mBank już raczej nie na sprzedaż. Agencja Fitch usunęła go z listy obserwacyjnej

Już wcześniej mnożyły się wątpliwości co do tego, czy niemiecki Commerzbank rzeczywiście sprzeda mBank. Teraz, w czasie pandemii koronawirusa, znaków zapytania nad tą ewentualną transakcją jest jeszcze więcej.

Agencja Fitch Ratings potwierdziła długoterminowy rating mBanku na poziomie „BBB-” i rating indywidualny na poziomie „bbb-”. Jednocześnie Fitch zdecydowała się na usunięcie ratingu mBanku z listy obserwacyjnej ze wskazaniem pozytywnym („Rating Watch Positive”). Jako stabilną zaś określono perspektywę dla ratingu długoterminowego mBanku. 

Bizblog.pl poleca

Agencja Fitch tym samym potwierdza, że i poziom kapitału mBanku i poziom nadwyżek w stosunku do minimalnych wymogów kapitałowych są na tyle wystarczające, że powinny sobie poradzić z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. To zaś oznacza, że w takich warunkach zapowiadana od ponad pół roku sprzedaż mBanku jest jednak mało prawdopodobna. 

Sprzedaż mBanku już nieaktualna?

Koniec ciągnącej się od września ubiegłego roku sagi pt. „Sprzedaż mBanku” eksperci przewidują głównie na podstawie usunięcie z listy obserwacyjnej Fitch, ze wskazaniem pozytywnym. Dotychczasowy właściciel mBanku – niemiecki Commerzbank transakcje miał przeprowadzić zgodnie z najnowszą strategią, której fundamentem było poszukiwanie kapitału, uparcie odpływającego od czasów kryzysu gospodarczego z 2008 r. Na nic zdała się wcześniejsza pomoc niemieckiego rządu. Commerzbank na początku lutego odnotował 25-procentowy spadek całorocznego zysku netto do 644 mln euro.

I chociaż strategia „Commerzbank 5.0” zakłada do 2023 r. spadek kosztów o nawet 600 mln euro, to w sytuacji coraz lepszych perspektyw dla mBanku trudno przypuszczać, że Niemcy jednak zdecydują się na tę transakcję. Zwłaszcza że już wcześniej szefostwo Commerzbanku jasno dawało do zrozumienia, że sprzedaż mBanku nie jest żadnym przymusem.

Nadal chcemy sprzedać mBank, ale nie za wszelką cenę

– mówił w lutym Martin Zielke, dyrektor generalny Commerzbanku.

To nie pandemia. Oferty były po prostu kiepskie

Chociaż wydaje się, że pandemia koronawirusa na dobre zrewiduje plany Commerzbanku dotyczące sprzedaży mBanku, to nie brakuje sygnałów jasno wskazujących, że tak by się i tak stało – niezależnie od tego, czy koronawirus uderzyłby w światową gospodarkę, czy nie. Przypomnijmy, że aż tak długiej kolejki chętnych na tę transakcję jednak nie było. Zgłosiły się dwa amerykańskie fundusze PE Blackstone i Apollo. Nic nie wynikło ostatecznie z zapowiedzi włączenia się w te negocjacje Grupy ING oraz Credit Agricole. PKO też zerkał w tamtą stronę, ale na zerkaniu się skończyło.

Jeszcze w tamtym roku mówiło się, że Niemcy najchętniej mBank sprzedaliby graczowi, który jest już obecny na bankowym rynku nad Wisłą, zna jego charakterystykę i poradzi sobie z nowymi wyzwaniami. I idealnie pasującą do tego ofertą miała być ta, która nadeszła ze strony Banku Pekao S.A. Przy tej okazji sugerowano także megafuzję: PZU sprzedałaby swój pakiet 20 proc. akcji Pekao na rzecz PKO BP. Podobnie z 12,8 proc. akcji Pekao zrobiłby Polski Fundusz Rozwoju. Pieniądze uzyskane właśnie tą drogą pozwoliłyby PZU na przejęcie mBanku.

Niektórzy przez to kreślili już wizję jeszcze bardziej znacjonalizowanego sektora bankowego nad Wisłą. Tymczasem w ciągu następnych kilku tygodni, po oficjalnym złożeniu oferty Pekao na sprzedaż mBanku, nic się nie działo. Zwyczajowo zaś Commerzbank powinien w tym czasie wybrać najbardziej interesujące oferty, a ich autorów zaprosić do analizy finansowej mBanku i weryfikacji jego wyceny.

Nic takiego jednak nie miało i ciągle nie ma miejsca, co ma być ostatecznym potwierdzeniem, że do tej transakcji w najbliższym czasie jednak nie dojdzie. Brak konkretnych działań oznacza, że ofertę Pekao po prostu odrzucono. Nie wiadomo dzisiaj, czy Commerzbank jest jeszcze w ogóle tak transakcją zainteresowany.

Kredyty frankowe kulą u nogi?

Prawda jest tak, że obecnie sytuacja Commerzbanku jest zgoła odmienna od tej jeszcze pół roku temu. Niemcy nie muszą już aż tak na gwałt szukać gotówki. Ale chcą jak najszybciej usuwać największe zagrożenia. Takim zaś mają być kredyty frankowe mBanku. Rok temu wszystkie kredyty walutowe mBanku miały wartość 17 mld zł – czyli 16,9 proc. całego portfela.

Niemcy chcą się ciągle tego obciążenia pozbyć. Przy okazji sprzedaży mBanku może to być zadanie jednak wyjątkowo trudne. Już wcześniej bowiem Komisja Nadzoru Finansowego nakazywała zagranicznym bankom utrzymywanie u siebie kredytów frankowych. Niemcy mają teraz zachodzić w głowę jak ominąć tę pułapkę.