Siedem walut i stubilionowe banknoty. Mugabe za życia doprowadził Zimbabwe do ruiny

O zmarłych mówi się podobno dobrze albo wcale. Gdyby przyjąć tę zasadę artykuł o Robercie Mugabe powinien skończyć się dokładnie w tym miejscu.

Mugabe rządził Zimbabwe przez długie 37 lat. Został odsunięty od władzy stosunkowo niedawno – w 2017 roku ustąpił ze stanowiska po wojskowym zamachu stanu, a schedę po nim przejął Emmerson Mnangagwa. I choć kraj przeszedł w ten sposób z rąk jednego w ręce drugiego dyktatora, nowy prezydent przynajmniej podjął próbę zmierzenia się z decyzjami, które doprowadziły Zimbabwe do ruiny.

Wywłaszczenie białych

Zimbabwe jak większość krajów w regionie mocno odczuwa skutki swojej kolonialnej przeszłości. Tracący poparcie Mugabe postanowił zagrać na niechęci do białej mniejszości w kraju i w 2000 roku zainicjował proces przymusowego wywłaszczenia. Rząd dał rolnikom 24h na opuszczenie swoich ziem. W teorii decyzja miała być przejawem dziejowej sprawiedliwości. Zamiast tego doprowadziła do rozlewu krwi i potężnego kryzysu gospodarczego.

Skąd ten nagły zwrot? Farmerzy poparli politycznych przeciwników Mugabe. Choć to właśnie na nich opierała się wówczas gospodarka Zimbabwe (posiadali gros najbardziej żyznych gruntów), dyktator nie miał litości. Wywłaszczenia dotknęły ok. 4,5 tys. osób. Część z nich straciła przez nie życie. Ziemie rozparcelowano później między 300 tys. rodzin.

Problem w tym, że obdarowani nie bardzo wiedzieli, jak skutecznie zarządzać nowymi nabytkami. Nie mieli wiedzy na temat uprawy, nie posiadali maszyn rolniczych. Nie dostali od rządu aktów własności, co uniemożliwiało im nawet zaciągnięcie kredytu.

Kilka lat po tej rewolucji Mugabe przyznał się do błędu. Okazało się, że z zagrabionych ziem, realnie uprawiana jest tylko połowa. Na to nałożyła się jeszcze długotrwała susza. Jedzenie stało się towarem deficytowym, w kraju, który jeszcze do niedawna cieszył się opinią spichlerza Afryki. Władze Zimbabwe zwróciły się do farmerów z propozycją zwrotu posiadłości. Ale na ratowanie gospodarki było już za późno.

Z Zimbabwe wyjechał co czwarty obywatel. W kraju zaczęło brakować benzyny, pojawiły się problemy z dostawami prądu. Nawet najbardziej prozaiczne towary stawały się z roku na rok towarem deficytowym.

Siedem oficjalnych walut

Najgorszy był rok 2008. Inflacja przekroczyła próg biliona procent, a bezrobocie sięgnęło 80%. De facto oznaczało to upadek państwa. Przestały działać jakiekolwiek urzędy. Ci spośród obywateli, których było na to stać, jeździli na zakupy do sąsiedniej RPA – pisał w komentarzu do wyborów prezydenckich Instytut Jagielloński.

By łatać rosnącą dziurę budżetową, rząd zdecydował o uruchomieniu drukarki z pieniędzmi. Niedługo później galopująca inflacja skłoniła władze do umożliwienia płatności za pomocą dolara amerykańskiego, południowoafrykańskiego randa czy Puli z Bostwany. Waluta Zimbabwe była w zasadzie bezwartościowa. W 2008 roku inflacja osiągnęła rekordowe 500 mld procent. Mennica wypuściła nawet banknot o nominale 100 bilionów dolarów. W Europie uchodził on za rodzaj pamiątki dla turystów. Mieszkańcy Zimbabwe przeżywali jednak prawdziwą tragedię. Za wspomniany nominał nie można było kupić nawet tygodniowego biletu na autobus.

Dolar z Zimbabwe dokonał swojego żywota w 2015. Bank centralny poinformował, że oszczędności zostaną przekonwertowane na dolary amerykańskie. Kurs wymiany? Za 175 biliardów dolarów można było dostać 5 dolarów USA. I to tylko pod warunkiem, że pieniądze były trzymane na koncie, bo dla osób, które przyszły z gotówką czekały jeszcze gorsze przeliczniki.

W tym samym roku rząd starając się o zwiększenie wymiany handlowej i przyciągnięcie inwestycji zagranicznych dokoptował do grona akceptowanych środków płatniczych rupię indyjską, dolara australijskiego, japońskiego jena i chińskiego juana. Rozumiecie to? 7 oficjalnych walut jednocześnie.

