Rząd przed wyborami pochyla się nad powietrzem. Na celowniku smog, odór znowu musi poczekać

Smog bardziej daje się w kość niż jakiś tam trujący smród. Dlatego, zanim gawiedź pobierze do wyborczych urn, warto pokazać, że zanieczyszczenie powietrza rządzącym leży na sercu. Może nie tak, jak odór, ale w takim przypadku zawsze można zatkać nos, więc nie ma też co przesadnie marudzić.

Chociaż minister środowiska obniżenie poziomów alarmowania w sprawie zanieczyszczonego powietrza proponował już w kwietniu, to akceptacja ze strony Ministerstwa Zdrowia przyszła dopiero teraz. 

Bizblog.pl poleca:

Zaproponowaliśmy obniżenie poziomów do 250 i 150 mikrogramów na 1 metr sześcienny dla pyłu PM10. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych kilku lat odczujemy zdecydowaną różnicę w jakości powietrza, dzięki inwestycjom realizowanym w ramach programu „Czyste Powietrze” — przekonywał pół roku temu szef resortu środowiska Henryk Kowalczyk.

Teraz propozycje klepnęło Ministerstwo Zdrowia. Temat trochę poczekał, bo też wiosną i latem jakoś smogu nie ma. Coraz ciężej za to zaczyna nam się oddychać już jesienią. A że w tym roku w podobnym terminie wybory? Przypadek, co zrobić?

Zostawmy politykę, róbmy klimat

Obecnie, zgodnie z rozporządzeniem jeszcze z 2012 r., alarm smogowy jest ogłaszany po przekroczeniu średniodobowej wartości 300 mikrogramów na metr sześcienny dla pyłu PM10. Informowanie uruchamia się przy wartościach 200 µg/m3. Propozycja resortu środowiska zmierza bez dwóch zdań w dobrym kierunku. Tyle że zamiast pełzania przydałby się przynajmniej trucht. Bo nawet po obniżeniu do proponowanych norm do reszty ciągle nam będzie sporo brakować.

Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dopuszczalne stężenia dobowe dla pyłu PM10 nie powinny przekraczać 50 mikrogramów dla PM10, a dla pyłu PM2,5 – 25 mikrogramów na metr sześcienny. I tak np. w Belgii alarm smogowy włączany jest przy stężeniu pyłu PM10 rzędu 70 µg/m3, we Francji – 80 µg/m3, a w Czechach – 100 µg/m3. 

Przed zmianami polskich norm nawet nie widzieliśmy na horyzoncie europejskiej czołówki. Po akceptacji Ministerstwa Zdrowia jest szansa, że zaczną się kreślić jakieś kształty. A szkoda, bo wcześniejsze rekomendacje mówiły o alarmowaniu już przy poziomach 80 μg/m3. Wtedy jednak wyszłoby na jaw, że w niektórych polskich miastach smog atakuje skutecznie tygodniami, jak nie miesiącami. Owszem zawsze można zrzucić odpowiedzialność za to na samorządowców. To trochę jednak ryzykowna gra.

To dopiero pierwszy krok

Takie obniżenie poziomów alarmowania o smogu w Polsce spotkało się ze sporą krytyką. Na tyle dla rządzących odczuwalną, że głos zabrał sam premier Mateusz Morawiecki, sugerując, że to pierwsza, ale nie ostatnia zmiana w tym zakresie.

Mamy dzisiaj bardzo ważny i dobry dzień, bo zdecydowaliśmy się na obniżenie norm smogowych, norm alarmowych 300 µg/m3 do 150 µg/m3. A w następnej kolejności na obniżeniu ze 150 na 80 µg/m3 – stwierdził szef rządu podczas swoich wyborczych wojaży po Górnym Śląsku.

To dobra i niedobra wiadomość

Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego stara się jednak zobaczyć w tej decyzji pozytywy. I wskazuje, że o ile propozycje Ministerstwa Środowiska zaczną obowiązywać (cały czas są w konsultacjach), to jednak będziemy mieli do czynienia z obniżką poziomów o połowę: z 300 µg/m3 do 150 µg/m3. Ale od razu przypomina o zaleceniach Ministerstwa Zdrowia mówiących o wartościach 80 µg/m3.

