Kocioł Czarownic jeszcze bardziej elektryzujący. Wszystko przez posażnego sponsora

Martwicie się, jak będzie z awansem naszych piłkarzy do Euro 2020? Całkiem niepotrzebnie. Wystarczy, że Stadion Śląski w blasku Taurona Polska Energia będzie gospodarzem meczów eliminacyjnych, a futbolowa Fortuna będzie nam sprzyjać.

Budowa stadionu sportowego to ryzykowana inwestycja. Tak, ludzie chcą, bo wstydzą się siedzieć na tej samej ławeczce od trzech dekad i dobrze, żeby zawodnicy nie musieli omijać dziur w murawie. Tylko co później z tym fantem zrobić? Można rozegrać jeden, drugi, trzeci mecz i co dalej? Koszty utrzymania molocha są gigantyczne. To tak jak z obiektami kultury, od początku dla wszystkich jest jasne, że jeśli mają funkcjonować, to muszą być dofinansowane.

A koszty utrzymania sportowych obiektów są naprawdę spore. Stadion Narodowy potrzebuje w ciągu roku ok. 17 mln zł. W przypadku Stadionu Energa Gdańsk to wydatek rzędu 15–19 mln zł. Co najmniej 10 mln zł to z kolei roczne utrzymanie Stadionu Śląskiego w Chorzowie.

Tymczasem największe areny sportowe mają mocno ograniczone możliwości zarabiania. Zawody sportowe, sprzedaż biletów i praw do transmisji to zaledwie solidna podstawa, ale zdecydowanie za mało, żeby obiekt utrzymać. Dlatego zarządzający stadionami coraz częściej idą w organizację niesportowych wydarzeń. WS grę wchodzą pikniki, sympozja, targi, konferencje i koncerty. Ale nawet w takiej sytuacji zapiąć budżet na finansowy guzik jest bardzo trudno.

Spółki energetyczne

Jeśli myślicie, że nękający od miesięcy Polskę temat podwyżek cen prądu spędza sen z powiek władzom spółek energetycznych, to najwyższy czas się obudzić. Koncerny nie mają powodów do zmartwień. Są w tak dobrej kondycji, że celują głównie w budowanie własnego prestiżu. W tym celu łożą na sport. I to całkiem, całkiem sporo. Ale od sponsorowania jakiejś drużyny zdecydowanie bardziej wolą wydawać pieniądze na obiekty.

Wiadomo, taka Legia, Pogoń czy inny Górnik zawsze może w trakcie sezonu zgubić formę. A oglądać nazwę swojej firmy na samym dole ligowej tabeli nigdy nie jest fajne. Co innego taki Narodowy czy Śląski. Stoją i stać będą. Nie ma mowy o gorszej kondycji i małej liczbie zebranych punktów. To coś trwałego i solidnego.

Chyba nie ma szczęśliwszego dnia dla zarządzającego stadionem, kiedy do jego drzwi z propozycją sponsorską zapuka przedstawiciel bogatej firmy. Finansowy ciężar spada mu wtedy z serca i przez chwilę wydaje się, że wszystko jest możliwe, a cuda się zdarzają. Trzeba tylko postarać się o jak najdłuższy termin obowiązywania umowy i odpowiednią wysokość przelewanej z tego tytułu co roku kwoty. A że w zamian nazwa stadionu musi ulec zmianie, bo sponsor chce zabłysnąć w nazwie? No i co z tego?

Spółki Skarbu Państwa wiodą prym w sponsoringu sportowym.

Ponad 916 mln zł – tyle osiągnął polski rynek sponsoringu sportowego w ubiegłym roku. Wśród 20 największych sponsorów 11 to spółki Skarbu Państwa. Mowa o Enea, Energa, Grupa Azoty, Grupa Lotos, JSW, KGHM, PKN Orlen, PGE, PGNiG, PKO BP i Tauron Polska Energia. Największy kawałek tortu (32,3 proc. wydatków sponsorskich) przypada na piłkę nożną. Na drugim miejscu jest siatkówka (18,3 proc.), a na trzecim sporty motorowe (13,3 proc.).

