Tysiące bezrobotnych w Polsce. Czekam na taką samą rzeź jak w Stanach Zjednoczonych

Od razu zaznaczę, choć nie brakuje już głosów łączących obie sprawy. Nie chodzi mi o falę protestów po uduszeniu przez policję George’a Floyda, a o sytuację na rynku pracy. MRPiPS podało niedawno wyliczenia dotyczące bezrobocia, zapowiadając jego wzrost w stosunku do kwietnia o 0,2 p.proc. Zaledwie 0,2! Gdy uczeni z Uniwersytetu Warszawskiego stwierdzili, że oficjalne statystyki są drastycznie zaniżone, pomyślałem, że szykuje się taki sam dramat jak w za oceanem.

Resort rodziny szacuje, że w maju stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła do 6 proc., a liczba osób bez pracy przekroczyła milion osób. Dokładnie na koniec maja w pośredniakach zarejestrowanych było 1 mln 11,7 tys. bezrobotnych, o ok. 46 tys. więcej niż w kwietniu 2020 r. Ministerstwo Rodziny podkreśla, że to niższy wzrost niż w kwietniu, gdy stopa bezrobocia wzrosła do 5,8 proc. z 5,4 proc.

Bizblog.pl poleca

Tarcza antykryzysowa chroni firmy. I… pracowników

W porównaniu z majem 2019 r. stopa bezrobocia rejestrowanego w końcu też nie zwiększyła się jakoś tragicznie, bo tylko o 0,6 p. proc. Z danych zawartych w systemie analityczno-raportowym CeSAR wynika, że w maju w urzędach pracy zarejestrowało się ok. 104 tys. bezrobotnych. Ok. 58 tys. w tym samym czasie wyrejestrowało się, z czego 46 tys. rozpoczęło pracę, staż lub działalność gospodarczą

Liczba osób, które zostały wyrejestrowane z urzędów pracy w związku z rozpoczęciem pracy lub własnej działalności gospodarczej, podjęciem pracy subsydiowanej oraz skierowaniem na staż lub szkolenie wyniosła 45,9 tys. i była wyższa w porównaniu z kwietniem br. o 13,6 tys. osób, czyli 42 proc. To dobra wiadomość

– zapewniła minister Marlena Maląg.

Pani minister przekonuje, że symboliczny wzrost rejestracji w pośredniakach, to efekt działań osłonowych podjętych przez rząd w ramach kolejnych wersji tarczy antykryzysowej. Ma do tego prawo. Jest politykiem.

(…) Sytuacja w Polsce jest dzisiaj stosunkowo stabilna, nie obserwujemy gwałtownych wzrostów. Bez wątpienia mają w tym udział nasze pakiety wsparcia dla przedsiębiorców składające się na tarczę antykryzysową i tarczę finansową, które realnie chronią miejsca pracy

– wskazuje minister Marlena Maląg.

A już myślałem, że to się zmieni

Podczas prac nad tarczą 4.0 część związkowców podniosła larum, że nowy przepisy stawiają w uprzywilejowanej pozycji pracodawców i pogarszają sytuację pracowników.

Uuuu! – pomyślałem wtedy. – Jeśli dodać do tego większą kasę dla bezrobotnych w ramach zasiłków i nowego świadczenia solidarnościowego, to może być tak samo ciekawie jak w Ameryce, gdzie w ciągu kilku tygodni zarazy liczba bezrobotnych wzrosła ponad dziesięciokrotnie…

Niestety mój wyczulony na katastrofę nos, tym razem mnie zawiódł. Okazało się, że fakt, w ramach nowych przepisów rząd rzeczywiście rozszerzył katalog sytuacji, w których firmy będą mogły podjąć 20-procentowe cięcia wymiaru etatu lub pensji o połowę. Ale chodzi jedynie o doprecyzowanie regulacji wprowadzonych przez pierwszą wersją tarczy.

Nie dość na tym, aby skorzystać z takiej opcji na warunkach wprowadzonych przez tarczę 4.0, oprócz spadku obrotów o 15 proc. firmy będą musiały wykazać dodatkowo wzrost obciążeń funduszu wynagrodzeń o ponad 30 proc. Dodatkowo redukcja czasu pracy została ograniczona czasowo.

Lipa, nie dość, że trudniej będzie pracownikowi obniżyć pensję, to na dodatek nie można mu obciąć jej na zawsze. Wprowadzono bowiem dwa ważne limity. Pierwszy ogranicza przestój ekonomiczny do pół roku, licząc od miesiąca, w którym obroty firmy wróciły do poziomu sprzed lockdownu. A jeśli wyniki się nie poprawią, to i tak rok po ustaniu epidemii trzeba będzie przywrócić zatrudnionym wcześniejsze warunki.

Polska to nie USA, a Duda to nie Trump

Nie da się ukryć, że informacja o rzekomym uelastycznieniu rynku pracy, którego tak wystraszyły się związki, padła u mnie na żyzny grunt. Pomyślałem, że skoro Andrzej Duda postanowił wzorem Donalda Trumpa wprowadzić nadzwyczajny dodatek dla bezrobotnych, to może wzorem naszego potężnego sojusznika, rząd rzuci na ołtarz wzrostu gospodarczego przywileje pracownicze. Nic z tego.

