Stopy procentowe na poziomie 16 proc. To będzie rzeź, dlatego zacznijcie się szykować już teraz

Wydaje wam się, że mamy już wysokie stopy procentowe, a tymczasem one wciąż są niższe niż inflacja. Kiedy RPP rozpoczynała cykl podwyżek, różnica między główną stopą procentową a inflacją była mniejsza niż teraz. RPP zatem goni, a inflacja i tak odjeżdża jej jeszcze bardziej. Prawie połowa ekonomicznego świata uważa, że aby zwyciężyć z inflacją, stopy powinny być realnie dodatnie, a więc wyższe od inflacji. To by oznaczało, że sięgną nawet 15, może i 16 proc. Jest tu jeden mały haczyk, który powoduje, że mogłyby się zatrzymać na 10 proc.

Ostatnie doniesienia z frontu są takie: jeśli nie zdarzy się coś, czego nikt się nie spodziewa, stopy procentowe wzrosną jeszcze do 7 proc. z dzisiejszych 6 proc. To najświeższa opinia członka RPP Henryka Wnorowskiego.

Członkowie Rady mówią różne rzeczy, zwykle jednak wygłaszają opinie ostrożnie. Patrzymy, co na to rynek, zerkając na kontrakty terminowe na stopę procentową. I co?

Kontrakty FRA na WIBOR, który przecież po zakończeniu cyklu podwyżek zbliży się w końcu do głównej stopy procentowej zamiast ją wyprzedzać, 21 czerwca przebiły już nawet na chwilę 9 proc. A więc rynek uważa, że te 7 proc. to ciągle za mało i to nader optymistyczna prognoza.

I tak próbując coś prognozować, ciągle porównujemy, jaka jest różnica pomiędzy obecną stawką WIBOR a kontraktami na WIBOR. Albo jaka jest różnica pomiędzy stawką WIBOR a stopą procentową.

Ale warto zrobić inne porównanie: jaka jest różnica pomiędzy obecną stopą procentową a inflacją, z którą owa stopa ma walczyć. I okazuje się, że jest słabo. Bardzo słabo.

Realne stopy procentowe na głębokim minusie

Dlaczego? Otóż dziś inflacja wynosi 13,9 proc., a stopa referencyjna 6 proc. Aż? Raczej tylko. To oznacza, że jest niższa od inflacji o 7,9 pkt. proc. A mówiąc językiem ekonomistów, de facto mamy ujemne realne stopy procentowe na poziomie -7,9 proc.

Bizblog.pl poleca

Ciekawe, że tuż przed tym, gdy RPP uznała, że inflacja za bardzo rośnie, więc trzeba rozpocząć podnoszenie stóp, różnica pomiędzy inflacją a stopą referencyjną była mniejsza. We wrześniu 2021 r. wynosiła 5,8 proc.

A więc RPP próbuje inflację gonić, ale ta jej jeszcze bardziej odjeżdża. Jak to możliwe więc, że oddalamy się od króliczka i jednocześnie mówimy, że już prawie go złapaliśmy, więc koniec podwyżek stóp procentowych blisko?

No właśnie, może się okazać, że wcale nie tak blisko. Bo czy ujemną stopą procentową da się opanować inflację? Chłopski rozum podpowiada, że nie. Ale to nie takie proste. Co mówią ekonomiści? 

42 proc. z grona najbardziej znanych i wpływowych ekonomistów w Polsce uważa, że skuteczna walka z inflacją wymaga zwiększenia stóp procentowych powyżej bieżącej stopy inflacji – wynika z panelu przeprowadzanego przez „Rzeczpospolitą” i „Parkiet”,

Prawie połowa polskiego świata ekonomicznego uważa, że powinniśmy mieć dziś stopy nie na poziomie 6 proc., ale co najmniej 14 proc. A za kilka miesięcy, kiedy prognozowany jest szczyt inflacji, powinny one dobijać do co najmniej 16 proc. Wtedy – jak prognozują analitycy Credit Agricole – inflacja dobijać będzie do 15,6 proc.

Stopy powinny wzrosnąć do 10 proc. Co najmniej

Ale to niepełny obraz sytuacji. Ktoś powie, że w sumie więcej ekonomistów (50 proc.) uznało, że ujemnymi realnymi stopami procentowymi też da się zwalczyć inflację, więc właściwie za chwilę Rada może jednak skończyć z podwyżkami.

Kryje się tu pewna pułapka. Wielu z tych, którzy nie postulują wzrostu stóp do poziomu powyżej bieżących odczytów inflacji też uważa, że realnie ujemnymi stopami nie da się okiełznać inflacji. Rzecz jednak w tym, że stopy powinny być wyższe nie od bieżących odczytów wskaźnika inflacji, ale od oczekiwanej inflacji.

Czyli od jakiej? Takiej, która nie zawiera już chwilowych szoków, bo te w końcu miną. Mówimy więc o inflacji bazowej, która obecnie jest na poziomie 8,5 proc., a w najbliższych miesiącach wzrośnie prawdopodobnie jeszcze do 9-10 proc.

Wniosek? Stopy powinny wzrosnąć w Polsce co najmniej do 10 proc. To wersja optymistyczna.

Czy możliwa? Przypomnę tylko, co uważaliśmy za możliwe lub niemożliwe jeszcze zaledwie w marcu tego roku. Inflacja była wówczas jednocyfrowa, kiedy RPP zdecydowała się ponieść stopy z 2,75 proc. do 3,5 proc. Wtedy mówiło się raczej o tym, że owszem, stopy jeszcze wzrosną, ale raczej do 4,5 proc.

W tamtym czasie ekonomiści ING Banku Śląskiego jako pierwsi wychylili się z szokującymi prognozami. Najpierw nieśmiało, że poziom docelowy stóp to przedział 5-10 proc. Potem odważniej, wskazując na punktowa prognozę – 8,5 proc.

Wtedy połowa zamarła, druga połowa uważała, że to strachy na lachy. Dziś ci sami analitycy ING odbierają gratulacje, że przewidzieli, co nas czeka jako pierwsi, kiedy wydawało się to totalną abstrakcją. To tyle a propos tego, co dziś nam się wydaje możliwe.