To nie jest jakaś tam ustawa, to bomba atomowa wymierzona w miliony niezaszczepionych Polaków

Pracownicy będą musieli się spowiadać szefom z tego, czy się zaszczepili. Jeśli nie, mogą sporo stracić, zaczynając od stanowiska, tak by nie mieć kontaktu z resztą załogi i z klientami, a kończąc na tym, że może się to wiązać z obniżką wynagrodzenia, a nawet – uwaga – zwolnieniem. Fot. KPRM/Krystian Maj.

O prawo do skontrolowania, czy pracownicy są zaszczepieni na covid, pracodawcy apelowali do rządu już kilka tygodni temu, ale wydawało się, że rząd pozostaje na te wezwania głuchy. Aż do teraz.

Minister zdrowia właśnie przyznał, że rząd pracuje nad ustawą, która pozwoli pracodawcom sprawdzenia, którzy z pracowników są zaszczepieni, a którzy nie, i podjąć odpowiednie działania wobec tych, którzy nie są uodpornieni na covid.

To może oznaczać kłopoty dla milionów niezaszczepionych jeszcze pracowników – ostrzega „Rzeczpospolita”. I ogromne zdziwienie dla pracowników, którzy szczepić się nie chcą. Dotąd byli przekonani, że prawo ich chroni i nikt nie może im nic zrobić, a pracodawca nie ma prawa nawet zapytać, czy się zaszczepili. Przecież to wrażliwe dane medyczne, szef nie może pakować się z butami w prywatne życie i osobiste decyzje.

Bizblog.pl poleca

Szef nie ma prawa pytać pracowników o szczepienia? No to uważajcie

Może i tak było. Ale teraz szybko może się to zmienić. Rząd pracuje już bowiem nad konkretnym projektem ustawy. Zapewne chce zdążyć przed jesienią, kiedy spodziewa się kolejnej fali zachorowań właśnie z powodu zbyt niskiego poziomu wyszczepienia w społeczeństwie.

A te konkretne przepis od razu walą pracowników między oczy. I moim zdaniem dobrze.

Nie dość, że pracodawca będzie mógł pytać pracowników, czy przyjęli szczepionkę przeciw COVID-19, to będzie mógł zrobić z tej wiedzy bardzo konkretny użytek. Po pierwsze, będzie miał prawo przesunąć niezaszczepionego pracownika na inne stanowisko pracy, tak by nie miał kontaktu z zaszczepioną częścią załogi, a przede wszystkim z klientami.

Ale to jeszcze nic, bo przesunięcie na inne stanowisko może oznaczać również degradację. Ta z kolei może wiązać się z obniżką wynagrodzenia i tu już zaczyna się robić poważnie. A jeśli struktura firmy jest taka, że nie ma dokąd przesunąć niezaszczepionego pracownika? Pracodawca będzie mógł go nawet zwolnić. No to już jest hardcore, szczególnie, że mówimy o milionach niezaszczepionych ludzi w Polsce.

Projektu takiej ustawy jeszcze nikt nie widział, to na razie przecieki. Ale płyną z różnych stron, bo dokładnie to samo minister Adam Niedzielski właśnie powtórzył dziennikowi „Fakt”, widać więc, że rad zna poważnie wziął się za straszenie Polaków, by zmobilizować ich do szczepień.

Sprytny plan rządu: kij do bicia antyszczepionkowców wręczy firmom

I niby minister zdrowia zarzeka się, że nie chce uderzać w Polaków, szuka raczej kolejnych marchewek, by skłoni nas do szczepień, więc nie rozważa na razie obowiązku szczepienia przeciw COVID-19 ani dostępności usług jak restauracje,czy kina wyłącznie dla zaszczepionych. I taką marchewką ma być obietnica, że na firmy, które udowodnią, że mają zaszczepionych pracowników, nie będą nakładane żadne obostrzenia w razie kolejnych lockdownów.

Forsowanie rozwiązań, które zwiększają presję na społeczeństwo jest przeciwskuteczne

– powiedział „Faktowi” minister zdrowia.

Ale to właściwie wcale nie marchewka, ale kij, tylko że bić nim nie będzie rząd, a zrzucił tę „przyjemność” na pracodawców.

Całkiem to sprytne. Może protesty społeczne będą ciut mniejsze.

A! No i oczywiście nie ma mowy o tym, by wypłatę 500+ uzależnić od szczepienia – zapewnił w „Fakcie” Adam Niedzielski. Wtedy to dopiero by się działo na ulicach!