Strajk górników. Takiego wrzenia nie było od lat, związki zbierają się w Katowicach i Wrocławiu

Ocena dotychczasowych rozmów z rządem i możliwa decyzja o reaktywowaniu Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w województwie śląskim – tym zajmą się związkowcy w Katowicach. Z kolei w stolicy Dolnego Śląska organizowane jest spotkanie Komitetów Protestacyjno-Strajkowych Kopalń i Elektrowni lokalizacji Bełchatów i Turów. 

W Katowicach i Wrocławiu spotykają się wszystkie centrale związkowe związane z przemysłem wydobywczym i z energetyką. Strajk górników nadchodzi wielkimi krokami.

Polski nie stać na odejście od energetyki węglowej w tak szybkim tempie, co spowoduje ogromne bezrobocie w naszych regionach i zubożenie społeczne

– czytamy w komunikacie związkowców z Dolnego Śląska.

Bizblog.pl poleca

Tym razem na samych apelach może się nie skończyć. Tak nerwowej atmosfery w polskim sektorze górniczym nie było od lat. Związkowcy mają serdecznie dość rządowej gry na zwłokę i żądają konkretów. Bo jak nie, to będziemy mieć strajk górników, jakiego dawno w naszym kraju nie było.

Strajk górników, a nie rozmowy z rządem

Premier Mateusz Morawiecki nie powinien być zaskoczony takim obrotem sprawy. Górnicy z Górnego i Dolnego Śląska w ostatnich miesiącach ostrzegali, że ich cierpliwość jest na wyczerpaniu.

My od początku chcemy rozmawiać o pożegnaniu z węglem od 2060 r. I czekamy na konkretne propozycje od rządu. Niestety, premier i jego ministrowie uparcie na ten temat milczą

– mówi szef górniczej Solidarności Bogusław Hutek.

Rząd ewidentnie nie ma gotowej strategii. Równolegle unijna komisja ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności (ENVI) zaproponowała parę dni temu zwiększenie limitu redukcji emisji CO2 do 2030 r. już nie o 40, ale o 60 proc. w porównaniu z emisją z 1990 r.

Jeszcze w lipcu rząd przekonywał, że chce konstruktywnych rozmów. Powołano do życia zespół, który miał wypracować do końca września główne kierunku reform polskiego górnictwa i całej energetyki. Na pierwszym spotkaniu górnicy wylali cały swój żal na import węgla. Potem wśród uczestników wykryto koronawirusa i resort aktywów państwowych rozważał organizację kolejnych rozmów zdalnie. W końcu doszło do drugiego spotkania, ale znowu konkretów nie było. I teraz nawet najbardziej nastawieni optymistycznie związkowcy już niczego po tych rozmowach nie oczekują. 

Nie posunęliśmy się ani o krok do przodu, w żadnej z najważniejszych kwestii

– wskazuje Dominik Kolorz szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności w rozmowie z TOKFM.

Na stole leżą już dwa scenariusze dla górnictwa?

Oficjalnie rząd nie zajmuje żadnego stanowiska. Przedstawiciele gabinetu Mateusza Morawieckiego dwoją się i troją, tylko po to, żeby podczas rozmów nie padało sformułowanie „zamykanie kopalń”. Wydaje się, że obecnie najważniejszym priorytetem ministrów z Warszawy jest nie prowokować i nie denerwować górników. Dlatego swego czasu wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin nie pokazał wszem i wobec planu zakładającego likwidację najmniej rentownych kopalń. Bo podobo sprawa jest cały czas otwarta.

Szukamy rozwiązań mniej społecznie dotkliwych

– przyznaje wicepremier Sasin

Tyle oficjalnie. Jak udało nam się dowiedzieć, tak naprawdę na stole są już możliwe scenariusze. Każdy zakłada likwidację najmniej rentownych kopalń oraz wiodącą rolę w restrukturyzacji Węglokoksu. Tomasz Heryszek, prezes Węglokoksu, ma przedstawić w Ministerstwie Aktywów Państwowych plan, w którym wszystkie finansowo zdrowe kopalnie na Górnym Śląsku trafiają pod skrzydła jego spółki. Z kolei te wyłącznie przynoszące straty – do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

Nieco inaczej na górnicze porządki patrzy Jarosław Grzesik, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, który chce, żeby przy okazji planowanej koncentracji pierwsze skrzypce grała spółka Węglokoks Kraj, w skład której od 2015 wchodzą dwie kopalnie: KWK Bobrek w Bytomiu i KWK Piekary w Piekarach Śląskich.

