W Krakowie chcą wygonić auta z centrum. Wprowadzają najwyższe w kraju stawki za parkowanie

W grodzie Kraka pierwszy raz od 10 lat zmieniono stawki za parkowanie. Urzędnicy za pierwszą godzinę chcieli kasować nawet 9 zł. Stanęło na 6 zł, co i tak jest rekordem w skali kraju.

Fot. JB/Bizblog.pl

Chociaż letnia aura i przejrzyste niebo pozwalają szybko zapomnieć o smogu, to polskie miasta robią, co mogą, żeby przygotować się na kolejną bitwę o czyste powietrze. 

Źródła emisji najgroźniejszego pyłu PM10 są doskonale znane. Zdecydowanie przoduje tutaj niska emisja z gospodarstw domowych. Ubóstwo energetyczne nadal jest główną przyczyną palenia w starych piecach — ludzie wrzucają do nich czasem dosłownie wszystko, co jest pod ręką. 

Samochody też smrodzą i trują

Rządowy program “Czyste Powietrze” miał być plastrem na tę ranę, ale przynajmniej jak na razie jak krwawiło, tak dalej krwawi. Być może wszystko zmieni dopuszczenie do dystrybucji dopłat finansowych samorządów i banków komercyjnych, o co wnosi też Komisja Europejska. 

Ruch drogowy ma odpowiadać, jak podaje Polski Alarm Smogowy, za ok. 10 proc. emisji niebezpiecznego PM10. Nie dziwią więc zakusy samorządowców, by tym samym liczbę samochodów u siebie ograniczać. Zwłaszcza tam, gdzie smog robi naprawdę spore spustoszenie, rozsławiając przy okazji dane miasto na cały świat.

Tak z pewnością jest w Kraków i w okolicznych gminach: Wieliczce, Myślenicach, Tuchowie, Lubieniu, czy Suchej Beskidzkiej. Już w tym roku władze grodu Kraka organizowali darmową komunikację miejską, po tym, jak Kraków znalazł się na szóstym miejscu światowego rankingu miast z najgorszym powietrzem — według airvisual.com. 

Tak chcą uderzyć w smog

Trudno przypuszczać, że w najbliższym sezonie grzewczym niebo nad Wawelem będzie jasne i bez zanieczyszczeń. Niestety, tak tu, jak i w wielu innych polskich miasta smog pewnie znowu osiągnie rekordowe poziomy. 

Samorządowcy więc prześcigają się w pomysłach na skuteczną walkę z zanieczyszczeniem powietrza. W Łodzi np. stworzą własny system dopłat do wymiany pieców, zakładający refundację nawet na poziomie 80 proc.

W Krakowie postanowili pójść jednak nieco innym tropem. Urzędnicy, tak jak zresztą od miesięcy zapowiadali, zaproponowali nowe stawki za parkowanie w centrum. Na początku mówili o 9, 7 i 5 zł (w zależności od konkretnej strefy – A, B lub C) za pierwszą godzinę parkowania. Za każdą kolejną jeszcze drożej. Np. za trzecią: 11, 9 i 7 zł.

Przedstawiciele krakowskiego magistratu przekonywali, że dopiero jak kierowca głębiej będzie musiał sięgnąć do kieszeni — zastanowi się dwa razy, czy rzeczywiście warto pchać się do centrum swoim autem.

Autopoprawka prezydenta poprawia nastrój kierowcom

Opozycja grzmiała, przy okazji przyjmowania nowych stawek, że to rozbiór w biały dzień. W końcu prezydent Krakowa Jacek Majchrowski uznał, że z nowymi stawkami za parkowanie nieco przeszarżowali i trochę złagodził nowe regulacje.

Według wprowadzonej autopoprawki ceny za parkowanie w poszczególnych strefach będą wynosić: 6 zł (za pierwszą i każdą kolejną godzinę), 5 zł i 4 zł. Z kolei kara za brak obowiązkowych opłat (dzisiaj to 50 zł) z proponowanych 200 stanęła na 150 zł. Zdecydowano także o zniesieniu abonamentu w wysokości 25 zł miesięcznie dla takich instytucji jak Zarząd Zieleni Miejskiej, Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, czy Urząd Wojewódzki.

Patrząc na miejskie tendencje w Europie i też poza jej granicami, ale również obserwując coraz odważniejsze w tym względzie decyzje polskich samorządowców lepiej przyzwyczajać się do centrów miast z co najmniej utrudnionym dostępem dla ruchu kołowego. 

Narzekacie na Kraków? W innych miastach auta lepiej gonią

Np. w grudniu zeszłego roku w Madrycie wprowadzono ograniczenie dostępu dla pojazdów zasilanych gazem wyprodukowanych przed 2000 r. i pojazdów z silnikiem wysokoprężnym wyprodukowanych przed 2006 r. W 2020 r. starsze samochody z silnikami wysokoprężnymi i gazowymi nie będą w ogóle wpuszczane na parking w hiszpańskiej stolicy.

W Paryżu z kolei zakaz wjazdu do centrum dotyczy samochodów wyprodukowanych przed 1997 r. Teraz centrum miasta jest wolne od samochodów w każdą pierwszą niedzielę miesiąca: od godz. 10 do 18. Miasto chce do 2020 r. uruchomić też ulice przeznaczone wyłącznie dla aut elektrycznych.

Antysamochodowe tsunami nie ominęło też Nowego Jorku. Tam mnożą się strefy wyłącznie dla pieszych w popularnych miejscach, takich jak Times Square, Herald Square, czy Madison Square Park. Auta nie wjadą już też na wewnętrzne ulice Central Parku, który co roku odwiedza około 42 mln osób.

Spore zmiany można zaobserwować też w Oslo. W tym roku w stolicy Norwegii wprowadzono ograniczenie dostępu dla pojazdów prywatnych, nowe chodniki dla pieszych i uszczuplono miejskie parkingi o 700 miejsc. Tamtejsi urzędnicy zakładają, że miasto do 2020 r. będzie wolne od pojazdów prywatnych. Taki zakaz planowano wprowadzić już teraz. Jeden z konserwatywnych opozycjonistów nazwał te zakusy “murem berlińskim przeciwko kierowcom”.