodowanych koronawirusem, lecz dbać o zdrowie obywateli w szerszym sensie. Przykładem takiego wąskiego spojrzenia jest zawieszenie profilaktyki i ograniczenie leczenia nowotworów i innych chorób przewlekłych w Polsce – tu długoterminowe skutki mogą okazać się opłakane.

Nic dziwnego, że Anders Tegnell jest najczęściej krytykowany za to, że w efekcie jego niekonwencjonalnej strategii w Szwecji wystąpiła fala zgonów, głównie pensjonariuszy domów starości. Faktycznie w marcu liczba zgonów zaczęła szybko rosnąć, ale potem nastąpił zjazd. Od lipca dziennie można takie przypadki liczyć na palcach jednej ręki. Łącznie na COVID-19 zmarło w Szwecji nieco ponad 5,8 tys. osób, ale pod względem liczby zgonów na milion mieszkańców Szwecja i tak jest poza pierwszą dziesiątką krajów na świecie. Dużo gorzej wypadają kraje, które stosują ścisły lockdown, jak Belgia, Hiszpania czy Wielka Brytania.

Szwedzki epidemiolog dla większości Szwedów jest uosobieniem racjonalnego podejścia do zarządzania krajem, bez ulegania emocjom. Dla niektórych Tegnell jest jak gwiazda rocka – czy ludzie tatuują na swoim ciele podobizny zwykłych urzędników państwowych?

Minie jeszcze dużo czasu, zanim będzie można pokusić się o odpowiedzialną ocenę modelu szwedzkiego. Mówienie o triumfie Andersa Tegnella dzisiaj, gdy nie mamy pewności, jak epidemia rozwinie się w kolejnych miesiącach, byłoby przedwczesne. Nie byłoby jednak tak bezpodstawne, jak krzywdzące oskarżenia o darwinizm społeczny, które pod adresem Szwedów w maju padły z ust Łukasza Szumowskiego.