mBank idzie pod młotek. Niemiecki właściciel pozbywa się swej perły w koronie, bo pilnie potrzebuje kasy

Jest w świetnej sytuacji finansowej, przynosi setki milionów złotych zysku i ma rzesze wiernych klientów. mBank to dla Commerzbanku kura znosząca złote jaja, ale Niemcy chcą się go pozbyć. To nie jest jednak irracjonalne działanie, lecz dowód na to, w jak poważnych tarapatach znajduje się bank nr 2 nad Odrą, jak i cały tamtejszy sektor bankowy. Nowym właścicielem mBanku może zostać państwowy PKO BP.

W tym tygodniu ma spotkać się Rada Nadzorcza niemieckiego Commerzbanku i poinformować o nowej strategii. Jednym z jej głównych punktów najprawdopodobniej będzie sprzedaż mBanku. Oficjalnie chcą to potwierdzić na konferencji prasowej w najbliższy piątek.

Bizblog.pl poleca:

Po tym, jak nie doszło do tegorocznej megafuzji między bankowymi potentatami znad naszej zachodniej granicy i Commerzbank jednak nie połączył się z Deutsche Bankiem – w tym pierwszy ma zajść sporo znaczących zmian. W efekcie pracę ma stracić ok. 4300 ludzi. Szefostwo Commerzbanku uważa te zamiary za „godne pożałowania, ale nieuniknione”

Główny cel: sprzedaż mBanku

Wśród zwolnionych pracowników w całej grupie pewną ich część mogą stanowić pracownicy mBanku, w którym Commerzbank ma 69,3 proc. udziałów. Sprzedaż mBanku ma być jednym z głównych filarów tej strategii.

Projekt strategii przewiduje sprzedaż większościowego pakietu akcji Commerzbanku w mBanku. Pozwoli to wygenerować środki finansowe umożliwiające szybszą realizację strategii i związanych z nią inwestycji. Sprzedaż skutkowałaby znacznym zmniejszeniem aktywów ważonych ryzykiem o około 17 mld euro oraz uwolnieniem kapitału własnego w Commerzbanku. Planowana sprzedaż mBanku podlegałaby zatwierdzeniu przez organy regulacyjne – czytamy w komunikacie Commerzbanku.

Cięcie kosztów do 2023 r.

Sprzedaż mBanku to część większego planu oszczędnościowego, który rozpisany jest do 2023 r. W tym czasie, jak przewiduje szefostwo Commerzbanku, koszty w porównaniu z 2019 r. powinny spaść nawet o 600 mln euro. 

W 2023 r., w wyniku sprzedaży mBanku, baza kosztowa nie przekroczy 5,5 mld euro. Po wdrożeniu strategii Commerzbank dąży do osiągnięcia zwrotu z kapitału rzeczowego w wysokości ponad 4 proc. w perspektywie średnioterminowej. Współczynnik kapitałowy ma pozostać na poziomie 12-13 proc. W połączeniu z docelowym zwrotem z kapitału rzeczowego powinno to umożliwić wypłacanie regularnych dywidend — informuje niemiecki bank.

Ekologia i frank ciągną w dół

Wśród powodów takiej decyzji Commerzbanku obserwatorzy widzą coś jeszcze oprócz chęci uporządkowania własnych finansów. Jednym z dodatkowych powodów ma być zaangażowanie mBanku we wspólne interesy z firmami energetycznymi, które w Polsce skoncentrowane są głównie na węglu.

Ten argument o tyle dziwi, że przecież w mBanku na początku tego roku przestawiono ekologiczną wajchę. I od 1 kwietnia ogłosił odejście od węgla.

Odejście od węgla ma uzasadnienie biznesowe. Rosnąca presja związana z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla sprawia, że wspieranie tej gałęzi energetyki staje się coraz mniej uzasadnione

– przekonywał pół roku temu Adam Pers, wiceprezes mBanku ds. bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej.

Innym, dodatkowym powodem sprzedaży mBanku ma być zaangażowanie w kredyty oparte na frankach szwajcarskich. W grę wchodzi nie tylko deprecjacja złotego w stosunku do franka. Nie bez znaczenia są też plany polskich polityków oraz wyrok TSUE, na który nad Wisłą sporo czeka, obgryzając paznokcie. mBank wszak udzielił takich kredytów na ponad 15 mld zł.

Niemieckie banki z zadyszką?

A może powód wystawienia mBanku na sprzedaż jest jeszcze inny. Nie jest wszak tajemnicą, że ostatnie lata dla niemieckich banków zbyt łaskawe nie są. Dziennikarz ekonomiczny „Die Welt” Holger Zschäpitz wskazuje, że niemiecki rynek bankowy pomimo wielu cięć w ostatnich latach wciąż jest przesycony i nadmiernie rozdrobniony.

Łączny udział w rynku pięciu największych banków w Niemczech wynosi zaledwie 29 proc., podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to 65 proc. Już nawet słynne z bankowego rozdrobnienia Włochy przeganiają naszych zachodnich sąsiadów.

Zmiany na polskim podwórku bankowym

W zapowiadanej transakcji część ekspertów widzi szansę dla polskiego rządu, który chciałby zwiększyć swoje udziały w polskim sektorze bankowym, co zresztą znalazło swój ślad w programie partii. mBank zaś to naprawdę łakomy kąsek. Obecnie nad Wisłą jest czwartą siłą bankową. Nie dziwi więc, że zaraz pojawiły się sugestię, jakoby zakupem mBanku zainteresowani byliby PKO Bank Polski lub Pekao S.A. Ale na razie nie ma słowa komentarza z tamtej strony.

Pewne jest za to, że w kolejce kupców mBanku nie stanie Polski Fundusz Rozwoju, o czym jednoznacznie poinformował jego szef Paweł Borys. 

W związku z licznymi pytaniami dziennikarzy i inwestorów o mBank informuję, że Grupa PFR nie prowadzi żadnych analiz, ani rozmów na temat ewentualnych przejęć instytucji finansowych

— zakomunikował za pośrednictwem Twittera.

Notowania akcji mBanku na GPW po chwilowym spadku na razie idą w górę:

Źródło: Google