Szczyt epidemii na koniec kwietnia. Kiedy to wszystko wreszcie się skończy?

Znowu zamknięte kina, teatry, galerie. O barach i restauracjach już nawet nie mówię. A ciągle jest tylko gorzej. Główny doradca premiera ds. COVID-19 prof. Andrzej Horban przewiduje, że szczyt epidemii w Polsce przypadnie dopiero na koniec kwietnia. Kiedy to wszystko się skończy? Nigdy – mówią jedni. Za trzy lata – mówią inni. Albo za rok. Najbardziej optymistyczni są jednak polscy bankowcy, którzy twierdzą, że we wrześniu nie nie będą potrzebne żadne antyepidemiczne ograniczenia aktywności ekonomicznej.

To nie oznacza, że epidemia się skończy i nikt już nie będzie chorował na COVID. Przeciwnie, to może się nigdy nie skończyć.

Bizblog.pl poleca

Tak będzie już zawsze

Wiedzieliście, że w Manaus, największym mieście Amazonii, 76 proc. populacji miała przeciwciała już w październiku? To powinno im dać odporność zbiorową i zakończyć ten koszmar. A mimo to, jak pisze Edwin Bendyk „nowy wariant koronawirusa, niewiele sobie robiąc z tego faktu, przyniósł ponure śmiertelne żniwo w styczniu tego roku”.

Przypadkiem Manaus zajął się nawet prestiżowy magazyn naukowy „The Lancet”, który ma na ten temat cztery teorie. Najbardziej optymistyczna z nich brzmi, że doszło do pomyłki przy ocenie, że tak wiele osób przeszło już zakażenia i społeczność ta wcale nie osiągnęła odporności zbiorowej.

Pozostałe możliwości są fatalne i zakładają, że odporność uzyskana po pierwszy zakażeniu błyskawicznie zaczęła zanikać albo nowe warianty wirusa są „odporne” na odporność z wcześniejszych zakażeń. A to może oznacza, że nigdy z tego nie wyjdziemy. 

2024

Kolejne pesymistyczne prognozy przynosi prof. Michael Toole, ekspert ds. zdrowia globalnego z Burnet Institute w Melbourne, który twierdzi, że Pandemia Covid-19 może potrwać nawet do 2024 roku, jeśli bogate kraje nie wesprą w walce tych biedniejszych.

Owszem, bogatsza część świata dzięki szczepieniom do względnej normalności powróci w 2022 roku, ale 85 uboższych krajów osiągnie ten stan najwcześniej w 2024 roku, a to jednak ostatecznie sprowadzi się do tego, że normalne podróżowanie czy handel wrócą dopiero w 2024 r.

Jeszcze co najmniej rok

Musimy sobie uzmysłowić, że pandemia będzie z nami jeszcze długo. Co najmniej rok, a może dłużej

– mówił z kolei w „Faktach po Faktach” prof. Jerzy Duszyński, biochemik, prezes Polskiej Akademii Nauk i szef działającego przy PAN zespołu doradczego do spraw COVID-19.

Nie wiemy, jak długo będzie się utrzymywać odporność, która będzie indukowana przez zaszczepienie. Nie wiemy, jak szybko będzie mutował wirus SARS-CoV-2 do odmian, wariantów, które będą na przykład odporne na dotychczasowe szczepienia. Tego wszystkiego nie wiemy

– wyjaśniał.

A więc może się skończyć jak w Manaus.

Byle do września 

A teraz trochę więcej optymizmu. Nie chodzi przecież o to, żeby sprawić, aby wirus zupełnie zniknął. Chodzi o to, żeby go przynajmniej częściowo unieszkodliwić, sprawić, żeby przestał zabijać i żeby zacząć znów żyć normalnie. Bez maseczek? Może niekoniecznie. Co nam ostatecznie przeszkadzają te maseczki? Ale żyć normalnie, znaczy móc wyjść na kolację do restauracji, spotkać się na drinka ze znajomymi w knajpie albo pójść do teatru.

Takiego „poczucia normalności” w USA prezydent Biden oczekuje już na 4 lipca, czyli na Dzień Niepodległości – tak, tego roku. 

We Włoszech, gdzie pandemia zbierała wyjątkowo wielkie żniwo tej normalności oczekiwano pod koniec lata – tak jeszcze w listopadzie 2020 r. prof. Franco Locatelli, prezes włoskiej Rady Służby Zdrowia. Pod warunkiem, że szczepionki zadziałają. A działają. Wolno, bo dostawy się opóźniają, ale jednak.

A w Polsce? Analitycy banku Pekao w swoim styczniowym raporcie przewidywali, że już od początku września nie będą potrzebne żadne antyepidemiczne ograniczenia aktywności ekonomicznej. To było jeszcze przed wybuchem trzeciej fali, ale ta nie specjalnie wpływa przecież na szybkość szczepień, a to one są tu kluczowe.

Wciąż jest szansa, że mimo opóźnienia dostaw do września uda się zaszczepić najbardziej zagrożone COVID-19 grupy, a to zapobiegnie przeciążeniu ochrony zdrowia. O to w gruncie rzeczy chodzi. A przecież produkcja i dostawy szczepionek w końcu się odkorkują.

Jeśli dostawy szczepionek zostaną zwiększone, to Polska będzie mogła szczepić ponad 10 mln obywateli miesięcznie

– zapewnił w piątek premier Mateusz Morawiecki.

Ja bardzo chcę mu wierzyć.

Byle do września.