W ZUS straszą opcją atomową: miliony Polaków zostaną bez środków do życia. I to już wkrótce

Pracownicy ZUS padają pod naporem pracy. I frustracji. Brak podwyżek i spychanie wszystkiego na nich powoduje, że mówią: dość. A rząd nie chce z nimi rozmawiać i zamiast tego przerzuca kolejne zadanie: obsługę 500+. Padły mocne słowa: groźba ogólnopolskiego strajku, paraliżu państwa i wstrzymania wypłaty emerytur i rent. To by oznaczało, że co najmniej 7,8 mln Polaków nie dostanie pieniędzy. (Fot. Elzbieta Krzysztof/Shutterstock).

Strajk w ZUS? Pracownicy Zakładu rzeczywiście zostali zawaleni pracą. No bo z jednej strony nie byli jakoś bardziej odporni na koronawirusa niż inni, więc część z nich co chwilę lądowała na L4 i na kwarantannie. A w tym samym czasie okrojony skład musiał poradzić sobie z rosnącą liczbą zadań niż zwykle, no bo kolejne tarcze antykryzysowe, dodatkowe zasiłki itd. Od stycznia do kwietnia 2021 r. do ZUS wpłynęło o ponad 31 proc. więcej wniosków niż w tym samym okresie 2019 r.

Efekt był taki, że pracownicy z niczym się nie wyrabiali. „Gazeta Wyborcza” ostatnio pisała, że do połowy ubiegłego roku na wypłaty świadczenia z ZUS czekało 166 tys. Polaków, a w niektórych przypadkach opóźnienia sięgały nawet pół roku. Teraz niby jest trochę lepiej, choć pracownicy skarżą się, że nadal muszą pracować po godzinach. A rząd właśnie znowu dołożył im roboty, przerzucając z gmin na ZUS obsługę programu 300+, a za kilka miesięcy również 500+ prawdopodobnie trafi do ZUS. To przelało czarę goryczy.

W ZUS nie chcą 500+, chcą 1 tys. zł podwyżki

Protestujemy przeciwko przeniesieniu obsługi programu Rodzina 500+ z Ośrodków Pomocy Społecznej na ZUS!

– pisze Związkowa Alternatywa w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

To słowa, które padły w liście do minister rodziny i polityki społecznej Marleny Maląg 22 lipca. 

Nie jest jasne, dlaczego rząd chce przenieść całą obsługę 500+ z Ośrodków Pomocy Społecznej na ZUS. OPS-ów jest ponad osiem razy więcej niż oddziałów ZUS-u, a ponadto OPS-y zostały specjalnie przygotowane do obsługi programu. Trudno nam zrozumieć, czemu rząd chce rozbijać powstałą strukturę i obciążać kolejnymi obowiązkami ZUS

– pisze Związkowa Alternatywa.

I dodaje, że podziela obawy Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej, że planowane przeniesienie 500+ przy okazji spowoduje masowe zwolnienia pracowników samorządowych. Dokładnie 11 tys. pracowników, którzy dotąd obsługiwali program 500+.

Wiadomo, przeniesienie 500+ do ZUS to pomysł resortu rodziny. Ale związkowcom przy okazji chodzi o coś jeszcze innego: o podwyżki płac. I niby tu powinni pisać do prezes ZUS, ale wiadomo, że taka decyzja nie zapada w zarządzie zakładu, ale w gabinetach ministerialnych.

A więc Związkowa Alternatywa domaga się od Minister Maląg podwyżek w wysokości minimum 1 tys. zł netto, ale też ograniczenia nadgodzin, poprawy standardów BHP, a także wprowadzenia jasnych i transparentnych kryteriów awansów i premii. A, no i półrocznego płatnego urlopu dla poratowania zdrowia dla pracowników sali obsługi klientów i centrum obsługi telefonicznej, a trzymiesięcznego dla wszystkich pozostałych pracowników ZUS.

Jesienią w ZUS protesty, strajk, a nawet opcja atomowa

Dużo. A co, jeśli ministerstwo się na to nie zgodzi? Związkowcy piszą wprost: wejdziemy w spór zbiorowy, a w dalszej kolejności zorganizujemy akcję strajkową. I tak było na dzień 22 lipca. Tydzień później Piotr Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy opowiedział „Super Expresowi”, co dokładnie się stanie, jeśli rząd zignoruje związkowców z ZUS. Najpierw masowy protest pracowników ZUS w Warszawie, w październiku może dojść do ogólnopolskiego strajku.

Protest jest jak najbardziej realny. Tak zła i napięta sytuacja w ZUS-ie jeszcze nigdy nie była. Płace są bardzo niskie. Na starcie dostaje się minimalną krajową 2,8 tys. zł brutto. Po 5 latach można dobić do 3 tys. zł, a praca jest męcząca, wymagająca i żąda się od nas brania nadgodzin

– potwierdza Monika Ditmar, sekretarz zarządu głównego Związku Zawodowego Pracowników ZUS.

A Szumlewicz straszy, że protest pracowników ZUS może mieć potężne konsekwencje, z których rządzący zdają się nie zadawać sprawy, bo opcja atomowa to wstrzymanie wypłaty świadczeń. 

Grozi to paraliżem państwa. Wstrzymane zostaną wypłaty rent, emerytur i innych świadczeń. ZUS jest jedną z kluczowych instytucji. Chcemy, żeby rząd wiedział, że my o tym też wiemy

– powiedział Szumlewicz na łamach money.pl.

Ten paraliż państwa mógłby się wydarzyć już w październiku. Co to oznacza? ZUS co miesiąc wypłaca emerytury prawie 6 mln Polaków, do tego 652 tys. osób otrzymuje renty z tytułu niezdolności do pracy, a 1,2 mln renty rodzinne. To w sumie ponad 7,8 mln Polaków.

Część może i ma oszczędności, większość pewnie żyje z miesiąca na miesiąc. Wyobrażacie sobie to? Przecież ludzie nie mieliby za co opłacić rachunków i kupować żywności! Taki spadek konsumpcji byłby z pewnością widoczny nawet w danych makro.

Ta opcja atomowa to rzeczywiście przerażająca wizja i trudno sobie wyobrazić, że rząd wobec takich gróźb nadal przejdzie obojętnie. Inaczej bardzo boleśnie przekona się, co to znaczyć wkurzyć urzędnika ZUS.