Najwięcej na sponsoring wydaje branża energetyczna (17,7 proc. w 2018; w 2017 r. 18,7 proc.). Po piętach depczą jej firmy paliwowe odpowiednio (17,5 proc. i 16,7 proc.). Trzecie miejsce przypadło w udziale firmom motoryzacyjnym (6,9 proc. i 6,2 proc.).

Spółka w nazwie stadionu. Taki energetyczny klimat.

Nikomu do głowy nie przyjdzie psioczyć, że Lewandowski strzela gola na PGE Stadionie Narodowym, a nie po prostu na Stadionie Narodowym. Przecież dzięki takiemu zabiegowi jest zastrzyk gotówki potrzebny do utrzymania obiektu. Nie ma co sarkać. Zresztą wystarczy się dobrze rozejrzeć, żeby się przekonać, że to zjawisko coraz bardziej powszechne.

Przykładów sympatii spółek energetycznych do sportowych obiektów nie brakuje. To już nie tylko PGE Stadion Narodowy, Stadion Energa Gdańsk czy Tauron Arena w Krakowie. Teraz do tej grupy obiektów wspieranych przez spółki energetyczne może dołączyć Stadion Śląski.

Śląski z Tauronem pod rękę.

Rozmowy między przedstawicielami Tauron Polska Energia i Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego, który zarządza Stadionem Śląskim, są już na finiszu. Efektem ustaleń jest umowa sponsorska, której pokłosiem byłaby zmiana nazwy słynnego Kotła Czarownic na Tauron Stadion Śląski. Urzędnicy na razie nie chcą zdradzać szczegółów kontraktu.

Wiadomo, że umowa miałaby zacząć obowiązywać jeszcze w tym roku. Bo dla samorządowców ważne jest, żeby w roku wyborczym upamiętnianie rocznic kolejnych powstań śląskich zrobić naprawdę z wielką pompą. A Stadion Śląski miałby być centrum tych wydarzeń. Dlatego nie ma co czekać. Porozumienie między samorządem wojewódzkim a energetyczną spółką miałoby być podpisane na 5 lat. Rokrocznie Tauron przekazywałby na rzecz Stadionu Śląskiego milion złotych.

Tauron na Śląskim celuje w mistrzostwo Europy.

Co skłoniło Tauron Polska Energia do takiego kroku? Z pewnością nie sukcesy śląskiej piłki nożnej. Tu jest raczej lament i zgrzytanie zębami. Kluby będące przed laty wizytówką polskiej piłki teraz udanie lub nie ratują się przed spadkiem klasę niżej (Ruch Chorzów, GKS Katowice). Degradacja nie grozi już Górnikowi Zabrze, który jednak przed sezonem miał zdecydowanie większe ambicję. Jedynym wyjątkiem jest Piast Gliwice, który prowadzony przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski Waldemara Fornalika, grając na nosie Legii Warszawa i Lechowi Poznań na dwie kolejki przez końcem sezonu znajduje się na czele tabeli.

Ale nawet Piast w koronie mistrza Polski to dla sponsorów za mało. Tym bardziej może dziwić decyzja Tauron Polska Energia. Sęk w tym, że obiecując Stadionowi Śląskiemu milion złotych rocznie, sponsor szykuje się na lekkoatletykę. A tutaj faktycznie Śląski może mieć sporo do powiedzenia.

W Chorzowie już cyklicznie zaczynają być rozgrywane największe memoriały lekkoatletyczne, m.in. Kamili Skolimowskiej i Janusza Kusocińskiego. A teraz Śląski chce się pokazać jeszcze bardziej i rozpoczął starania o organizację Mistrzostw Europy w lekkoatletyce w 2024 r. A taki anturaż już dużo bardziej odpowiada Tauronowi niż przaśna śląska piłka.

Czy spóła dobrze wybrała, dowiemy się za rok. Wiosną 2020 r. poznamy gospodarza lekkoatletycznych mistrzostw Europy w 2024 r. Z Chorzowem rywalizują szwedzki Goeteborg, białoruski Mińsk i fińskie Tampere.