Grozi nam śmieciowy chaos. Gminy będą musiały same decydować, co jest, a co nie jest segregacją śmieci

Ministerstwo Środowiska miało obiecać samorządowcom wydanie rozporządzenia określającego dla całego kraju takie same wymogi segregacji, które ułatwiłyby nakładanie kar za jej brak. Ale resort zmienił zdanie i teraz gminy muszą kombinować same. Może z tego wyjść niezły chaos, bo brak segregacji w różnych regionach Polski nie będzie oznaczać tego samego.

Według ekspertów Fundacji Nasza Ziemia poziom segregacji w polskich domach sięga raptem poziomu 30–35 proc. Tym samym dwie trzecie Polaków, którzy odpadów nie segregują, zgodnie z nowymi przepisami czekają za to kary finansowe. Tylko że gminy za bardzo nie wiedzą, jak się za to mają zabrać.

Bizblog.pl poleca:

Samorządowcy uważają, że nie byłoby żadnego bałaganu, gdyby Ministerstwo Środowiska dotrzymało wcześniej danego słowa.

Jak mówi serwisowi portalkomunalny.pl Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP, we wcześniejszym projekcie ustawy, który samorządowcy zaopiniowali pozytywnie, był zapis mówiący o tym, że minister środowiska wyda rozporządzenie określające, kiedy wymóg segregacji jest spełniony, jednolicie w całym kraju.

Umawialiśmy się ze stroną rządową, że takowe rozporządzenie zostanie wydane w krótkim czasie, żeby weszło w życie razem ze znowelizowaną ustawą. Niestety, mimo tych uzgodnień, ku naszemu zdumieniu, ministerstwo wycofało się z tych ustaleń i przerzuciło na gminy odpowiedzialność za kwestię kryteriów

— mówi.

Tyle regulaminów, ile gmin

Jeżeli by się potwierdziły dane Fundacji Nasza Ziemia, oznaczałoby to, że na większość z nas (ok. 60 proc.) czekałaby kara za brak segregacji. I to solidna. 

W nowelizacji przepisów wszak znalazł się zapis (o który zresztą apelowali sami samorządowcy) o tym, że osoba niesegregująca śmieci zapłaci co najmniej dwukrotność opłaty śmieciowej. Nie może być to jednak więcej niż jej czterokrotność.

Ale na razie nie ma się o co martwić. Jak przekonuje Leszek Świętalski, gminy będą błądzić po omacku. Może nas czekać potężny chaos. Zamiast bowiem ogólnopolskich, jednoznacznych wytycznych co do tego, co jest, a co nie jest segregacją, będziemy mieć tyle regulaminów co gmin. A tych w naszym kraju jest prawie 2,5 tys. 

Ministerstwo utrzymuje, że ogólne wytyczne są znane

Resort środowiska nie uważa, że grozi nam spore zamieszanie, jeżeli chodzi o nakładanie kar za brak segregacji śmieci. Ministerstwo przekonuje, że z niezbędnymi wytycznymi można zapoznać się na specjalnej stronie internetowej.

Po zajrzeniu na tę witrynę zobaczymy nawet specjalną wyszukiwarkę. Tam wystarczy wpisać województwo, potem nazwę powiatu, a na końcu nazwę gminy. I tak jednym kliknięciem mamy poznać zasady segregacji w tym konkretnym miejscu. Bardzo użyteczne rozwiązanie. A byłoby jeszcze bardziej, gdyby tylko działało. A tymczasem funkcjonuje trochę na zasadzie losowej. 

W większości wypadków bowiem kierowani jesteśmy na miejskie strony, gdzie informacji o segregacji (o ile takie są) musimy szukać sami (np. Sosnowiec). Bywa, że wyszukiwarka kieruje nas do stron już nieistniejących (tak jest, jak np. chcemy sprawdzić wytyczne segregacji w Poznaniu). Więcej szczęścia będziemy mieć, jak sprawdzimy warunki segregacji np. we Wrocławiu, czy Katowicach. Wtedy będziemy przekierowani bezpośrednio do niezbędnych informacji. 

Co z odpowiedzialnością zbiorową?

Wedle nowych przepisów to na barkach gmin leży ciężar udowodnienia danemu mieszkańcowi, że nie segreguje śmieci i zgodnie z miejskim regulaminem musi za to zapłacić karę. Ale co w przypadku zabudowy wielorodzinnej? Kiedy będzie bardzo trudno ustalić, kto faktycznie segreguje, a kto tylko udaje? Przecież polskie prawo nie zna terminu odpowiedzialności zbiorowej.

Inny kłopot z naliczaniem kar za brak segregacji śmieci może wiązać się z tym, że gmina w takim przypadku będzie musiała wszcząć postępowanie w ramach ordynacji podatkowej. Taką decyzję zaś będzie można zaskarżyć w Samorządowym Kolegium Odwoławczym.

Tymczasem wśród 49 funkcjonujących w naszym kraju SKO też nie ma jednego orzecznictwa w tej sprawie. I dopóki takowe się nie pojawi — każda sprawa będzie rozstrzygana indywidualnie, co przede wszystkim oznacza przeciąganie się wszystkiego w czasie.

Bałagan zagraża gminnym budżetom

Lament samorządowców nad tym, że władza centrala przekazuje im kolejne obowiązki, ale i bez przepisów wykonawczy i bez niezbędnych pieniędzy — słychać od wielu lat. Ale w ostatnim czasie się nasila. Bo i dochodzi realizacja rozszerzonego programu 500+ i znowu na uczniów czeka “Dobry start”. A to wszystko jakoś samo się nie chce robić, tylko rękami urzędników.

I dokładnie tak oceniana jest nowelizacja przepisów dotyczących gospodarki odpadami, bez rozporządzenia określającego na terenie całego kraju co jest segregacją, a co nią nie jest.

Nie brakuje też głosów, że zanim gminy na własnym podwórku zapanują nad tym legislacyjnym bałaganem — może to się odbić na samorządowych budżetach. Bo do tego czasu skarbnicy będą przewidywać przyszłe wpływy z tytułu kar za brak segregacji trochę z fusów.