Podczas gdy cała Afryka się rozwijała, Zimbabwe stanęło w miejscu. Takie wskaźniki jak dostęp do czystej wody albo urządzeń sanitarnych między 1990 a 2011 rokiem praktycznie nie drgnęły. W tym czasie część krajów afrykańskich zwiększyła je niemal dwukrotnie. Zimbabwe z pozycji lidera regionu spadło od razu do trzeciej ligi.

Zaczął bardzo dobrze, ale skończył zhańbiony, ponieważ zniszczył swoją spuściznę. Przez zrujnowanie tętniącej życiem gospodarki, przemoc, przez tendencje do dyktatury i rządów jednoosobowych – podsumowywał rządu Mugabego, jego demokratyczny oponent Morgan Tsvangirai w wywiadzie dla The Guardian z 2011 r.

Wpływy Chin

Gdy w 2002 r. Europa nałożyła na Zimbabwe sankcje gospodarcze, Mugabe zaczął kierować swoją uwagę w kierunku Chin. Państwo Środka przejęło zresztą w Afryce rolę Europy jako kolonizatora. Różnica polega jednak na tym, że Chińczycy zostawiają mieszkańców i polityków w spokoju. To czysty biznes, bez ideologii. Dajcie nam swoje surowce, my obsypiemy was gotówką.

I sypały też w przypadku Zimbabwe. Za juany powstał m.in. parlament i szkoła wojskowa. W pewnym momencie dług Zimbabwe zaczął jednak rosnąć niepokojąco szybko. Wprowadzenie juana do koszyka oficjalnych walut było powiązane z umorzeniem zadłużenia, które miało zostać spłacone w 2015 r. Chodziło o 40 mln dolarów.

Niepewna przyszłość

Informację o śmierci Roberta Mugabe Reuters podał 6 września. Były prezydent miał 95 lat, od miesięcy leczył się w Singapurze. Nieoficjalne źródła podawały, że cierpiał na raka prostaty.

Następca Mugabe Emmerson Mnangagwa pisał na Twitterze o „najwyższym smutku”. On sam stoi teraz przed niesamowicie trudnym wyzwaniem. Nowy prezydent stara się nieco posprzątać gospodarkę.

Era konfiskat ziemi białych farmerów skończyła się – zapowiadał, każąc jednocześnie osadnikom opuszczać „nielegalnie zajęte ziemie”.

Mnangagwa obiecał tez wypłatę rekompensat. Kwestię własności gruntów określił jako klucz do ożywienia gospodarczego. Prezydent przywrócił też dolara zimbabweńskiego jako jedyną oficjalną walutę w kraju.

Póki co, zmaga się jednak z gigantycznym kryzysem. Susza i uderzenie cyklonu Idai sprawiły, że pomocy humanitarnej potrzebuje aż 5 mln mieszkańców. Apel o pomoc wystosowała Organizacja Narodów Zjednoczonych, szacując, że jeżeli nie uda się szybko zorganizować 331 mln dolarów, przed milionami ludzi stanie widmo śmierci głodowej.

Rząd próbuje ratować tonącą gospodarkę np. poprzez cięcie dopłat do paliwa , ale odbija się to na warunkach życia. Inflacja znów idzie w górę (statystyki nie są publikowane odkąd przebiła 175 proc.).

Wiele innych osób w Mbare i w innym miejscach spożywa dwa posiłki dziennie – śniadanie z herbatą i domowym ciastem i obiad ze szpinakiem i kukurydzą – opisywał The Guardian.

Problemy w dostawach prądu spowodowały, że przedsiębiorstwa nie mają jak produkować. Masowo zwalniają więc pracowników.

Inwestycja Tesli

Co na to rząd? My tylko wypełniamy polecenia MFW – tłumaczą urzędnicy. I przekonują, że gospodarka przekształca się właśnie w bardziej solidną i innowacyjną.

Przejawem tego ostatniego ma być chociażby inwestycja Tesli. Zimbabwe złożyło ogromne zamówienie na dostawę baterii słonecznych, które mają zastąpić stare silniki Diesla w zasilaniu serwerów firm telekomunikacyjnych. Ze względu na brak gotówki w obrocie i inflację firmy i konsumenci większość operacji dokonują elektronicznie. Przerwy w dostawach prądu trwające nawet po 18 godzin mocno to utrudniają.

Żeby było na co wydawać te pieniądze, gospodarka Zimbabwe musi jednak stanąć na nogi. A do tego wciąż daleka droga.