Na tej wojnie Polska straci miliardy. I nie ma znaczenia, po której staniemy stronie

Decyzja Google’a w sprawie Huawei to demonstracja siły, Trump pokazuje światu, że nie żartuje. A to zły znak dla polskiego rządu i innych krajów europejskich, które zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej usilnie pracują nad siecią 5G, korzystając przy tym z wydatnego wsparcia… Huawei.

Fot. The White House/Flickr.com/Public Domain

Decyzja o faktycznym odcięciu sprzętu produkowanego przez Chińczyków od Androida i innych aplikacji Google’a, została podjęta dokładnie trzy dni po tym, jak przywódcy Francji, Niemiec i Holandii poinformowali, że nie zamierzają wzorem USA banować chińskiego koncernu.

Głos w tym samym czasie zabrali niemiecka kanclerz Angela Merkel, prezydent Francji Emamanuel Macron i holenderski premier Mark Rutte. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że nie zamierzają zabraniać Huawei czegokolwiek, a kluczowe przy budowie 5G jest zachowanie wysokich standardów bezpieczeństwa.

– Są one dla nas decydujące przy podejmowaniu decyzji o tym, kto będzie uczestniczył w rozwoju 5G – powiedziała Angel Merkel, zaznaczając, że procedury bezpieczeństwa, które przyjęły kraje UE, nie są skierowane przeciwko poszczególnym krajom ani firmom.

Huawei podpisał w Europie umowy na budowę sieci 5G z 18 krajami, w tym między innymi z Anglią, Niemcami, Włochami, Portugalią i Finlandią.

Tak? To ciekawe, co teraz zrobicie?

Ogłoszenie czarnej listy firm z Państwa Środka przez administrację amerykańską nie zrobiło na Europejczykach wrażenia, więc teraz Amerykanie postanowili pójść krok dalej i Google zrezygnował ze współpracy z kontrowersyjną firmą.

Prezydent USA przez dobrych kilku miesięcy usilnie namawiał sojuszników do bojkotu Huaweia, oskarżając firmę z Shenzhen o to, że zbyt blisko współpracuje z rządem Chińskiej Republiki Ludowej, czytaj: „jest zamieszana w szpiegostwo gospodarcze”.

Sęk w tym, że jak do tej pory, nikt nie pokazał twardych dowodów na to, że tak jest. Publikacje służb specjalnych, które pojawiły się w ostatnim czasie, trudno uznać za przełomowe. Artykuł holenderskiego dziennika „De Volkskrant”, powołującego się na służby specjalne, mówi ogólnie o tym, że rozwiązania, które oferują chińskie firmy mogą zostać użyte jako tylne drzwi, by dotrzeć do wrażliwych danych.

Bez twardych dowodów Amerykanie nie mają, co liczyć na to, że za ich przykładem pójdzie Europa Zachodnia i wyrzuci Huawei z rynku.

Co w takim razie ze stojącą w rozkroku Polską, która w sprawach bezpieczeństwa stara się z Waszyngtonem mówić jednym głosem, a jednocześnie stara się otwarcie nie występować przeciwko członkom Unii Europejskiej?

Bat i marchewka w chińskim wydaniu

O tym, że Huawei nie zawaha się wystąpić w obronie własnych interesów, świadczy to, co powiedział pod koniec kwietnia Guo Ping, rotacyjny prezes Huaweia. Na Huawei Global Analyst Summit w Shenzhen oświadczył, że jeśli polskie władze zrezygnują z usług jego firmy, to koszty budowy sieci 5G wzrosną o 10 mld euro, a jej uruchomienie się opóźni o co najmniej dwa lata.  

Szef chińskiego koncernu zauważył przy tym, że co prawda to firmy amerykańskie są światową czołówką w wielu dziedzinach, lecz w dobie internetu, zwłaszcza dającego takie możliwości jak 5G, możliwe jest, aby to inne kraje, takie jak Polska, Austria, Turcja czy Chiny – objęły przywództwo w niektórych obszarach.

– Mam nadzieję, że Polska oprze się presji największych potęg światowych i podejmie decyzję w oparciu o interesy kraju i jego mieszkańców – oświadczył Guo Ping.

W połowie kwietnia do pomysłów wykluczenia Huaweia z prac nad siecią 5G odniósł się pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa i wiceminister cyfryzacji Karol Okoński. Powiedział on, że wykluczenie jakiegokolwiek dostawcy z przetargu na budowę sieci 5G w Polsce należy traktować jako ostateczność.

– Nasza infrastruktura teleinformatyczna nie może być uzależniona od jakiegokolwiek dostawcy, niezależnie od kraju, z którego on pochodzi. W takim kierunku zmierzają nasze analizy i rekomendacje działań. Ostateczne decyzje nie zostały jeszcze podjęte. Przy ich podejmowaniu będziemy uwzględniać opinie innych państw UE oraz naszych sojuszników z NATO – zaznaczył.

Między amerykańskim młotem a chińskim kowadłem.

Bolesna prawda jest taka, że jeśli przystaniemy na chińską ofertę i nie wykluczymy Huawei z przetargu, nie zyskami wcale pewności, że unikniemy opóźnienia w budowie sieci 5G ani tego, że koszty nie wzrosną.

Wszystko rozbija się bowiem o to, że podzespoły do budowy potrzebnej infrastruktury (światłowody, procesory, półprzewodników, pamięci) Huawei sprowadza ze Stanów Zjednoczonych. Gdy dostawcy pójdą śladem giganta z Mountain View (a pójdą, bo już to zapowiedzieli), to Chińczycy będą mieli poważny problem.

I ewentualna odpowiedź Państwa Środka, taka jak wstrzymanie eksportu pierwiastków ziem rzadkich do USA, niezbędnych do produkcji zaawansowanej elektroniki, niewiele zmieni, bo będzie oznaczać wojnę na całego i gigantyczne problemy dla wszystkich. Nie tylko dla USA i Chin, ale też Europy i Polski.