Dlatego to trochę dobra a trochę niedobra wiadomość. Bo zaproponowane poziomy są jednak o połowę wyższe niż te, których chciał resort zdrowia. Idealnym scenariuszem byłoby przedstawienie przy okazji tej obniżki czasowej ścieżki dojścia do progów docelowych. Przygotowany byłby i biznes i zwykły obywatel – przekonuje w rozmowie z Bizblog.pl Piotr Siergiej.

Smog ma lepiej niż odór

Zajmujący się smogiem są więc na lekkim rozdrożu. Rząd jednak zaproponował zmiany, ale nie do końca takie, na jakich im zależało. Ale i tak wychodzi na to, że lepiej cieszyć się z tego, co jest. Bo jednak do jakiejś obniżki poziomów alarmowania dojdzie – zawsze to coś. 

Na taki luksus zaś nie mogą sobie pozwolić ci, którzy od już paru lat domagają się ustawy antyodorowej – przepisów, które skutecznie zablokują funkcjonowanie składowisk śmieci niedaleko budynków mieszkalnych. Widać, jak na dłoni, że przynajmniej w trakcie kampanii wyborczej trujący smród przegrywa z kretesem z zanieczyszczeniem powietrza. 

Temat wracał wraz z kolejną falą pożarów odpadowych składowisk albo przy okazji zatrucia ludzi, jak to miało miejsce w lipcu w Siemianowicach Śląskich. Wtedy rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska zastrzegał, że projekt stosownej ustawy trafi do Sejmu najpóźniej po wakacjach.

Z moich informacji wynika, że projekt ustawy jest już po konsultacjach komisji prawnej. Do Sejmu trafi w sierpniu, o ile planowane jest takie posiedzenie. A jak nie to na najbliższym po wakacjach – we wrześniu – mówił jeszcze Bizblog.pl w lipcu Aleksander Brzózka, rzecznik Ministerstwa Środowiska.

Teraz już jest jasne, że do niczego takiego nie dojdzie. Dlaczego? Bo odór to jednak nie smog i z polityką łatwo przegrał. Posiedzenie Sejmu przerwano i będzie kontynuowane już po wyborach. Resort środowiska stawia sprawę jasno.

Projekt ustawy o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej, jest obecnie przedmiotem prac Komitetu Stałego Rady Ministrów. Następnie będzie mógł być przekazany pod obrady Rady Ministrów, która podejmie ostateczną decyzję czy skierować projekt do Sejmu. Mając na uwadze kalendarz prac parlamentu, nie wydaje się możliwe, aby projekt był procedowany w obecnej kadencji Parlamentu — informuje Bizblog.pl wydział komunikacji medialnej Ministerstwa Środowiska.

Smog i odór na to są najczęściej skargi
Smog a odór – liczba skarg (źródło: escowpolsce.pl)

Samorządowcy niech zatkają nosy i czekają

Cieszymy się, że jest szansa na rozwiązanie tego problemu. Obecnie miasto nie ma prawnych środków na to, by egzekwować od emiterów odoru, zlokalizowanych w innym mieście, by wprowadzili zmiany, które zniwelują uciążliwości zapachowe. Po wejściu w życie rozporządzenia miasta zyskają podstawy do tego, żeby przed sądem dochodzić praw naszych mieszkańców i całego miasta — mówił na początku kwietnia Zbigniew Szaleniec, burmistrz Czeladzi, który wraz z innymi samorządowcami domagał się rychłego przyjęcia przepisów. 

Samorządowcy liczyli, że uda się cokolwiek w tym zakresie zrobić jeszcze przed wakacjami. Mamy już drugą połowę września i jest już jasne, że w tej kadencji Sejmu nie ma na to szans. Pozostaje więc tylko czekać na dobrą wolę prawodawcy albo… na następne wybory. A nuż wtedy akurat odór będzie wiódł prym, a nie smog.