Widzieliście, co dzieje się ze złotym? Jakby wielka czarna dziura zaczęła go pochłaniać

Nasza waluta czwarty dzień z rzędu bije rekordy słabości, dynamicznie tracąc na wartości do najważniejszych walut. Wszystko przez biblijne plagi, jaki spadły na nasz kraj – czarną dziurę i zarazę. Tym, co dzieje się z naszym pieniądzem, zaczęli martwić się nawet Niemcy.

Fot. Free-Photos z Pixabay

Tylko w czwartek złoty stracił 1 proc. do euro, które umocniło się do 4,56 zł. Dolar po efektownym rajdzie odbił się od poziomu 3,91 zł, ale chwilę potem, po 1,15-proc. wzroście, już go przebił, franka szwajcarskiego coraz bardziej ciągnęło w stronę 4,23 zł.

Najwięcej od początku tygodnia złoty stracił do amerykańskiej waluty – ponad 3,6 proc., do euro ok. 2 proc., a franka – 1,75 proc.

Kurs USD. Źródło: Stooq.pl

Lecącymi na złamanie karku walutami naszego regionu zainteresowali się Niemcy. „Handelsblatt”, jeden z najważniejszych w tytułów biznesowych w Europie, poświęcił pełen troski materiał złotemu, koronie i forintowi.

Kurs EUR. Źródło: Stooq.pl

Inwestorzy unikają ostatnio ryzyka, co odbija się na walutach rynków wschodzących, w tym krajów Europy Wschodniej –Polski, Czech i Węgier

– zauważył dziennik.
Kurs CHF. Źródło: Stooq.pl

Bizblog.pl poleca

Koronawirus osłabia złotego

W opinii „Handelsblatt” to tylko częściowo wyjaśnia obecną słabość walut Europy Wschodniej, bo istnieją również czynniki wewnętrzne, a głównym jest obecnie rosnąca liczba zakażeń COVID-19.

Gazeta przypomina, że Polska, Węgry i Czechy dobrze poradziły sobie z pierwszą falą zakażeń, ale obecnie odnotowują rekordy zakażeń, o wiele wyższe niż wiosną. Akurat w czwartek padł

To podsyca obawy, że duża część gospodarki może zostać ponownie zamknięta

– wskazuje „Handelsblatt”.

Węgrzy podnoszą stopy procentowe

Niemieccy eksperci zauważają, że Polska, Czechy i Węgry mają problem z inflacją, a polityka banków centralnych ich zdaniem nie jest wiarygodna, zwłaszcza w przypadku Czech i Węgier.

Rynki zastanawiają się, czy są skłonne do zacieśnienia polityki pieniężnej, jeśli będzie to konieczne

– wskazuje Tatha Ghose z Commerzbanku.

Wątpliwości niemieckich analityków rozwiał w czwartek węgierski bank centralny, który w reakcji na osłabiającego się forinta podniósł niespodziewanie oprocentowanie depozytów tygodniowych o 15 pkt. bazowych do 0,75 proc. W reakcji na tę informację wartość waluty naszych bratanków wzrosła o ok. 0,5 proc. Kurs euro spadł z 365 do 363,50 forintów.

Na podobny krok, jak Węgrzy zdecydowali się w czwartek Turcy. Z tą różnicą, że ich Komitet Polityki Monetarnej podniósł stopę depozytów tygodniowych aż o 200 punktów bazowych z 8,25 do 10,25 proc., a lira zaczęła zyskiwać na wartości do głównych walut po 1-1,2 proc. Turcja wrzucana jest przez inwestorów do tego samego koszyka walut gospodarek wschodzących, co Polska, Czechy i Węgry.

Niezapowiedzianą decyzję o podwyższeniu stóp Turcy tłumaczą troską o stabilność finansową państwa… Tymczasem w Polsce doszło do bardzo interesującego zbiegu okoliczności, który może mieć jeszcze ciekawsze konsekwencje.

Złoty gaśnie w oczach, czwarty dzień z rzędu tracąc do najważniejszych walut. Czy Narodowy Bank Polski wykona w końcu ruch, by zapobiec dalszemu osłabieniu naszej waluty? Otóż nie bardzo może.

Rząd między sierpem a młotem, boi się deflacji

Stopy procentowe mamy na najniższym poziomie w historii, a ewentualne ich podwyższenie mogłoby przyspieszyć zdławienie inflacji, która rządzącym jest teraz bardzo potrzebna, bo zapewnia wyższe wpływy do kasy państwa.

Zieje w niej przecież istna czarna dziura, warta grubo ponad 100 mld zł. Jakby tego było mało te 100 mld to czubek jakiejś astronomicznej góry lodowej, bo deficyt sektora finansów publicznych opiewa na sumy, które dla zwykłego odbieracza 500+ są totalną abstrakcją.

Rząd niby robi, co może, ale znalazł się między sierpem (ups, oczywiście kowadłem) a młotem, bo wszyscy mówią, że za kilka miesięcy możemy mieć deflację, a wtedy wpływy do budżetu będą z miesiąca na miesiąc spadać.

Stóp obniżyć nie można, bo spadnie inflacja, 500+ zabrać się nie da, bo siądzie konsumpcja. Pozostaje nam się tylko modlić. Już wiecie, po co TVP będzie teraz nadawać msze św. dwa razy dziennie?