Stało się. Polacy utknęli w kredytowej pułapce

Jeszcze w maju rok temu zaledwie trzynastu Polaków otrzymało pomoc w spłacie kredytu w ramach Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. W kolejnych miesiącach kolejnych kilku, najwyżej kilkunastu. Tak było aż do lutego tego roku. W marcu trzeba było pomóc 178 złotówkowiczom. I się zaczęło. W sumie od początku roku FWK wsparł co najmniej 635 osób, przejmując czasowo spłaty ich kredytów wartych 36,5 mln zł. To prawie tyle, ile w ciągu sześciu poprzednich lat. Dzieje się, a prawdziwe kłopoty mają nadejść przecież dopiero jesienią.

Fundusz Wsparcia Kredytobiorców istnieje już od kilku lat. Składają się na niego banki, by ratować kredytobiorców w naprawdę trudniej sytuacji, czyli tych niezdolnych regulować rat.

Warunki są restrykcyjne. Albo jeden z kredytobiorców stracił pracę i ma status bezrobotnego. Albo rata przekracza 50 proc. dochodów kredytobiorcy. Albo po spłacie raty zostaje mu w portfelu mniej dwukrotność minimum socjalnego, czyli 1552 zł dla gospodarstwa jednoosobowego albo 1200 zł na osobę w przypadku gospodarstwa wieloosobowego.

W FWK obecnie jest 600 mln zł do wykorzystania, tylko większość tych pieniędzy latami leżała i czekała, bo kredytobiorców z takimi kłopotami jakoś nie było. Do teraz. Dlatego rząd w ramach pakietu pomocy złotówkowiczom zmusił banki, by dosypały do Funduszu jeszcze w tym roku 1,4 mld zł, a w przyszłym kolejne 2 mld.

I słusznie, bo chętnych na pomoc (2 tys. zł dopłaty do rat co miesiąc przez trzy lata) przybywa. Chętnych i spełniających te i tak restrykcyjne kryteria.

Kredytowa kula śnieżna

Jak wynika, z danych BGK, który FWK prowadzi, tylko w ciągu niespełna pięciu miesięcy tego roku co najmniej 635 Polaków podpisało umowy z Funduszem na takie awaryjne wsparcie. Wartość kredytów, które wymagają ratunku to 36,5 mln zł – to niemal tyle, ile w ciągu poprzednich sześciu lat, czyli od 2016 do końca 2021 r. (37,7 mln zł). A więc widać wyraźnie, jak gwałtownie pogarsza się sytuacja kredytowa Polaków. 

Spójrzmy jeszcze na poszczególne miesiące. Jeszcze w styczniu wartość umów na wsparcie przez FWK wynosiła 31,5 tys. zł, w lutym już nieco 500 tys. zł, w marcu 10 mln zł, a w kwietniu 21 mln zł. Kula śnieżna.

I jeszcze jedna ciekawostka. Kiedy Fundusz Wsparcia Kredytobiorców powstał w 2016 r., to w tym roku był najbardziej potrzebny, a liczba zawartych umów na pomoc byłą rekordowa – wynosiła 481. No i właśnie pobiliśmy ten rekord, choć nie minęła jeszcze nawet połowa roku.

Co dalej z hipotekami Polaków? Będzie tylko gorzej

Z kilku powodów. Po pierwsze, stopy procentowe z pewnością jeszcze wzrosną, kwestią dyskusyjną jest tylko, o ile? Jeśli brać pod uwagę najbardziej radykalny scenariusz na dziś, czyli nawet do 10 proc., jak prognozują analitycy ING Banku Śląskiego, raty wzrosną jeszcze o 50-60 proc. I to od dzisiejszego poziomu.

Scenariusz konserwatywny mówi o wzroście stóp do 6-7 proc. z obecnego poziomu 5,25 proc.

Powód drugi? Raty kredytów nie rosną co miesiąc wraz z kolejną decyzją RPP. Rosną co trzy lub sześć miesięcy w zależności od tego, czy klient w umowie zapisany ma WIBOR 3M czy WIBOR 6M. Wielu Polaków płaci więc jeszcze raty na bazie niższej stawki WIBOR i kolejne uderzenie w budżet dopiero przed nimi, nawet, gdyby stopy już nie wzrosły.

Po trzecie, zanim zepsucie się kredytu będzie widać w danych, musi minąć jakiś czas. Wniosek o wsparcie i podpisanie umowy to procedura, która musi chwilę potrwać. Z kolei, by Biuro Informacji Kredytowej uznało kredyt za opóźniony, czyli „psujący się”, musi minąć min. 30 dni od nieuregulowania należności wobec banku. 

BIK ostatnio szacował, że znaczące pogorszenie się jakości kredytów zobaczymy najwcześniej jesienią. O jakiej skali mówimy? Znów wrócę do szacunków BIK według którego potencjalnie najbardziej ryzykowny portfel hipotek z lat 2020-2021, kiedy stopy procentowe były rekordowo niskie, to 91 tys. umów kredytowych o wartości 23 mld zł.

Zatem to, co pokazują liczby dotyczące umów na wsparcie z FWK to bardzo dynamiczny, ale jednak dopiero początek.