Nie dość, że prezydent Duda zrezygnował z tego, by tak jak w USA, covidowe było wypłacane jako dodatek do zasiłku dla bezrobotnych, to jeszcze podwyżkę zasiłku dla bezrobotnych zafundował Polakom dopiero od września. Nie będzie więc świadczeń wyższych od płacy minimalnej.

Że propozycja prezydenta Dudy to zżynka z amerykańskiego covidowego, nie mam wątpliwości. Donald Trump wprowadził specjalny dodatek do zasiłku dla zwolnionych przez lockdown i epidemię kilka tygodni temu, w Polsce po ostatnich zmianach została tylko nazwa. Za oceanem świadczenie jest wypłacane przez trzy miesiące, też można starać się o pieniądze do końca sierpnia i również minimalnie przewyższa regularne zapomogi wypłacane Amerykanom bez pracy.

Różnica polega na tym, że wprowadzony przez Trumpa dodatek pozwala w najbardziej hojnych stanach żyć na poziomie, o którym większość Polaków nawet dobrze sytuowanych może pomarzyć. Bezrobotni dostają tam bowiem ponad 1000 dolarów (niecałe 4 tys. zł) tygodniowo…

Dodając do tego łatwość, z jaką firmy mogą za oceanem, zwalniać pracowników, gwałtowny wzrost rejestracji nowych bezrobotnych w szczycie lockdownu, w ogóle nie powinien dziwić.

A może bezrobocie jeszcze podskoczy?

Z prognoz Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że wzrost stopy bezrobocia do dwucyfrowego poziomu staje się coraz mniej prawdopodobny. W majowym „Miesięczniku Makroekonomicznym PIE” czytamy, że dane napływające z Urzędów Pracy wskazują, że wzrost liczby osób bezrobotnych jest niższy, niż prognozowano jeszcze dwa miesiące temu.

Naszym zdaniem, na koniec maja stopa bezrobocia wyniosła 6,2 proc. To wciąż niewiele na tle historycznych wielkości

– przekonuje PIE.

W opinii analityków PIE nie oznacza to wcale, że w kolejnych miesiącach nie wzrośnie liczba osób bez pracy. Ich zdaniem największy wzrost bezrobocia może nastąpić czerwcu, bo wtedy kończą się okresy trzymiesięcznych wypowiedzeń wręczanych od połowy marca.

Tymczasem eksperci Wydziału Nauk Ekonomicznych oraz Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wraz z ośrodkiem badawczym GRAPE oraz Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych przyglądają się rynkowi pracy w czasie epidemii COVID-19 w ramach badania „Diagnoza+”, uważają, że faktyczna stopa bezrobocia już w na koniec kwietnia osiągnęła wartość dwucyfrową…

Z ich wyliczeń wynika, że liczba osób bez pracy mogła wzrosnąć w kwietniu do 1,5 mln, a to oznacza 10,3-proc. bezrobocie, a więc niemal dwukrotnie wyższe niż podał GUS (5,8 proc.). Z Diagnozy+ wynika, że w czasie pandemii pracę mogło stracić ok. 660 tys. Polaków, z których co piąta (120 tys.) zarejestrowała się w urzędzie pracy. Pozostali nie uczynili tego, bo po pierwsze pośredniaki były zamknięte, a po drugie uznali, że podczas epidemii i tak nie uda im się znaleźć zatrudnienia.

100 tys. osób, które w kwietniu i maju powiększyły grupę zarejestrowanych bezrobotnych, nie pokazuje faktycznej sytuacji na rynku pracy w czasie epidemii, bo większość osób, które straciły pracę, nie zarejestrowała się w urzędach pracy

– wyjaśnia prof. Joanna Tyrowicz z Wydziału Zarządzania UW.

Zamiast 24 proc. bezrobotnych tylko 13,3

Jeśli niezależni eksperci rynku pracy, nie mylą się w swoich wyliczeniach, wkrótce dowiemy się, ilu naprawdę Polaków straciło pracę w czasie zarazy. I nawet jeśli rację mają najwięksi pesymiści, że bezrobocie przekroczyło już 10 proc., to mimo wszystko wciąż daleko nam do takiego tąpnięcia, jak w USA, gdzie w kwietniu bezrobocie wzrosło do 14,7 proc.

Tam też nie brakuje sceptyków, którzy narzekają na oficjalne dane podawane przez Bureau of Labour Statistics. Prezes Banku Rezerw Federalnych Minneapolis Neel Kashkari spodziewał się, że oficjalna stopa bezrobocia wyniesie w kwietniu 16-17 proc., ale jak zaznaczył, jego zdaniem dane te nie ukazują pełnej sytuacji na amerykańskim rynku pracy.

Rzeczywisty odsetek pozostających bez pracy to prawdopodobnie 23, a może nawet 24 proc. całego amerykańskiego społeczeństwa

– przekonywał.

I choć w piątek 5 czerwca przed publikacją danych przez BLS było nerwowo, to okazało się, że niepotrzebnie, bo oficjalna stopa bezrobocia w USA spadła w maju do 13,3 proc. Donald Trump dosłownie piał z zachwytu. Czy u nas też politycy będą cieszyć się ze spadku liczby osób bez pracy, przekonamy się 24 czerwca. Cztery dni przed wyborami prezydenckimi.