Albo deszcz w Polsce zacznie padać teraz i nie przestanie przez 3 tygodnie, albo ceny jedzenia pójdą ostro w górę

Kwiecień to kolejny z rzędu miesiąc, który daje się we znaki rolnikom. Ci nie mają już cienia wątpliwości, do suszy, podobnej do zeszłorocznej. A to oznacza letnie podwyżki cen warzyw i owoców.

Zapłacilibyście 863 zł za kilogram ziemniaków? Taką cenę dla właściciela duńskiej sieci supermarketów wynegocjowało gospodarstwo Brødrene Kjeldahl.. U nas za kilo kartofli średnio zapłacimy ok. 2,44 zł. Maksymalnie złotówkę więcej. Na razie. Bo rolnicy ostrzegają, że nadchodzi susza. I to nawet, co najmniej taka jak rok temu.

Nawet największa susza w kraju nad Wisłą nie spowoduje, że w naszych sklepach, nawet tych najbardziej ekologicznych, cena zimniaków chociaż zbliży się do tych rodem z Danii. Chociaż to, że przy okazji wizyty w sklepie będziemy musieli sięgnąć głębiej do kieszeni, nie ulega już żadnych wątpliwości.

Dawno już nie było tak suchego kwietnia.

Problemy rozpoczęły się już w marcu. W pierwszych dwóch tygodniach z nieba jeszcze spadło średnio 5–10 litrów wody na metr kwadratowy. Ale potem było tylko gorzej. W kwietniu sytuacja stała się dramatyczna. Na 11 stacji meteo, uwzględnianych w Biuletynie Statystycznym GUS, aż 4 z nie zanotowały ani milimetra opadów. Od 1999 r. tylko raz było pod tym względem gorzej – w 2009 r.

Jak bardzo jest źle najlepiej widać przyglądając się kwietniowym normom opadów. Np. dla Warszawy to 35 litrów na metr kwadratowy. a dla Wrocławia – 37 l. Tymczasem na razie w tym miesiącu w stolicy kraju odnotowano ledwo jeden litr opadów, a w stolicy województwa dolnośląskiego raptem siedem.

Susza taka, jak rekordowa z zeszłego roku?

Najwięksi pesymiści z żalem zerkając w niebo wieszczą, że w tym roku może być tak samo jak w poprzednim. Albo i gorzej. A susza w 2018 r. dała się mocno we znaki tak w Polsce, jak i całej Europie. Dość powiedzieć, że w naszym kraju była największa od 1992 r. Wielkopolska, Dolny Śląsk, Opolszczyzna – to tylko część regionów, gdzie przez cały ubiegły rok spadło tylko 70–80 proc. rocznych norm deszczu i śniegu.

To bezsprzecznie miało wpływ na zeszłoroczne ceny. Najlepszym bodaj przykładem jest pietruszka, za którą jeszcze w 2017 r. trzeba było zapłacić ok. 3,20 zł za kg. Po suszach w 2018 r. cena podskoczyła o 300 proc. i za kilogram pietruszki trzeba było zapłacić ponad 9 zł. W tym roku, jak ostrzegają rolnicy, może być podobnie.

Trzy tygodnie deszczu bez przerwy.

Kwiecień to początek okresu wegetacyjnego roślin w naszej szerokości geograficznej. Właśnie zaczynają kwitnąć sady. Tymczasem wody jest jak na lekarstwo. Rolnicy twierdzą, że taka sytuacja będzie miała wpływ na plony. Np. na rynku tego lata może być wyjątkowo mało truskawek z Polski. Czy jest szansa jeszcze na ratunek przed tegoroczną suszą? Tak: opady deszczu przez trzy tygodnie bez przerwy. 

Do odbudowania stanu wód gruntowych, które są bardzo niskie, potrzeba ciągłego deszczu od trzech tygodni do miesiąca – twierdzi hydrolog Grzegorz Walijewski.

Wg Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie szanse, że susza znowu zawita do naszego kraju są jak realne. Mimo, że na przełomie kwietnia i maja przewidywane są opady deszczu na dużej powierzchni Polski. Bo dla roślin bardziej nie liczy się to ile spadnie z nieba, a to ile z tego zatrzyma się w samej glebie. A pod tym względem sytuacja też nie jest do pozazdroszczenia. To z kolei przez małą pokrywę śnieżną podczas zimy.

Z podobną sytuacją mamy praktycznie do czynienia od lat. Pomimo tego kwiecień nie jest jeszcze miesiącem kryzysowym dla roślin. Problemem będzie jednak maj, o ile nie będzie opadów – mówi wprost minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

Jednocześnie szef resortu rolnictwa obiecuje w razie konieczności podobną pomoc jak rok temu. Wtedy stawka pomocy wyniosła 500 zł na 1 ha powierzchni uprawy, na której powstały szkody spowodowane wystąpieniem suszy lub powodzi, obejmujące co najmniej 30 proc. i nie więcej niż 70 proc. danej uprawy.

Apel o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej.

Starając się zapobiegać problemom rolników polskich w najbliższej przyszłości, w trosce o nasz kraj występujemy do Pana z prośbą o rozważenie ogłoszenia stanu klęski żywiołowej, która już powoduje i niechybnie w najbliższych dniach i miesiącach spowoduje dalsze znaczne straty w rolnictwie i sadownictwie – czytamy w apelu Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni” do ministra rolnictwa. 

Rolnicy mają za sobą mocne argumenty. To ujemny bilans wodny na poziomie 20 proc. w stosunku do roku poprzedniego, w którym mieliśmy do czynienia z rekordową od lat suszą. To również zarejestrowany brak opadów charakterystycznych w ilości na obecną porę roku. Do tego dokładają komunikaty o konieczności podjęcia działań retencyjnych rzeki Wisły.

Dwie pory, czyli problem co roku.

Chociaż susza to groźne zjawisko tak dla całej gospodarki jak i pojedynczych kieszeni, to lepiej przyzwyczajać się do tego, że z brakiem odpowiedniej ilości wody będziemy już borykać się cały czas. Nasz klimat ma bowiem ewoluować w kierunku dwóch pór roku – chłodnej pory deszczowej zimą oraz suchej pory gorącej latem. Tak przynajmniej przekonuje prof. Szymon Malinowski wraz z badaczami klimatu Aleksandrą Kardaś i Marcinem Popkiewiczem w pracy “Nauka o klimacie” z 2019 r.