Kontrowersyjna decyzja wojewody. Teraz można smrodzić i truć sąsiadów do woli

Wojewoda śląski polecił samorządowcom ograniczenie do minimum kontroli antysmogowych w gospodarstwach domowych. Wszystko przez zagrożenie epidemiologiczne. Szkoda, że służby regionalnego przedstawiciela rządu nie dotarły do setek opracowań naukowych jednoznacznie wskazujących, że im bardziej zanieczyszczone powietrze, tym ludzka ochrona przed koronawirusem słabsza.

Polecam prezydentom miast, burmistrzom i wójtom ograniczenie do niezbędnego minimum kontroli w indywidualnych gospodarstwach domowych, wynikających z Planu działań krótkoterminowych określonych w „Programie ochrony powietrza dla województwa śląskiego”

– napisał wojewoda śląski Jarosław Wieczorek w piśmie skierowanym do samorządowców.

Terenowy przedstawiciel rządu nakazuje ograniczyć antysmogowe kontrole, o które sami samorządowcy zapobiegali, a strażnicy miejscy swego czasu skarżyli się na brak podstaw prawnych do ścigania smrodzicieli.

Skąd taka decyzja? Biuro prasowe wojewody śląskiego nabrało wody w usta. W samej decyzji też na próżno szukać jakiegoś uzasadnienia. Jarosław Wieczorek informuje jedynie, że od tego polecenia samorządowcom przysługuje odwołanie do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Można je złożyć za pośrednictwem tego samego wojewody. 

Bizblog.pl poleca

Wychodzi na to, że na Śląsku smog dostaje od urzędników wolne ze względu na zagrożenie epidemiologiczne. Szkoda, że przy okazji postępowanie wojewody śląskiego przypomina trochę gaszenie pożaru benzyną. Bo smog poza jakąkolwiek kontrolą w dobie pandemii wyrządzi tylko jeszcze większe szkody. 

Zanieczyszczenie powietrza lubi COVID-19 z wzajemnością

Decyzja wojewody śląskiego już obowiązuje. Wszyscy ci, którzy do tej pory palili w piecach tym, co akurat pod ręką – nie muszą bać się wizyty strażników miejskich i mandatu za zanieczyszczanie powietrza. Pandemia w województwie śląskim zmienia reguły gry. Sprawdziliśmy, i faktycznie. Dzwoniąc na straż miejską w Sosnowcu, Katowicach, Siemianowicach Śląskich, Chorzowie, czy Tychach i zgłaszając kopcącego sąsiada najprawdopodobniej usłyszymy, że patrol nie może udać się na miejsce, bo tak nakazuje stosowna decyzja wojewody. 

Niestety, ze względu na milczenie służb prasowych wojewody śląskiego nie wiemy, z jakimi ekspertami Jarosław Wieczorek przedyskutował decyzję i czy w ogóle to zrobił. Dla wszystkim, z którymi się kontaktujemy w Bizblog.pl, jest oczywiste, że zanieczyszczenie powietrza pomaga koronawirusowi w skutecznym atakowaniu ludzi. 

Jest blisko 400 prac naukowych, które pokazują, że tam gdzie jest zanieczyszczone powietrze, ludzie ciężej chorują na COVID-19, mają więcej powikłań i jest więcej zgonów

– wskazuje prof. Paweł Januszewicz, konsultant medyczny Fundacji Polsat.

Smog to wytrych do płuc

Dla ekspertów wpływ zanieczyszczenia powietrza na płuca w dobie pandemii COVID-19 jest niezaprzeczalny. Cząstki PM2,5 otwierają drogę do ludzkiego organizmu dla wielu niebezpiecznych substancji, w tym także dla koronawirusa. Dzieje się tak przez niszczenie nabłonka dróg oddechowych.

Dr hab. Tadeusz M. Zielonka, specjalista chorób płuc i chorób wewnętrznych z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, a także Przewodniczący Koalicji Lekarzy i Naukowców na rzecz Zdrowego Powietrza, w rozmowie z Medonet, tłumaczy, że oddychając zanieczyszczonym powietrzem ułatwiamy wniknięcie patogenom do organizmu.

Smog jest jak wytrych, który otwiera drzwi infekcji

– przekonuje dr hab. Tadeusz M. Zielonka.

O prawie 30 proc. zgonów więcej

Wpływ smogu na ludzkie płuca w trakcie zbadali naukowcy z Moguncji. Wykazali, że zły stan powietrza na całym świecie przyczynia się do 15 proc. zgonów osób chorych na COVID-19. W naszym kraju ten odsetek jest zdecydowanie wyższy i wynosi 28 proc. Wyprzedzają nas jedynie Czesi (29 proc.). My z kolei zostawiamy w tyle m.in. Koreę Północną (27 proc.), Białoruś (26 proc.), Włochy (15 proc.) i Australię (3 proc.).

Jeśli wpływ zanieczyszczenia powietrza i zakażenia koronawirusem się na siebie nałożą, kumulują uszkodzenia naczyń krwionośnych, które mogą przyczyniać się do zaburzeń pracy serca i udarów

– wyjaśnia prof. Thomas Münzel z Johannes Gutenberg University, współautor raportu.