Polska najpierw zgodziła się na nowy cel klimatyczny, a teraz chce reformy systemu ETS

Premier Mateusz Morawiecki w celu ochrony rachunków Polaków wzywa do reformy unijnego systemu handlu emisjami ETS. Zapomniał przy okazji o swojej zgodzie na nowy cel klimatyczny do 2030 r. A jak tłumaczy Komisja Europejska: jedno wynika z drugiego.

Rok temu premier Mateusz Morawiecki nie miał dobrej passy. Nawet jego sojusznicy w Zjednoczonej Prawicy nie mogli przeboleć zgody szefa polskiego rządu na nowy cel klimatyczny UE, który zakłada redukcję emisji CO2 o 55 proc. względem wartości z 1990 r. W krytyce przodowali politycy Solidarnej Polskim, którym bardzo uwierają wszelkie relacje z Brukselą. 

Przypominam, że w 2019 r., co jest zresztą zapisane w programie całej Zjednoczonej Prawicy, szliśmy z założeniem, że będziemy „konsekwentnie na forum Unii Europejskiej przeciwdziałać rozwiązaniom dla Polski i Polaków niekorzystnych, m.in. tych w polityce energetycznej”. To jest cytat z programu PiS z 2019 r. Tymczasem nowy cel klimatyczny, zakładający redukcję emisji już nie na poziomie 40, a 55 proc. jest absolutnie dla nas niekorzystny – mówił rok temu w rozmowie z Bizblog.pl wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski.

Niebawem za ciągłą krytykę premiera Morawieckiego Kowalski pożegnał się z posadą w Ministerstwie Aktywów Państwowych. I teraz zgodnie milczy, jak szef rządu zaczął apelować o reformę unijnego systemu ETS.

System ETS – Polska chce reformy

Cena emisji CO2 cały czas utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie: ponad 80 euro za wyemitowanie tony dwutlenku węgla. Rok temu było jeszcze przeszło dwa razy mniej, w okolicach 40 euro. I właśnie ta wyraźna zwyżka – zdaniem premiera Morawieckiego i całego rządu – jest głównym winowajcą obecnych podwyżek energii w Polsce, która w ekstremalnych przypadkach sięga nawet 1000 procent i więcej. Dlatego, w obronie polskich rachunków, Warszawa chce jak najpilniejszej reformy systemu ETS.

Oczywiście kompleksowa reforma uprawnień do emisji jest potrzebna. My złożyliśmy wniosek o taką kompleksową reformę

– informuje Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska.

Polska od tygodni powtarza, że największą bolączką unijnego systemu ETS jest to, że uprawnieniami do emisji mogą handlować też instytucje finansowe, co ma narażać emisyjną giełdę na spekulacje. 

Krytykujemy spekulacje, dostęp instytucji finansowych, małą transparentność tego funduszu i to, że każda instytucja europejska jest bezradna, bo jak spojrzymy na mechanizm kontroli, to nigdy nie da się uchwycić takiej podwyżki ETS, by KE lub inna instytucja europejska mogła zainterweniować – tłumaczy Moskwa.

Wyższe rachunki za energię przez spekulacje

Żeby podkreślić w tym względzie swoją ofensywę polityczną, premier Mateusz Morawiecki napisał artykuł o koniecznej reformie ETS, który opublikował portal Euroactiv. Szef polskiego rządu podkreśla w swoim tekście, że system ETS w obecnym kształcie zaprzecza założeniom sprawiedliwej transformacji energetycznej. 

Teza, że wzrost cen emisji, a co za tym idzie drastyczny wzrost rachunków za energię, jest właściwym i niewymagającym korekt kierunkiem, w rzeczywistości oznacza zielone światło dla dalszego spekulacyjnego funkcjonowania unijnego systemu – przekonuje premier Morawiecki.

Szef polskiego rządu uważa, że system handlu emisjami powinien zachęcać firmy do racjonalnej ewolucji, a zamiast tego zagraża ich wzrostowi. I w ten sposób – zdaniem Mateusza Morawieckiego – Zielony Ład nie ma szans powodzenia, o ile będzie w pierwszej kolejności uderzał w kieszenie Europejczyków.

Komisja Europejska: ETS to fundament Zielonego Ładu

W odpowiedzi na artykuł premiera Mateusza Morawieckiego rzecznik prasowy Komisji Europejskie Tim McPhie przekonuje, że unijny system handlu emisjami ETS zachęca do dekarbonizacji i generuje przychody – do wykorzystania przy okazji inwestycji w czyste źródła energii. Dzięki właśnie temu instrumentowi – zdaniem przedstawiciela KE – od 2005 r. udało się zmniejszyć emisje o 40 proc. Co ważniejsze: ETS w obecnym kształcie ma być fundamentem i unijnej polityki klimatycznej i Zielonego Ładu. 

McPhie przypomina również, że to rynek ustala ceny emisji CO2 w systemie ETS. Na razie bowiem zarzut o spekulacjach i manipulacjach finansowych nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych potwierdził, że nie ma dowodów na manipulacje rynkowe. Kontynuuje analizy, czy ETS działa zgodnie z zasadami rynków finansowych – zwraca uwagę rzecznik KE. 

Przypomnijmy, że na początku grudnia Sejm przyjął uchwałę wzywającą państwa UE do zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji. W 2014 r. cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła około 6 euro za tonę. Dziś przekracza już pułap 85 euro za tonę. Te koszty zostaną w efekcie przeniesione na odbiorców energii, których w 2022 roku czekają drastyczne, kilkudziesięcioprocentowe podwyżki cen prądu i ciepła. Jest to bezpośrednie uderzenie w bezpieczeństwo ekonomiczne milionów polskich rodzin i polskich przedsiębiorstw, którym zagraża ubóstwo i upadłość. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej nie może pozostać bierny wobec tak katastrofalnych skutków polityki klimatycznej UE – czytamy w przegłosowanym dokumencie.