Dramatyczna sytuacja po zimie bez śniegu. Susza może zagościć w Polsce na stałe

Deszczu tyle, co kot napłakał, a o śniegu w zimie w ogóle nie ma co mówić. Efekt? Susza rolnicza i atmosferyczna obecnie nęka większość naszego kraju. To fatalne wiadomości przede wszystkim dla naszych portfeli.

„Obecnie na obszarze Kujaw, województwa zachodniopomorskiego poprzez województwo pomorskie, wielkopolskie oraz na połowie obszaru regionu łódzkiego, jak również warmińsko-mazurskiego, dane wskazują na bardzo intensywną suszę atmosferyczną i rolniczą” – podaje Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie

Bizblog.pl poleca:

I jeżeli sytuacja się nie zmieni – na co jednak się nie zanosi – to „rośliny na polach wiosną będą wzrastały już w warunkach suszy”. Jak alarmują sadownicy ze Związku Sadowników RP: „najlepsze warunki dla owoców to zwarta pokrywa śnieżna i niewielki mróz”. W innym przypadku uprawy nie mają szans na normalną wegetację, z czym możemy mieć za chwilę do czynienia.

W efekcie nie dość, że takich owoców jak jabłka, gruszki, śliwki, wiśnie i czereśnie może być po prostu mniej, to dodatkowo te dostarczone na rynek będą droższe nawet o kilkanaście procent.

Susza w Polsce już jest cykliczna?

Coraz mniejsze opady i bezśnieżna zima w Polsce to przecież nie tylko opis ostatniego roku, a raczej bardziej lat. Dlatego eksperci coraz częściej przekonują, że z taką gospodarką wodną – związaną także ze zmianami klimatycznymi – mamy już do czynienia w naszym kraju z cyklicznością suszy.

To efekt zarówno deficytów opadu, jak i istniejących warunków do retencji wody, w tym użytkowania terenu, stosowanych praktyk rolniczych, korzystania z zasobów wodnych itp. – diagnozują to zjawisko eksperci PGW Wody Polskie.

Stres wodny panuje nad Wisłą

Coraz mniej deszczu i śniegu ma swoje smutne konsekwencje. Zdaniem ONZ współczynnik dostępności wody poniżej średnio 1700 m sześc. rocznie powoduje stres wodny, tj. przekroczenie poziomu bezpieczeństwa wodnego. Dla Europy ów współczynnik średnio wynosi ok. 4500 cm sześc. Nasz kraj jest jednak na samym dole tej tabeli, bo na jednego Polaka średnio rocznie przypada zaledwie 1600 cm sześc. Resort gospodarki wodnej wskazuje, że „w okresie 1946-2016 obserwuje się wyraźny trend zmniejszania zasobów wodnych na mieszkańca”.

Ratunkiem może być większa retencja

Chociaż nie od dzisiaj mówi się, że nasz klimat zmienia się w kierunku tego śródziemnomorskiego, to jednak coraz większe deficyty wody nakłaniają do rychłego działania. A prawda jest tak, że recepta jest tylko jedna: lepsza i skuteczniejsza retencja. Już we wrześniu 2019 r. rząd przyjął uchwałę ws. założeń do programu podniesienia retencji w Polsce w latach 2021–2027. Program, którego przyjęcie przewiduje się na przełomie 2020 i 2021 r., ma dwukrotnie zwiększyć możliwości magazynowania wody w naszym kraju. Wartość inwestycji z tym związana szacowana jest od 10 do 14 mld zł.

Jeżeli chodzi o źródła finansowania, to mają być to w pierwszej kolejności fundusze UE. W grę wchodzą też kredyty udzielone przez takie międzynarodowe instytucje finansowe jak Bank Światowy, Bank Rozwoju Rady Europy, czy Europejski Bank Inwestycyjny.

Obecnie w zbiornikach retencyjnych jesteśmy w stanie pomieścić nie więcej niż ok. 4 mld m sześc. wody. To jakieś 6,5 proc. objętości średniorocznego odpływu rzecznego. A jak wskazują specjaliści warunki fizyczne i geograficznego naszego kraju pozwalają na retencjonowanie wód na poziomie nawet 15 proc.

Na celowniku zbiorniki wielofunkcyjne

Działania mające na celu zwiększenie możliwości retencyjnych już są podejmowane. Wody Polskie rozpoczęły wcześniej rewitalizacji Zalewu Rzeszowskiego. Na swoją kolej, co ma nastąpić jeszcze w tym roku, czekają: Zalew Zemborzycki w Lublinie, a także prace modernizacyjne na zbiorniku Jeziorsko i na Zalewie Sulejowskim. 

Na celowniku są przede wszystkim zbiorniki wielofunkcyjne, takie, które z jednej strony stanowią rezerwę wody w przypadku suszy, ale z drugiej mogą by zabezpieczeniem przed powodzią. 

Wymagane są również pilne prace mające zapobiec zjawisku tzw. niżówki, czyli wiosennych opadów wody w niektórych polskich rzekach. Już teraz jest to obserwowane na Warcie i jej dopływach, a także na Pilicy, Wieprzu oraz dolnej Noteci. Dlatego Wody Polskie planują w tym zakresie spore inwestycje, takie jak Stopnie Wodne Lubiąż i Ścinawa na Odrze, czy Stopień Wodny Siarzewo na Wiśle.