Opłacamy puste łóżka, a na chorych brakuje pieniędzy. Miażdżący raport NIK o służbie zdrowia

Sytuacja w polskiej służbie zdrowia nie wygląda najlepiej, ale ostatnie dni nawet na tym tle wyglądają wyjątkowo źle. Brak lekarzy, ogromne kolejki, wstrzymywanie przyjęć to jedno, ale na zakończenie długiego sierpniowego weekendu NIK opublikowała raport o funkcjonowaniu sieci szpitali. I wychodzi na to, że dwa lata od wprowadzenia rządowej reformy, służba zdrowia urządza się… w tym samym miejscu, w którym była do tej pory.

W jednym z warszawskich szpitali od kilku dni nie da się zrobić prześwietlenia z powodu awarii. W innym, w niedzielny wieczór na SOR-ze czekało 23 pacjentów zakwalifikowanych do hospitalizacji. Brakuje chirurgów i internistów. Następny ośrodek tłumaczy się sezonem urlopowym, zamyka oddziały i wstrzymuje przyjęcia nowych pacjentów.

Nie lepiej jest w innych miastach. Wejherowo, SOR, brak lekarza, dyżur dzienny niedziela – raportuje fanpage „To nie z mojej karetki” prowadzony przez grupę ratowników medycznych. Jeszcze „ciekawiej” sytuacja ma wyglądać w Szczecinie, gdzie na dyżurach nocnych, weekendowych i świątecznych na bloku operacyjnym kardiochirurgii zostaje jedna pielęgniarka i salowa.

#WieściZFrontuEDIT:WARSZAWA.Szpital MSWIA w Warszawie (ul. Wołoska): Brak dostępu do RTG (od środy awaria). Lekarz…

Opublikowany przez To nie z mojej karetki Niedziela, 18 sierpnia 2019

Do takich obrazków polscy pacjenci zdążyli się już jednak przyzwyczaić. Bardziej niepokojącą informacją jest to, że plan rządowej reformy, która miała ułatwić życie pacjentom i wyprowadzić szpitale z długów, właśnie bierze w łeb.

Kuracja nie powiodła się

System działa od 1 października 2017 r. O co w nim chodzi? Wcześniej całodobowa opieka byłą zapewniana tylko w przychodniach i ośrodkach, które miały podpisane kontrakty z NFZ. Program włączył do tej grupy również szpitale zakwalifikowane do sieci szpitali. Znalazły się w niej placówki powiatowe ponadpowiatowe, wojewódzkie i ogólnopolskie. Łącznie około 600  ośrodków.

Oprócz tego, w miejscach, w których nie było szpitali, NFZ rozpisał konkursy dla przychodni. Cel Ministerstwa Zdrowia był jasny — nie może być tak, że Polacy po nocach i w święta odbijają się od zamkniętych drzwi. Jeden zespół pielęgniarsko-lekarski miały przypadać na każde 50 tys. mieszkańców.

I na tym chwilowo zakończmy, bo już w tym miejscu system poniósł druzgocącą porażkę.

Kontrola NIK pokazała także, że wbrew zapowiedziom włączenie do sieci nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej nie doprowadziło do zmniejszenia kolejek w szpitalnych oddziałach ratunkowych i w izbach przyjęć – czytamy w raporcie.

Ale z punktu widzenia chorego to nie wszystko. Inspektorzy piszą, że 6 na 29 skontrolowanych szpitali nie była w stanie zapewnić leczenia ambulatoryjnego.

Jednym z powodów mógł być brak zapisu w ustawie, który wskazywałby na konieczność uruchomienia przez nie nowych poradni – konkludują.

Odsyłani z kwitkiem

Wprowadzenie sieci szpitali nie rozwiązało przy tym problemu związanego z brakiem miejsc. Ba, NIK pisze, że w marcu 2018 r. liczba odmów przyjęcia wzrosła o 30 proc. względem września 2017. Kilka miesięcy później wskaźnik spadł jedynie o 6 proc.

Izba podkreśla też, że program nie rozwiązał trudności finansowych, z jakimi borykają się szpitale.

Nowy system miał umożliwić elastyczniejsze gospodarowanie pieniędzmi, a w efekcie stopniowe wychodzenie z długów. Tymczasem proces zadłużania się badanych placówek, które już wcześniej miały problemy w większości przypadków jeszcze przyspieszył, pogorszyła się także sytuacja tych szpitali, którym w przeszłości wiodło się lepiej – wytknęła NIK.

Efekty? W pierwszych 3 kwartałach 2018 r. przychody skontrolowanych szpitali poszły w górę o 13 proc., ale jednocześnie koszty wzrosły o 17. Mimo zmian szpitale wciąż tonęły w długach. 23 z 29 z nich na koniec września 2018 r. odnotowało ujemny wynik finansowy.

Ciągłej krytyce poddawany jest też stopień obłożenia. Już wcześniej polskie szpitale miały obłożenie na poziomie 2/3. W założeniach mówiło się o 85 proc. Inspektorzy zauważyli, że w badanych placówkach nierzadko wskaźnik spadał nawet poniżej 60 proc. Najwięcej niewykorzystanych łóżek było na oddziałach ginekologiczno-położniczych, neonatologicznych, pediatrycznych i okulistycznych.

Pod koniec ubiegłego roku zadłużenie ośrodków wyniosło 12,84 mld zł – o 1,5 mld więcej niż w 2016 r. Izba zauważyła jednak, że nie jest to bezpośredni efekt wprowadzenia szpitali, a raczej wynik rosnących płac personelu i opłat za media.

Drogie puste łóżka

To oznacza ni mniej, ni więcej, że jako podatnicy opłacamy puste łóżka szpitalne. A na opiekę nad tymi, którzy są chorzy, brakuje już pieniędzy.

Izba pisze, że sytuację można było poprawić, przesuwając łóżka z tych oddziałów, w których występował ich nadmiar do tych, które miały niewystarczająco rozwinięte zaplecze infrastrukturalne, a także przekwalifikowania części z nich na łóżka o charakterze długoterminowym. Dlaczego dyrektorzy o tym nie pomyśleli? Inspektorzy twierdzą, że ci… nie widzieli konieczności zmian organizacyjnych.