Wiecie, kto zapłaci za likwidację deficytu budżetowego? My wszyscy, w składkach ZUS

Od kilku dni eksperci głowią się nad fortelem, jakiego musiał użyć rząd, by po raz pierwszy przyjąć zrównoważony budżet. Ekonomiści chyba już osiągnęli konsensus — wszystko wskazuje na to, że rząd chce obciążyć składkami ZUS jeszcze większą liczbę pracujących Polaków.

Moim zdaniem kluczem do zrównoważenia budżetu jest gwałtowne zwiększenie wpływów z obowiązkowych składek ZUS

– mówi Bizbog.pl Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ekonomista podkreśla, że zakładany bardzo szybki wzrost wpływów z tego źródła nie jest możliwy tylko dzięki podwyżkom płac w gospodarce i zwiększaniu zatrudniania obcokrajowców.

Bizblog.pl poleca:

Wszystko wskazuje na to, że rząd planuje ozusowanie umów zleceń, a może także o dzieło, a także chce w końcu znieść limit 30-krotności składek ZUS

– mówi Łaszek.

Ekonomista zwraca uwagę, że to w praktyce oznacza, że dochody w drugim progu podatkowym będą obłożone łącznie 52 proc. podatków i składek, z których część jest ukryta po stornie pracodawcy.

Aleksander Łaszek ostrzega, że rząd może planować także zwiększenie ściągalności składek od firm. W jaki sposób? Na razie możemy się tylko tego domyślać.

Jaki to wszystko ma związek z budżetem? Otóż większe wpływy ze składek oznaczają niższą dotację budżetową do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, która wciąż stanowi lwią cześć wydatków budżetu państwa.

Reasumując, za zbilansowanie budżetu prawdopodobnie zapłacimy wszyscy w składkach ZUS

– mówi nam główny ekonomista FOR.