Węglokoks na ratunek, bo PGG tonie

Tak czy inaczej to właśnie Węglokoks ma być kluczowym podmiotem przy okazji uzdrawiania polskiego górnictwa. Z resztą o takim rozwiązaniu mówi się od miesięcy. Plotki przybrały na siłę po tym, jak Węglokoks miał złożyć ofertę zakupu na PGE Paliwa. I chyba faktycznie nie ma innej możliwości. Bo tylko w tym przypadku można mówić o jakieś stabilizacji finansowej. Właśnie dzięki niej Węglokoks mógł przeznaczyć 2 mln zł na walkę z koronawirusem (w tym ok. 780 tys. zł na maseczki, gogle i kombinezony ochronne – przekazane Śląskiemu Urzędowi Wojewódzkiemu).

Z kolei PGG, największa spółka górnicza w UE, zatrudniająca ok. 41 tys. pracowników, już ledwo wiązała koniec z końcem w zeszłym roku, przyczyniając się bardzo do miliardowej straty, jaką poniosło w tym okresie polskie górnictwo. Spadające na łeb i szyję zapotrzebowanie energetyczne przez pandemię koronawirusa, może okazać się ostatnim gwoździem do trumny spółki. Najlepiej o tym świadczą liczby: od stycznia do lipca 2020 r. PGG straciła aż 550 mln zł. Przychody spółki w tym czasie spadły aż o 2,7 mld zł. Nie ma co też liczyć na odbiór przez spółki energetyczne 7 mln ton węgla, na które mają opiewać umowy. PGG może jeszcze z tego wyciągnąć kary umowne, ale to i tak będzie kropla w morzu potrzeb, która na same pensje może nie wystarczyć. 

Trudno też się dziwić, że górniczym związkowcom, obecna sytuacja bardzo przypomina tę z 2015 r. Wtedy też Kompania Węglowa mocno krwawiła finansowo. Rząd ówczesnej premier Ewy Kopacz nie zdecydował się jednak na odważne decyzje i skończyło się na powołaniu do życia nowego podmiotu – PGG, który miał nie powtarzać błędów Kompanii Węglowej. Teraz jest już jasne, że tego paliwa starczyło raptem na 5 lat. I wychodzi na to, że na razie nie ma co liczyć na strategiczne rozwiązania. Tak jak PGG zastąpiła Kompanię, tak PGG ustąpić ma miejsca Węglokoksowi. 

PFR nie ma litości: najpierw restrukturyzacja, potem kasa

Zastąpienie PGG Węglokoksem to być może dobra rozwiązanie, ale na bardzo krótką metę. Widać wyraźnie, że Bruksela chce jak najszybciej wszystko zazieleniać i w takim też kierunku idą kolejne rozwiązania legislacyjne. To nie tylko zaostrzona i przyspieszona redukcja emisji CO2. To także chociażby plany związane z zakazem subsydiowania węgla i innych paliw kopalnych do końca 2025 r. W znacznie łagodniejszych warunkach prawnych powstawała PGG, której właśnie kończy się paliwo. To na ile go starczy Węglokoksowi?

Błędne jest też rozumowanie, że najpierw trzeba wnioskować o pomoc z tarcz antykryzysowych (dotyczy to nie tylko PGG, ale też JSW, każda z tych spółek wnioskuje o ok. 1,75 mld zł), a potem „jakoś to będzie”.

Tomasz Rogala, prezes PGG, kilka miesięcy temu tłumaczył, że bez sporego zastrzyka gotówki z tego tytułu spółka nie ma żadnych szans i już może szykować się do upadłości. To miał być koronny argument dla górników, żeby sami zgodzili się na ograniczenia w produkcji i wypłatach oraz zawiesili wypłatę 14. pensji. 

Ale ta układanka właśnie się rozpadła. Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, stawia sprawę jasno. Nie ma mowy o bezwarunkowej pomocy. O rozwiązaniu, w którym PGG i JSW najpierw dostają pieniądze z PFR, a potem ewentualnie pokazują jakiś plan restrukturyzacji – można od razu zapomnieć. Kolejność ma być dokładnie odwrotna. 

Branża górnicza może liczyć na pomoc Polskiego Funduszu Rozwoju tylko wtedy, gdy przedstawi plan naprawczy

– twierdzi szef Funduszu.