Saudowie robią, co mogą, żeby zażegnać kryzys naftowy. Ale świat boi się kolejnych ataków

Produkcja ropy powinna wróci do normalnego poziomu do końca września – przekonuje minister energii Arabii Saudyjskiej. Jego deklaracja wystarczyła, żeby zatrzyma gwaltowny wzrost cen. Ale na odbicie jeszcze nie ma co liczyć. Strach przed kolejnymi atakami na rafinerie wciąż jest za duży.

Fot. Król Salman bin Abdulaziz Al Saud (Kremlin.ru)

Początek tygodnia minął pod znakiem konsekwencji po ataku dronami na dwie rafinerie w Arabii Saudyjskiej. Bardzo dobrze przygotowana akcja spowodowała czasowe ograniczenie saudyjskiej produkcji o połowę. A to oznacza zmniejszenie całych światowych zasobów o ok. 5 proc. Nic więc dziwnego, że cena surowca gwałtownie skoczyła, notując nawet 15-procentowe zwyżki, najwyższe od 1991 roku.

Fot. Płonąca rafineria w Abqaiq po sobotnim ataku dronów (social media)

Niższe zyski Arabii Saudyjskiej (która za pieniądze z ropy kolejne lata łoży rekordowe kwoty na sprzęt wojskowy made in USA) ze sprzedaży ropy oznacza zacieranie rąk z radości w Moskwie i Teheranie. 

Nic więc dziwnego, że Saudowie postanowili szybko zareagować. Minister energii książę Abdel Aziz ibn Salman ogłosił, że zaatakowanym rafinerią do końca września uda się wrócić do wcześniejszego poziomu produkcji. A państwowy koncern naftowy Saudi Aramco w Abqaiq i Khurais odrodzi się „jak feniks z popiołów”.

10 pożarów w ciągu 7 godzin

Po ataku dronami w rafineriach w ciągu kilku godzin wybuchło 10 niebezpiecznych pożarów, z którymi jednak udało się uporać. Prezes Aramco, Amin Nasser przekonuje, że zakres koniecznych prac naprawczych i remontowych – biorąc pod uwagę wielkość całej firmy – nie jest aż tak duży. Dlatego nie powinno być większych problemów z powrotem do wcześniejszych poziomów produkcji. 

Tym samym do końca września Arabia Saudyjska powinna produkować ok. 11 mln baryłek ropy dziennie. A do końca listopada – 12 mln. Amin Nasser uspokajał także, że do tego czasu nie ma żadnych obaw, co do dostaw ropy. Zapasy tego surowca koncernu Aramco szacowane są na przeszło 60 mln baryłek ropy.

Atak niebezpieczny dla krajowych gospodarek

Wszystkie te zapewnienia miały jeden cel: uspokojenie sytuacji na rynku, gdzie takiego wystrzału ceny ropy w górę nie widziano od lat. Co może i ma wpływ na wiele krajowych gospodarek. Globalne zagrożenia wynikające z ataku na saudyjskie rafinerie nie ominą również Polski. 

Ekonomista, szef SpotData Ignacy Morawski stawia sprawę jasno. Wzrost cen ropy na świecie o 10 proc. przekłada się na wzrost cen paliw w Polsce o ok. 4 proc. i inflację wyższą o ok. 0,2 punktu proc. 

W marżach detalicznych nie ma miejsca, żeby podwyżki brać na siebie. Dlatego raczej nie ma wątpliwości, że wzrosty dotyczące rynku hurtowego przełożą się na indywidualnego odbiorcę. Przy podwyżce nawet 50 groszy na litrze paliwa z pewnością będziemy mieć do czynienia z kolejnym czynnikiem wpływającym na inflację – przekonuje z kolei Urszula Cieślak z Biura Maklerskiego Reflex.

Produkcja ropy: ceny wyhamowały, ale inwestorzy niepewni

Takie deklaracje spowodowały, że cena ropy nieco wyhamowała swój zdecydowany marsz w górę. Ale wyraźnego odbicia w dół nie ma co jeszcze wypatrywać. Strach inwestorów przed kolejnym tego typu incydentem – jest ciągle za duży.

Skala tego ataku zachęci rynki do ponownego zbadania potrzeby rozważenia premii za ryzyko geopolityczne związane z ropą naftową – uważa Ayham Kamel z Eurasia Group.

Ten incydent jest bardzo niewygodnym sygnałem alarmowym, który ma nakłaniać do uzyskania zdecydowanie wyższych premii za ryzyko związane z produkcją w Zatoce Perskiej – wtóruje mu Samuel Ciszuk z ELS Analysis.

Co gorsza, analitycy w większości przekonują, że do tego typu ataków może dochodzić częściej. Gary Ross z Black Gold Investors przekonuje, że nie dość, że tego typu ataki są bardzo trudne do powstrzymania, to trzeba się ich spodziewać niestety częściej, bo mogą występować okresowo. Owo ryzyko zaś musi mieć swoje odzwierciedlenie w danych rynkowych.