Wiceminister aktywów państwowych wie, jak pomóc gospodarce w czasach pandemii

Wydaje się, że światowa gospodarka jeszcze nie była na tak ostrym zakręcie, jak teraz. Finansiści wprost mówią, że trudno przewidzieć konsekwencje pandemii koronawirusa. Na szczęście przedstawiciel polskiego rządu ma gotową receptę: wystarczy zlikwidować system handlu emisjami dwutlenku węgla.

Giełdowe spadki, jakich nie obserwowano nawet od ponad 30 lat, zawieszone usługi, przerwane łańcuchy dostaw. A do tego wszystkiego rosnąca z dnia na dzień niepewność. To opis obecnego stanu i tej światowej gospodarki i tej nad Wisłą. Sprawa jest na tyle poważna, że swoje propozycje zawieszenia spłat rat kredytów hipotecznych i gotówkowych przedstawił Związek Banków Polskich

Swoje przemyślenia ma też Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Apeluje do premiera Mateusza Morawieckiego o to, „żeby przedsiębiorcy mogli na pół roku zawieszać w ogóle opłatę ZUS”. Przedstawiciele Business Center Club, Konfederacji Lewiatan, Pracodawców RP, Rady Polskiej Biznesu oraz Krajowej Izby Gospodarczej proponują zawarcie Paktu Społecznego „2020 Rokiem Regulacyjnego Spokoju”.

Bizblog.pl poleca

Oddzielne rozwiązania ma też za chwilę przedstawić Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju. Ale być może niepotrzebnie. Okazuje się bowiem, że najlepsze remedium dla gospodarki na te wyjątkowo niepewne czasu zna Janusz Kowalski, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Bo wszystkiemu winien system handlu emisjami

Wiceminister aktywów państwowych na Twitterze zadał sobie sam pytanie: jak pomóc europejskiej i przede wszystkim polskiej gospodarce w czasach pandemii? I w tym samym poście udzielił odpowiedzi:

Reforma EU ETS jest konieczna – ceny uprawnień do emisji CO2 wzrastały z 5 do nawet 30 euro. Polska i inne państwa samodzielnie powinny dbać o klimat, a ETS od 1 stycznia 2021 powinien być zlikwidowany – stwierdził Janusz Kowalski, ewidentnie teraz upatrując największe nieszczęście w europejskim systemie handlu emisjami.

Przypomnijmy, że chodzi o uprawnienia do emisji dwutlenku węgla. Po ogłoszeniu pod koniec 2018 r. neutralności klimatycznej Europy do 2050 r. ceny uprawnień zaczęły gwałtownie rosnąć. Z poziomu ok. 5 euro za tonę CO2 wzleciały do nawet 30 euro. To z kolei w głównej mierze determinowało i dalej determinuje podwyżki prądu w Polsce, której gospodarka jest w ok. 77 proc. uzależniona od węgla. 

Już teraz ochłodzenie europejskich gospodarek wpływa na cenę emisji. Obecnie za wyemitowani tony CO2 trzeba zapłącić w okolicach 19,50 euro. Jak zaś zauważa publicysta Piotra Maciążek: „przy cenie poniżej 20 euro za tonę polska energetyka jest rentowna”. 

Emisja CO2 faktycznie spada. Ale tylko na chwilę

To oczywiste, że od tygodni świat i poszczególne regiony mniej emitują dwutlenku węgla. Zamarł transport, dogorywa produkcja. Nie mogło wiec być inaczej. Amerykańskie Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem wyliczyło, że emisje dwutlenku węgla w lutym były o około 25 procent niższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Ta różnica stanowi zaś ilość emitowanego CO2 przez stan Nowy Jork przez okrągły rok. Tylko, że po tym bezprecedensowym spowolnieniu wywołanym pandemią koronawirusa przyjdzie czas na solidne przyspieszenie. To zaś może oznaczać rekordową jak do tej pory produkcję CO2. 

W przeszłości widzieliśmy, że zawsze, gdy wzrost gospodarczy musi być traktowany priorytetowo, program ochrony środowiska zajmuje tylne miejsce – komentuje Li Shuo, starszy doradca ds. polityki w Greenpeace Azja.