Szara strefa rośnie podczas kwarantanny. Kosmetyczki i fryzjerki schodzą do podziemia

W ostatnich latach polska szara strefa kurczyła się rocznie o średnio jeden punkt procentowy naszego PKB. Teraz, po wprowadzeniu zakazów związanych z pandemią koronawirusa, zaczyna błyskawicznie puchnąć.

Wprowadzone 1 kwietnia obostrzenia kwarantanny wymusiły zamknięcie salonów fryzjerskich, kosmetycznych i innych lokali usługowych. Prawo nie pozwala też na odwiedzanie klientów w ich domach, ale wielu odciętych od legalnych dochodów przedsiębiorców zaczyna świadomie łamać ten zakaz.

Bizblog.pl poleca

Szara strefa zawsze rozwija się odwrotnie niż cykl koniunktury. Dokładnie tak jak teraz

– mówi w rozmowie z Bizblog.pl Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Finansowym.

Szara strefa czyli poza ewidencją

Ekonomista i analityk rynków finansowych Marek Zuber nie ma cienia wątpliwości, że wprowadzone przez rząd restrykcje są jak najbardziej zrozumiałe i potrzebne. Epidemiolodzy mówią zgodnie, że rozprzestrzenianie koronawirusa zahamować może jedynie niemal całkowita izolacja. To jednak spowoduje, że wielu ludzi za chwilę może nie mieć środków do życia.

Zwłaszcza ci na działalności gospodarczej. Liczyć się będzie dla nich przede wszystkim zarobek, a nie jego ewidencja

– tłumaczy w rozmowie z Bizblog.pl Marek Zuber.

Nikt nie ma wątpliwości, że im większa szara strefa, tym mniej jednak pieniędzy w oficjalnym obiegu, na czym cierpi też cała gospodarka.

Zaburzeniu ulega w pierwszej kolejności zdrowa konkurencja. Rzecz jasna w takim przypadku, kiedy szara strefa się powiększa, mamy również do czynienia z mniejszymi wpływami do budżetu

– wskazuje Marek Zuber.

Jakub Sawulski zwraca uwagę, że szara strefa wpływa bezpośrednio na rynek pracy. W czasach kryzysu ewidencji chcą się wymknąć nie tylko ci najmniejsi, ale również ci dający pracę. Więc zaczyna się od zmienienia stawek w umowie o pracę, potem jest zmiana samej umowy na zlecenie lub dzieło. Zawsze też można najpierw wszystkich pracowników zwolnić, a potem zaproponować im śmieciówki. 

Tak przedsiębiorcy mogą też szukać oszczędności. A w związku z kondycją przyszłej koniunktury bodziec do takich zachowań jest duży

– przekonuje ekspert PIE.

Na szczęście te pieniądze poza ewidencją też ktoś wyda

Marek Zuber nakłania jednak, żeby obecnych wzrostów szarej strefy nie oceniać tylko i wyłącznie źle.

Ktoś w ten sposób będzie zarabiał pieniądze, które potem jednak wyda

– uważa ekonomista.

Łukasz Sawulski twierdzi, że rosnąca gwałtownie szara strefa przez wprowadzone obostrzenia to skutek uboczny, z którym musimy sobie poradzić. Z tym jednak może być różnie.

„Coraz silniejsze ograniczenia aktywności gospodarczej i zawodowej będą potęgowały motywacje do ich unikania” – przewiduje ekspert PIE.