Kwieciński i Wardacki za burtą. To dopiero początek – kolejni prezesi czekają na dymisję

Są takie obszary życia polityczno – gospodarczego, które toczą się swoim rytmem, nie zważając na szalejącą pandemię. Jedną z nich jest roszada kadrowa zachodząca na szczytach polskich spółek skarbu państwa.

Upadek Kwiecińskiego

21 października w godzinach popołudniowych prezes Grupy PGNiG, jednego z najważniejszych koncernów na rynku krajowym, poinformował o zakończeniu swojej misji. Była to dość niespodziewana informacja, bo Jerzy Kwieciński pełnił swoją funkcję przez niecałe dziesięć miesięcy. Poza tym roszada na szczycie gazowego potentata ma miejsce w newralgicznym momencie.

PGNiG tak jak i inne podmioty tej wielkości muszą płynnie reagować na zmiany rynkowe wymuszane zaostrzającą się polityką klimatyczną Unii Europejskiej. To dlatego Kwieciński zapowiadał ekspansję spółki w stronę wodoru, co z perspektywy biznesowej ma olbrzymi sens, bo już za kilka dekad będzie on zastępować gaz w wielu obszarach gospodarki. Menadżer nie zdecydował się jednak na strategiczną współpracę w tym obszarze z rosnącym w siłę PKN Orlen, który powoli staje się centrum polskiego sektora paliwowo–energetycznego. Wydaje się, że ta decyzja miała drugie dno, co dziś z lubością podchwytuje wielu komentatorów.

Jerzy Kwieciński przez wielu kojarzony z premierem Morawieckim, przez innych identyfikowany jako członek frakcji podkarpackiej w PiS (jak Marek Kuchciński czy Władysław Ortyl) dość nieoczekiwanie stał się jednym z najważniejszych menadżerów w spółkach skarbu państwa. Dość nieoczekiwanie – ponieważ przed jego nominacją spekulowano, że trafi do Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Swoją kadencję Kwieciński rozpoczął w styczniu br. po tzw. „epoce Woźniaków, a więc sprawowania funkcji prezesa i wiceprezesa PGNiG przez Piotra i Macieja Woźniaków. Wyjście z cienia rzucanego przez legendę tych menadżerów zapewne wymagałoby kilku lat, ale Kwieciński zabrał się za to zadanie w przyśpieszonym tempie, będąc bardzo aktywnym w mediach społecznościowych oraz dystansując się Daniela Obajtka. Obie kwestie przyśpieszyły jego upadek, ale decydująca okazała się prawdopodobnie niechęć Kwiecińskiego do coraz większych wpływów prezesa PKN Orlen, który postanowił przejąć PGNiG w ramach prowadzonej przez siebie budowy olbrzymiego koncernu multienergetycznego (wcześniej Obajtek doprowadził do przejęcia Grupy Energa i uzyskał zgodę warunkową Komisji Europejskiej na kupno Grupy Lotos).

Papierkiem lakmusowym, który wskaże, czy prawdą jest, że Kwieciński stracił stanowisko z powodu konfliktu z prezesem PKN Orlen, z pewnością okaże się nominacja jego następcy. Czy będzie nim dotychczasowy wiceprezes PGNiG Jarosław Wróbel? Byłby to naturalny wybór potwierdzający rosnącą dominację Daniela Obajtka, ale w kuluarach spekuluje się, że rysuje się także inna możliwość. Czy niebawem dojdzie do „desantu” zupełnie innego menadżera z jednej ze „skolonizowanych” przez PKN Orlen grup kapitałowych do PGNiG? Moim zdaniem to prawdopodobne, co oznaczałoby, że oprócz gazowego potentata dojdzie niebawem do zmian w jeszcze jednej dużej spółce.

Upadek Wardackiego

Jerzy Kwieciński to niejedyny prezes, który stracił w ostatnich dniach stanowisko. Zmiana dotknęła także Wojciecha Wardackiego, który od czterech latach piastował stanowisko szefa Grupy Azoty.

Wardacki uważany przez media, za człowieka cieszącego się poparciem Joachima Brudzińskiego, przez innych Janiny Goss, trwał na szczycie mimo kolejnych doniesień prasowych uderzających w jego dobre imię. Upodobała go sobie szczególnie prasa brukowa, rozpisując się na temat jego życia prywatnego i spraw obyczajowych. Jednak paradoksalnie to nie one zdecydowały o jego upadku. Groźniejsza okazała się coraz słabsza kondycja Grupy Azoty, której kurs giełdowy spadł w tym okresie z około 60 zł do 21 zł. Część komentatorów wskazuje także na kontrowersyjną i kosztowną inwestycję polimerową w Policach.

W kuluarach spekuluje się, że następcą Wardackiego będzie istotny polityk w województwa zachodniopomorskiego. Oczywiście o ile w trakcie kryzysu covidowego uda mu się znaleźć swojego następcę, ponieważ odgrywa obecnie istotną rolę w koordynowaniu działań państwa w walce z pandemią.

Niebawem posadę straci jeszcze więcej prezesów

Utrata stanowiska przez Kwiecińskiego i Wardackiego to dopiero początek zmian. Niebawem jeszcze więcej prezesów straci swoje posady i tym razem będzie to wynikało nie tylko z naturalnej karuzeli kadrowej, ale także nadchodzących procesów konsolidacyjnych. Oprócz PKN Orlen apetyt na przejęcia ostrzy sobie także PGE, którego prezes Wojciech Dąbrowski skutecznie lobbuje za konsolidacją energetyki i wydzieleniem z niej nierentownych aktywów węglowych. W wielu spółkach (Tauron, Enea) rządzą już kojarzeni z nim ludzie.