Startupy padają jak muchy. Tracą płynność finansową, ale część rządów chce je ratować

41 proc. startupów ma gotówkę na mniej niż 3 miesiące działania. Jedne startupy kończą działalność, inne zwalniają większość załogi, a jeszcze inne patrzą łaskawym okiem na rządowe granty.

Największym giełdowym debiutem tego roku miało być Airbnb. Startup przez lata z symbolu ekonomii dzielenia się przekształcił się w nowoczesną firmę hotelarską, która nie posiada… nieruchomości.

Bizblog.pl poleca

Jeszcze siedem miesięcy temu Airbnb zapowiadało debiut w 2020 roku. Być może nie przekroczyłby on debiutu Ubera (72 mld dol.), ale zapewne przebiłby wycenę z 2017 roku. Inwestorzy wycenili wówczas firmę na 31 mld dol., kupując udziały warte 1 mld dol.

Dziś Airbnb przechodzi ogromny kryzys

Podobnie jak cały świat turystyki. W marcu rezerwacje w Nowym Jorku spadły o 66 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Przychody sektora za cały kwartał spadły o jedną czwartą, a przecież dopiero jego ostatnie tygodnie odcisnęły piętno kwarantanny na większości krajów.

Airbnb obniżyło swoją wycenę do 26 mld dol. w miarę jak firma przedłużała okres zwrotów za odwołane rezerwacje. To jednak dopiero początek wyliczanki startupów, które odcięte od finansowania inwestorów mają problemy z zachowaniem płynności finansowej.

Polskie Booksy zwolniło połowę załogi

Jeszcze nieco ponad miesiąc temu Booksy startowało z akcją wsparcia dla salonów urody. Teraz samo stoi nad krawędzią. Aby ratować spółkę przed katastrofą, jej założyciel i szef Stefan Batory już zwolnił 150 osób.

Jeszcze miesiąc temu nastawialiśmy się na wzrost, teraz mamy dwa priorytety: przetrwanie firmy i pomoc branży. Chcemy ochronić pozostałe miejsca pracy u nas i w salonach naszych klientów

mówił szef Booksy.

41 proc. startupów ma gotówkę na mniej niż 3 miesiące działania.

Ponury obraz ekosystemu startupowego wyłania się z badania Startup Genome. Nie chodzi tu tylko o spadek przychodów czy brak pomocy ze strony rządu (dotyczy to 1/3 przebadanych firm), ale konieczność znacznego cięcia kosztów.

Trzy czwarte startupów musiało pożegnać się z przynajmniej jednym pracownikiem; blisko 40 proc. zwolniło 20 proc. lub więcej członków załogi, a jedna czwarta nawet ponad 60 proc.

Dane pochodzą ze strony Layoffs, która skupia się przeważnie na firmach ze Stanów Zjednoczonych, więc informacje nie są pełne. Działanie zakończyły m.in. Modist, Stoqo czy Hooq. Pierwsza firma operuje na rynku luksusowych marek modowych i przed zwolnieniem całej załogi zebrała od inwestorów 12 mln dol. Druga to indonezyjska platforma dowożąca świeże produkty w Jakarcie, która z dnia na dzień zwolniła 250 ludzi.

Rekordzista Groupon

Hooq to zaś join venture pomiędzy największym operatorem telefonicznym Singapuru, Sony i Warner Bros. Aplikacja świadczyłą usługi VOD, ale nie zdołała przekonać do siebie wystarczającej liczby użytkowników.

Najwięcej zwolnił Groupon – aż 2,8 tys. ludzi. To 44 proc. załogi. Decyzję tę ogłoszono w połowie marca, kiedy kurs firmy leciał na szyję. Od tego czasu zdążył się nieco odbić się od dna.

Kryzys spowodowany koronawirusem może być testem dla młodych innowacyjnych firm, które nagle będą musiały zacząć działać na rynkowych warunkach. Duża część z nich zapewne upadnie, ale przecież wpisane jest to w startupowe DNA. Inne uratować mogą rządy, jak np. ten brytyjski, który ogłosił plan ratowania sektora high-tech, opiewający na 1,6 mld dol. Będzie się on składał z pożyczek zamiennych i grantów na rozwój.