Skażenie Odry. Najnowszy trop prowadzi do strategicznej spółki Skarbu Państwa

Cała Polska gubi się w domysłach, kto odpowiada za katastrofę ekologiczną na Odrze. Rząd robi, co może, żeby od siebie odsunąć jakąkolwiek odpowiedzialność, chociaż zapoczątkowana seria dymisji ma pokazać, że gabinet premiera Morawieckiego bardzo poważnie traktuje to, co się dzieje nad zachodnią granicą. Pech chce, że w gąszczu hipotez najwięcej jest tych wskazujących na państwowe spółki.

Skażenie Odry wywołuje silne emocje i obecnie bardzo trudno stwierdzić jednoznacznie, co tam się dokładnie stało (i kiedy) oraz kto za to ponosi odpowiedzialność. Mamy za to festiwal odbijania piłeczki. Po tym jak zaczęły mnożyć się domysły, że pewnie doszło do jakiegoś zrzutu niebezpiecznych substancji, przeprowadzonego przez państwową spółkę – stanowisko zajęły Wody Polskie

W nawiązaniu do nieprawdziwych informacji, pojawiających się w niemieckiej i polskiej przestrzeni medialnej, Wody Polskie informują, że na przełomie lipca i sierpnia nie były dokonywane żadne duże zrzuty wód ze zbiorników retencyjnych do Odry. Wiązanie tego z obecną sytuacją na Odrze jest przekłamaniem – informuje państwowe przedsiębiorstwo.

Skażenie Odry: przyczyna nigdy nie zostanie wyjaśniona

Mimo tych zapewnień ze strony Wód Polskich prof. dr hab. Piotr Skubała z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wcale nie wyklucza zrzutu dużej ilości różnych substancji do Odry. Jego zdaniem to najbardziej prawdopodobna przyczyna tej katastrofy ekologicznej. Zwraca uwagę, że zakłady przemysłowe nie od dzisiaj pozbywają się w ten sposób różnych substancji. 

Niestety, nie jest to proces do końca monitorowany. Kontrole odpowiednich służb są rzadko prowadzone, ponieważ ceny analiz są bardzo wysokie. W związku z czym laboratoria nie robię tego regularnie, ale od przypadku do przypadku – twierdzi prof. Piotr Skubała.

Ekspert obawia się, że faktyczna przyczyna tej katastrofy ekologicznej nie będzie nigdy wyjaśniona do końca.

Hipoteza goni hipotezę. Najnowsza wskazuje na Bumar

Ponieważ rząd nie do końca kwapi się, żeby rzetelnie wyjaśnić przyczyny katastrofy ekologicznej na Odrze, w sieci huczy od plotek i bardziej lub mniej trafnych hipotez. Jedna z nich dotyczy Zakładów Mechanicznych Bumar-Łabędy S.A., które znajdują się w Gliwicach, w dzielnicy Łabędy, niedaleko kanału Gliwickiego. Tutaj w procesie pasywacji (ochrony przed kolizją) wolframu ma być używany stopiony azotan potasu, znany też jako saletra potasowa lub indyjska.

Substancja charakteryzuje się dużą ekotoksycznością. I internauci sugerują, że gliwicki zakład mógł zdecydować o zrzucie większej ilości tej saletry potasowej. Bo właśnie w kanale Gliwickim miały być wykryte śnięte ryby. Pierwsze tego typu zgłoszenie miało trafić do Wód Polskich i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach pod koniec marca. Zdaniem urzędników jednak nie ma to żadnego związku z katastrofą ekologiczną Odry.

Odnosząc się do masowego pomoru ryb w wodach rzeki Odry na odcinku od Oławy (woj. opolskie) w dół rzeki, Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach informuje, że zaistniałych zdarzeń w żaden sposób nie należy łączyć ani utożsamiać z jednostkowym, punktowym wystąpieniem padłych egzemplarzy ryb w Kanale Kędzierzyńskim w połowie lipca br., a tym bardziej z sytuacją mającą miejsce w marcu w Kanale Gliwickim – twierdzą Wody Polskie.

Zapytanie o rzekome dokonanie zrzutu niebezpiecznych substancji do Kanały Gliwickiego wysłaliśmy też do Zakładów Mechanicznych Bumar-Łabędy S.A. w Gliwicach.

Są to bezpodstawne i nieuprawnione spekulacje medialne. Spółka może odnieść się wyłącznie do sfery faktów i wyników badań, które jednoznacznie wykazały, że jakość próbek ścieków odprowadzanych przez Bumar-Łabędy do Kanału Gliwickiego jest w normie – odpowiada Bumar.